To już dzisiaj... Dzisiaj opuszczam moje rodzinne miasteczko. Faktycznie, nie było w nim dużo pięknych wspomnień, chwil spędzonych wspólnie z rodzicami, lecz to było moje miejsce. Tylko moje. I cokolwiek się stanie mogę tu przyjechać, pożalić się, dać upust moim łzom. Popatrzyłam leniwie na zegarek. Cyfry wskazywały 8.00, tak więc zwlekłam się z łóżka, przygotowałam ubrania na dzisiejszy dzień (niebieską bluzkę, białe rurki, granatowe Converse) i poczęłam pakować ubrania i wszystkie rzeczy do walizki. Wskoczyłam w wybrany komplet ubrań, uczesałam włosy w koka i zeszłam na dół. Marco siedział na kanapie oglądając powtórki meczu Fc Barcelona vs Ajax Amsterdam, Mario korzystał z łazienki, a Robert podrzucał nad swoją głowę tic - tac'a, który wylądował na jego języku. Jak widać, nie tylko ja straciłam chęć do życia. Nie zwracając na nich uwagi wgryzłam się w jabłko siadając na zimnej posadzce. Po 10 minutach brunet wyszedł z łazienki i siadł obok mnie.
- Jak się spało? - zapytał wpatrując się we mnie tymi brązowymi oczkami.
- Nie za dobrze - mruknęłam odsuwając głowę w przeciwną stronę.
On delikatnym ruchem swojej ręki odgarnął mi kosmyk włosów mówiąc:
- Będę zawsze przy Tobie...
Mimowolnie uśmiechnęłam się pod nosem, a to jedno, małe zdanie tkwiło w mojej głowie. Słyszeć takie słowa od chłopaka, który jest dla ciebie najważniejszy. Piękne. Przyszykowaliśmy się wszyscy do wyjazdu. Wbiegłam do góry po schodach, by zabrać walizkę i jeszcze raz porozglądać się po moim pokoju. Gdzieś w głębi serca zrobiło mi się przykro. Odpięłam więc wszystkie zdjęcia wiszące na ścianach z mojego dzieciństwa i wpakowałam do torby. Robert zapakował bagaże do samochodu, miałam już wsiadać na tylne siedzenia, lecz usłyszałam znajomy mi głos.
- Czekaj, Nadia - zawołał Kuba biegnąc do mnie.
- Muszę się spieszyć - wyjaśniłam unikając jego wzroku - Do zobaczenia.
Szłam już w stronę drzwi gdy nagle chłopak złapał mnie za rękę, przyciągnął do siebie a następnie moja górna warga znalazła się między jego ustami. Nie przerwałam tej chwili. Wracając na Ziemię wsiadłam pospiesznie do samochodu. Zdziwiło mnie to zdarzenie. Dlaczego to zrobił? Przecież, sam przekonywał mnie, że jestem dla niego jak siostra. Z tego co wiem, rodzeństwa nie całuje się w usta. Robert siedział jako pasażer, więc odwrócił się przodem do Marco i rozmawiając spoglądał na mnie z lekkim uśmiechem. Czyżby coś przewidywał? Natomiast Mario co jakiś czas spoglądał w małe lustereczko w którym odbiciu widoczna była moja twarz. Jego buźka nie wyglądała tak jak zawsze: uśmiechnięta, pełna słodkości i rozmarzona. Obecnie, to było przeciwieństwo tego wizerunku. Całą podróż nic nie przemówiłam, nawet marnego słówka składającego się z chociażby 3 liter. Zero. Na szczęście już dojechaliśmy na miejsce. Na widok mojego ukochanego miasta uśmiechnęłam się lekko i weszłam do swojego pokoju. Zamierzałam tam przesiedzieć do końca tego dnia, a długo czekać nie musiałam, bo godzina wskazywała 18.00. I właśnie nastąpiło to czego nie chciałam. Ktoś zapukał w drzwi mojego pokoju. Postanowiłam nie otwierać, ale upartość tej osoby kazała mi się odezwać.
- Co znowu? Lewy zostaw mnie! – krzyknęłam.
- To ja, Mika – usłyszałam głuchy głos dobiegający z korytarza – Mogę wejść?
- Wchodź – odparłam.
Widząc mnie podbiegła i mocno przytuliła moją sylwetkę opierając głowę na ramieniu.
