niedziela, 8 września 2013
Rozdział 22
Rano wstałam około 7.00. Przed sobą miałam widok chłopaków i Miki.
- Co tak wcześnie? - spytałam przecierając oczy.
- Mieliśmy być cicho - podkreślił ostatnie dwa słowa Mario - Ale Marco kopnął w łóżko. Jak tam?
- Hahah, ale lama. A nawet, tylko że nudy straszne - uśmiechnęłam się.
- Heej, kochana! - krzyknęła moja przyjaciółka - Przepraszam, że mnie wczoraj nie było, no ale widzisz Marco mi nic nie powiedział.
- Bo był zajęty czymś innym - dokończył Lewy chrząkając.
- Ej Robert! - zaśmiałam się - Kto Cię tak wychował?
- Mama - odpowiedział, a wszyscy się nie powstrzymaliśmy od śmiechu.
- Wow, wole nie wiedzieć co Cię jeszcze nauczyła - dodałam.
- Kamasutry - wyjąkał czerwony blondyn.
Teraz to już całkiem nie mogłam nic powiedzieć. Oni to mają myśli, oj tam, ja nie lepsza.
- Zo... Zostawicie nas sa... same? - spytałam.
- Wyjdźmy na chwilę chłopaki, bo się nas zawstydziła. Paczaj jaka czerwona - szepnął Mario do Reusa.
Gdy wychodzili Goetze zamknął drzwi przed Marco, a ten się z nimi zderzył. Masakra. Jak trener z nimi wytrzymuje.
- Debile - skomentowałam.
- Taa - zaśmiała się - Jak tam z tym brunetem? Jesteście razem?
- Nie no co ty - wytrzeszczyłam gały - A ty z blondynką?
- Ejj, słyszałem - wszedł Marco.
- Wypad, lamo! - krzyknęłam, a on szybko znalazł się po drugiej stronie.
- Tak, nadal - uśmiechnęła się - Kiedy Cię wypisują?
- Postaram się, żeby to było jutro - wyjaśniłam.
- Poinformowałaś o tym Kubę? - spytała.
- Nie mam zamiaru - oznajmiłam - On... To skończony temat. Sorki, ale chcę odpocząć.
- Trzymaj się. Pa - przytuliła mnie i wyszła.
Głowa mnie okropnie bolała. Zjadłam przyniesione przez (zapewne Roberta) truskawki i powoli wstałam z łóżka. Nie wiem czy mogłam tak uczynić, ale zrobiłam co uważałam za stosowne. Na korytarzu pustki, w przeciwnej sali wszyscy śpią. Cisza... Wyszłam na balkon, a przede mną ukazała się panorama miasta, a przynajmniej połowa niego. Niestety, nie mogłam dostrzec Signal Iduny. Zapewne znajdowała się po drugiej stronie. W pewnej chwili podszedł do mnie chłopczyk. Mały blondyn o wyrazistych niebieskich oczkach z uśmiechem, któremu towarzyszyły słodkie dołeczki. Wyglądał na 4 latka.
- Cześć, kochanie. Zgubiłeś się? - spytałam przykucając obok dziecka.
- Nie. Ja tutaj jeśtem bo zacholowałem - wyjaśnił ze smutną minką.
- Ojeju, uśmiechnij się - powiedziałam błagalnie - Chodź, pochodzimy po korytarzu, co?
- Tak - ucieszył się - Długo tu jeśteś?
- Nie. Miałam operację, więc muszę tu zostać do jutra - odpowiedziałam - A powiedz mi, twoja mamusia też jest tutaj?
- Nie ma jej. Moja mamusia śpi. Lekaź powiedział ze jest baldzio zmęcona i musi dłuuugo spac.
Patrząc na to dziecko i wnioskując z wypowiedzi. Jego mama musiała umrzeć. Biedny chłopczyk.
- To musisz być grzeczny żeby mamusia była z ciebie zadowolona - mimowolnie łza popłynęła mi z oka - Kiedyś się spotkacie.
- Nadia, nie płac - przytulił mnie mocno.
- Znasz mnie? - spytałam zdziwiona.
- Nie pamiętaś mnie? To ja, Tomek. Wtedy co cię śpotkałem na ulićy z tymi panami.
- Faktycznie, to ty - uśmiechnęłam się - A może pójdziesz do mnie do pokoju?
- Oćywiście.
Siedzieliśmy przez chwilę na łóżku. Ciągle rozmyślałam nad losem chłopczyka. Co z nim dalej będzie? Przecież on jest sierotą! Biedactwo. Wtem przyszła pielęgniarka sprawdzić mój stan samopoczucia, a malca wzięła do innego pomieszczenia.
- Proszę panią, a czy... Ten chłopczyk ma mamę? - spytałam gdy mierzyła mi gorączkę.
- Niestety, nic mi o tym nie wiadomo, ale zawiadomię lekarza, by tutaj przyszedł - uśmiechnęła się.
Porozmawiałam z doktorem. Wyglądał na młodego i właśnie taki był. Miał ponad 20 lat, a na imię mu Kevin. Fakt, Tomuś był sierotą, ponieważ jego mama zginęła w wypadku samochodowym. Teraz dadzą go do domu dziecka jeśli wyzdrowieje. Przecież nie mogę na to pozwolić! On potrzebuje matczynej miłości, opieki... Mam pomysł, może po...
- Ma pani gościa - zawiadomiła dyżurująca.
- Hej, kochana! - przytulił mnie Mario - Przyniosłem Ci tablet, maliny, czekolady, ciastka, słuchawki i gorącą kawę.
- Dziękuję, że się tak o mnie troszczysz, ale ja już jutro wychodzę - zaśmiałam się pijąc napój.