- Jak ja się za tobą stęskniłam – uśmiechnęła się całując mnie w policzek.
- Ja za Tobą też – westchnęłam – A skąd wiesz, że już przyjechałam?
- Robert – odpowiedziała krótko. No tak, a kto inny?
- Powiedział mi też, że ucięło ci język – zachichotała cicho – Co jest?
- Opowiadałam ci o Kubie? – spytałam na wstępnie. Sama nie wiedziałam dlaczego, ale chciałam się wygadać.
- No tak, mówiłaś. Pocałował Cię? – zapytała a raczej oznajmiła.
- I znowu Lewandowski, tak? – skrzyżowałam ręce.
- Nie. Mario – wyjaśniła patrząc mi w oczy – Czujesz coś do niego?
- Do Kby?
- Yhym.
- Nic oprócz przyjaźni. Dlatego zdziwiło mnie to co zrobił.
- Nie przejmuj się tym. Może to tylko tak odruchowo, z tęsknoty lub … Lub czuje coś więcej do Ciebie. No ale przecież wtedy powie Ci o tym. Wiecie o sobie dosłownie wszystko, więc jeśli się zdecyduje opowie ci to co do ciebie czuje. No przyznaj, mam rację?
- No masz – przyznałam – Faktycznie, nie będę się tym zadręczać. Tutaj miałam zacząć nowe życie. Tak więc zrobię.
- I za to Cię kocham – uśmiechnęła się – To jak idziemy odwiedzić chłopaków?
- Jasne.
Wyszłyśmy z pokoju podążając w stronę wyjścia. Akurat tam wpadłam na Marco.
- Uważaj jak idziesz, blondynko! – wrzasnęłam.
- Ooo… Widać, że niezły z ciebie psycholog – zwrócił się Lewy do mojej przyjaciółki – Od razu lepiej!
- Yhym … - przytaknął żenująco Reus
- Gdzie się wybieracie? – spytał Mario.
- Tak się składa, że do was – zaśmiałam się – Wchodźcie.
- Przewidziałem przyszłość i przyniosłem kilka komedii – uśmiechnął się Lewy.
- Daj to włączę, wróżbito – odparłam biorąc z jego rąk płyty i jedną z nich umieszczając w odtwarzaczu DVD. Ten film był taki nudny, że aż ściany zaczęły mi się podobać. Po jakimś czasie usłyszałam szept Mario który z uśmiechem zaczął mi się przyglądać.
- Ciekawe, co? – westchnął.
- Bardzo – rzuciłam sarkazm przewracając oczami.
- Chodź, pójdziemy gdzieś – zaproponował i wyszliśmy z domu. Mika, Marco i Robert byli tak zapatrzeni w Tv, że nie zobaczyli gdzie się podzialiśmy.
- Dlaczego byłaś taka dziwna gdy wyjeżdżaliśmy z Polski? – spytał Goetze. Wiedziałam, że prędzej czy później zacznie ten temat.
- A jaki ty byłbyś, gdyby twój przyjaciel cię pocałował? – spytałam odważnie. Byłam pewna, że nie umie odpowiedzieć na to pytanie.
- A ty… Kochasz go? – ciągnął dalej.
- Nie, nie kocham. Moje serce od kilku miesięcy należy do innego człowieka, tylko, że ono wstydzi się wyznać mu miłość – odparłam.
- Mam podobnie – oznajmił.
Szczęściara z tej dziewczyny – pomyślałam. Rozmawialiśmy bez przerwy tak, jakbyśmy się co najmniej kilka lat nie widzieli.
- Mam coś dla ciebie – przypomniał sobie zawodnik BVB.
- Mam się bać? – spytałam śmiejąc się.
- Chyba nie. Chyba – podkreślił ostatnie słowo.
Wręczył mi piękny wisiorek czterolistną koniczynkę z czerwonym diamencikiem na środku.
- Mario nie musiałeś – uśmiechnęłam się – Dziękuję. Jesteś kochany.
- Należy ci się – odparł.
Zapiął mi delikatnie łańcuszek i przytulił od tyłu na tyle mocno, abym czuła się bezpieczna i potrzebna. Chyba mu się udało. Odpłynęłam całkiem do krainy mojego wymarzonego życia nie myśląc, że kiedykolwiek będę musiała się wybudzić. Żyłam tylko chwilą. Tą chwilą.