- Naprawdę? To świetnie - ucieszył się - Jak się czujesz?
- Lepiej, o wiele. Za tydzień muszę przyjść na kontrolę i wyciągnięcie szwów.
- To dobrze. Jak wyzdrowiejesz wybiorę się z Tobą na twój pierwszy trening.
- Serio? Kochany jesteś – przytuliłam go.
- No przecież wiem – zrobił face palm’a.
- Faceci i ta ich skromność – szepnęłam z westchnieniem.
- Dawno Cię nie było na necie. Stęsknili się za Tobą – uśmiechnął się.
- Skąd wiesz? – spytałam zdziwiona.
- Gdy wchodzisz u kogoś na fejsa pamiętaj o wylogowaniu – poruszał brwiami.
- Ty debiluuu! – krzyknęłam – Siadaj tu koło mnie, albo się połóż. Wchodzimy na fb. Chcę sprawdzić czy nie mam karnego kutasa.
- Co?! Myślisz że byłbym do tego zdolny? – obraził się.
- Nie chcesz wiedzieć, co teraz myślę – oznajmiłam, a on poruszał brewkami.
- Zboczeniec – skomentowałam i zalogowałam się na portalu społecznościowym, na Gadu i asku. Weszłam też na życiowe, net. Kochałam tą stronkę. Po godzinie spostrzegłam, że Mario zasnął opierając głowę na moim ramieniu. Zaczęłam się więc bawić jego włosami.
- Diablica – mruknął i przyciągnął mnie do siebie. Nasze oczy nie odrywały od siebie wzroku, a nosy i czoła się stykały.
- Siemka, ułomni! – wparował Marco, a my jak oparzeni odskoczyliśmy od siebie. To znaczy ja tylko się odsunęłam, a Mario, biedactwo ze strachu spadł na podłogę.
- I kto tu jest ułomny – parsknął brunet.
- No sorry, ale to nie ja tulę podłogę – zaśmiał się.
- Wal się, lamusie!
- Tylko z Tobą skarbie – uśmiechnął się słodko.
- Ooooooo – zawyłam.
- Widzę, że coś się kręci – wszedł Lewy – Siądę sobie koło ciebie, Naduś.
- Spoko, a masz popcorn? – spytałam z nadzieją.
- Niestety, nie przewidziałem tego – zaśmiał się obejmując mnie ramieniem.
- Ale on jest pedał, co nie, Nadia? – spytał Mario.
- Ej, mnie się nie pytaj, wiesz co odpowiem – wytrzeszczyłam gały patrząc raz na niego, raz na Marco.
- O ty wiedźmo – podszedł do mnie powoli blondyn i zaczął mnie łaskotać.
- Kurwa! – krzyknęłam, a w tym momencie wszedł lekarz.
- Kevin? – zdziwił się Goetze
- Siema, stary – przytulił go.
- To wy się znacie? – spytałam.
- Mój kumpel od piaskownicy – uśmiechnął się lekarz – Jak się czujesz, Nadio? Z tego co widzę chłopaki nie dają Ci żyć.
- Tak, a szczególnie jeden z nich – popatrzyłam na Marco, a on zrobił minkę niewiniątka.
- Heh, tak więc zostaniesz jeszcze z nami? – spytał
- Chciałabym wyjść jak najszybciej. Mogę nawet teraz, tylko potrzebna mi jest zgoda doktora.
- Mów mi po imieniu. Za chwilę zrobię wypis, a ty się spakuj – oznajmił i wyszedł.
Chłopaki spakowali do torby wszystko co należało do mnie i pomogli mi wstać. Brzuch mnie trochę bolał, natomiast ręka mniej.
- Zaprowadzicie mnie jeszcze do pokoju 13? – spytałam.
- Jasne – uśmiechnął się Robert. Spotkałam tam tego samego małego blondyna, o którym nieustannie myślałam. Widząc mnie szybko wstał i pobiegł w moją stronę.
- Hej, kochanie – przytuliłam go – Posłuchaj, ja już idę do domciu. Muszę, ale obiecuję, że tutaj przyjdę dobrze?
- Dobzie. To pa – pomachał mi, a ja odeszłam.
- Nadia, cekaj! – zawołał Tomek.
- Tak? – spytałam ledwo przykucając przy dziecku.
- Kocham Cię – pocałował mnie w policzek – I… mam coś dla Ciebie. Plosę, weź.
Wręczył mi połowę piłki nożnej.
- Mam taki sam wisiolek. Będzie on Ci psypominał o nasej psyjaźni. Kocham Cię, pamiętaj. Do zobacenia!
- Pa, trzymaj się – pomachałam mu – Przyjdę jutro.
Lekarz wręczył mi wypis i wyszliśmy żółwim tempem ze szpitala. Miałam nadzieję, że już nigdy takie coś nie będzie miało miejsca. Jak mówią: Nadzieja umiera ostatnia. Zobaczymy.
__________________________________________________________________
Rozdział kompletnie spieprzyłam -,- Wiem o tym, ale teraz ta szkoła i ogólnie... Postaram się coś pisać, ale też muszę się uczyć, bo postanowiłam się poprawić w nauce. Nie wiem co by tu jeszcze napisać... Dziękuję moim stałym czytelniczką za śledzenie mojego bloga i czekanie na nowsze części opowiadania. Chciałabym Was zaskoczyć i zadowolić wyśmienitymi rozdziałami i ciężko mi z tą myślą, że nie potrafię. Zastanawiam się nad usunięciem tego bloga. Liczę się z Waszym zdaniem, dlatego nie podejmuję sama decyzji. Jeśli nastąpi usunięcie tego bloga, wiedzcie, że będzie mi Was cholernie brakowało, kochani <3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)