- Przepraszam… - wyjąkał.
Ja tylko się uśmiechnęłam i poszliśmy dalej.
- Widziałam twoją ciekawość gdy jeździłam na deskorolce… - zaczęłam nowy temat.
- Właśnie. Miałem się ciebie o coś spytać. Czy … - przerwał trzymając mnie w napięciu. Już myślałam, że wypowie te słowe na które tak długo czekam.
- … nauczysz mnie jeździć? – spytał śmiejąc się.
Kurde, Goetze! Trzeba było tak od razu, a nie dopuszczać moją wyobraźnie do wymyślania nie wiadomo czego.
- Jasne, ale może jutro – uśmiechnęłam się zerkając na telefon. Wskazywał godzinę 23.00
- Powinniśmy już wracać – zadecydował Mario – Ciekawe, czy zauważyli, że nas nie ma.
- Nie – odparłam po krótkim namyśle – Będą spać lub dalej cieszyć się z filmu.
Szliśmy w ciszy, a latarnie oświetlały dróżki, które się przed nami rozciągały. Odwróciłam twarz do Mario, wzięłam głęboki oddech chcąc wyznać mu kim dla mnie tak naprawdę jest. I znowu… Kolejny raz zabrakło mi odwagi. Nadia! Co się z tobą dzieje? Gdzie podziała się ta dziewczyna z Polski, która niczego się nie bała, zawsze dążyła do celu i była szczera do bólu?
Jednak na to pytanie moje serce miało odpowiedź:
Ta dziewczyna dalej istnieje tylko nie chce się ujawnić lub nie powie tego co myśli, bo nie potrafi tego określić słowami. Oto co potrafi zdziałać miłość…
____________________________________________________________
BOOM! I mamy szesnastkę <3 Napisałam ją w miarę swoich możliwości, takie tam farmazony ;P Wróciłaam do was, miśki ze zdwojoną siłą ... Ale ... Kurde, zawsze musi być jakieś ale... We wtorek ponownie wyjeżdżam. Może coś dodam jeszcze w poniedziałek... Zobaczę, zobaczę :) A tymczasem pozostawiam Wam mój rozdziałek do oceny :D A i jeszcze jedno: DZIĘKUJĘ WAM ZA TE WSZYSTKIE KOMENTARZE I ZA TO, ŻE W OGÓLE CZYTACIE TEGO BLOGA! JA WIEM, ŻE SĄ TAKIE OSOBY, KTÓRE CZYTAJĄ, ALE NIE KOMENTUJĄ. ZA TO TEŻ WAM DZIĘKUJĘ <3 GDYBY NIE WY, NIE MIAŁABYM MOTYWACJI, A WTEDY PRAWDOPODOBNIE USUNĘŁABYM TEGO BLOGA.
Ty to masz ciekawe wakacje ;D
OdpowiedzUsuńCiągle gdzieś wyjeżdżasz... A co do rozdziału to naprawdę mi się podoba - jak zawsze. Z niecierpliwością czekam na dalszą część historii <3
No teraz trochę mi się spieprzyły. Mam jakąś wysypkę.. masakra ;c . Jeśli chodzi o rozdział to wiem, że stać mnie na więcej, ale nie umiem, noo ;D
UsuńZakończenie : GENIALNE <3 Podoba mi się twój styl pisania. Czasami dajesz takie cytaty lub morały takie ... Romantico :D Kurde nie wiem jak to określić. Rozdział świetny tak jak poprzednie i kolejne, które mam nadzieję szybko się pojawią. Jestem twoją wierną czytelniczką, ponieważ ty wiesz jak rozwinąć akcję i to mi się podoba. Że nie jest tak nudno. Świetne, cudowne *.* Ach i ten Mario ... Omm ;* Słodki jest. Trochę się rozpisałam, sorry :P No cóż tylko pozazdrościć kochana :) I chciałam jeszcze podziękować, że wytrwale czytasz moje wypociny xD Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńKuba całuje Nadię?! Kur*a mać. Jak mogłaś! Zamiast niego ma być Gotze. Dobra sorry poniosło mnie :D Ale mam nadzieję że nic nie spieprzy między Nadią a Mario! Oby. A rozdział zajebiaszczy <3 Kocham tego bloga, jest taki ... inny niż te które czytam. Wspaniale piszesz.
OdpowiedzUsuń