wtorek, 6 sierpnia 2013

Rozdział 20


Wstałam rano, a raczej zwlokłam się z łóżka. Postanowiłam nie wracać do tego co było i chociaż to niemożliwe zapomnieć o moim przyjacielu. Z dnia na dzień mi go coraz bardziej brakuje. Tych rozmów, żartów a nawet chwil spędzonych w ciszy. Nawet jeśli tego bym bardzo pragnęła nie zmienię nic. Właśnie on, taki niepozorny chłopak zajął moje serce. Wypełnia je aż po brzegi, a ja ciągle obmyślam nowy plan jak go wykluczyć. Doszłam do wniosku, że to zadanie nie jest wykonalne, nawet dla osoby, która ma wspaniałe wykształcenie. Trzeba zwyczajnie zapomnieć. Szkoda, że słowa nie są równie proste jak czyny. Wystarczyło mi tylko powiedzieć: "Żegnaj, bracie" i żyć dalej. Żyć teraźniejszością, cieszyć się szczęściem, spełniać swoje marzenia, znaleźć drugą połówkę. Przynajmniej się postaram. Jeśli nie spróbujesz, nie przekonasz się czy było warto. A właśnie, kompletnie zapomniałam o ofercie złożonej przez Jurgena Kloppa. Zastanawiam się, czy najpierw nie wstąpić do drużyny kobiet, a później dołączyć do moich Borussen. Tak więc trzeba się zbierać. Ubrałam spodenki z ćwiekami, czarną bluzkę i cytrynowe trampki. Włosy upięłam w wysokiego koka. Byłam już gotowa. Po długim rozmyślaniu postanowiłam zadzwonić do Marco.
- O siemka, mała - usłyszałam głos w telefonie.
- No hej. Masz czas?
- Dla Ciebie zawsze. Za 15 minut będę przed twoim domem.
Nawet nie wiedział o co chcę go poprosić, a mimo to się zgodził. Właśnie między innymi za to go uwielbiam. Punktualnie po wyznaczonym czasie zjawił się w drzwiach blondyn.
- Pójdziesz ze mną do Kloppa. Muszę się z nim dogadać jeśli chodzi o moje granie w drużynie - zdecydowałam.
- A gdzie proszę? - skrzyżował ręce Reus.
- U mnie w domu go nie ma. Sprawdź w samochodzie - uśmiechnęłam się - Chodźmy już.

**** Na stadionie ***
- Jak wyglądam? - spytał mnie przyjaciel
- Jak lama. Czyli tak jak zawsze - zaśmiałam się.
- Ty serio jesteś taka złośliwa?
- Nie, po prostu tak okazuję moją miłość do Ciebie - wyjaśniłam.
- To już wolę, żebyś mnie nie kochała - zaśmialiśmy się.
- Idziesz ze mną? - spytałam gdy znaleźliśmy się pod biurem trenera.
- No chyba po to tu jestem - zrobił face palm'a.
Zapukałam, a słysząc "Proszę" weszłam do środka. Gabinet pana Kloppa był znakomicie wyposażony. Kolory pięknie się komponowały, mimo, że pomieszczenie nie było tak wielkie jak w mojej wyobraźni.
- Dzień dobry, panu. Ja przyszłam porozmawiać o moim wstąpieniu do drużyny - uśmiechnęłam się ściskając dłoń mężczyzny.
- Witam. Ach, tak. Podjęłaś już decyzję? - spytał.
- No tak jakby. Nie jestem pewna czy od razu wstąpić do męskiej grupy. Może najpierw zobaczyłabym na co mnie stać w damskiej drużynie?
- To już sama zdecyduj. Nie mogę za Ciebie wybierać drogi do przyszłości - uśmiechnął się serdecznie. Chwilę porozmawialiśmy. Uzgodniłam, że lepiej jeśli zostanę w damskiej Borussi. Dostałam koszulkę z numerem 10, a teraz poszłam wraz z Marco zakupić nowe korki. Te dawne były trochę zniszczone.
- A może te? - spytałam pokazując żółto-czarne buty z nike.
- Idealne - pokazał swe ząbki blondyn.
Następnie ruszyliśmy w stronę cukierni i do domu, ponieważ Reus zaplanował romantyczną kolację dla niego i Miki. Cieszę się, że moja przyjaciółka jest szczęśliwa. Mam nadzieję, że na długo.

**** Mario ****

Całą noc rozmyślałem o Nadii. Ja chyba zwariowałem na jej punkcie. To chodzący ideał, a przynajmniej ja tak sądzę. Gdy na nią patrzę usta same się uśmiechają, a serce odmawia posłuszeństwa. Nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Siema, stary - zobaczyłem zadowolonego Roberta.
- Cześć – odpowiedziałem rozkojarzony.
- Co tam ciekawego wyprawiasz? – spytał.
- Hah, no ciekawego to nic – zaśmiałem się – Myślę.
- Ty myślisz? Kurw* mać, nie poznaję cię – zadrwił.
- A weź się goń – parsknąłem.
- Próbowałem, ale nie dam radę. Aż tak szybki to nie jestem. Teraz ty spróbuj – uśmiechnął się.
- Może innym razem – mruknąłem.
- Poczekam – zaśmiał się – A tobie w głowie tylko ona.
- Nie, nie tylko – odparłem, ale Robert popatrzył w moję stronę krzyżując ręce, przekrzywiając głową i podnosząc brwi z niedowierzaniem – No dobra, masz rację.
- Ja zawsze mam rację – uśmiechnął się dumnie.
- Nieprawda. Mówiłeś, że masz mózg – to nie była prawda – zaśmiałem się.
- Ej, stary wypraszam sobie – krzyknął – Wracając do twojej miłości…
- Nie mojej – poprawiłem.
- Nie przerywaj! Czemu jej do cholery tego nie powiesz? Chłopie, ty straciłeś dla niej głowę. No nie dosłownie. Ona jest jak twój nałóg. Każdy dzień w którym jej nie widzisz jest twoim straconym dniem. Każda chwila jest…
- Stary, przyszedłeś mnie tu dołować? – spytałem.
- Nie – odchrząknął – Chciałem ci tylko dać do zrozumienia, że ona jest twoim całym światem.
- Ale ja o tym wiem – popatrzyłem na niego jak na idiotę.
- No to czemu nie dasz jej tego czuć? – krzyknąłem – Kur*a mać, Goetze nie zachowuj się jak dziecko! A z resztą jesteś na tyle dorosły, że sam powinieneś wiedzieć co zrobić. Ja już spadam, cześć.
- Dzięki – przytuliłem go – No narka. Ej a nie widziałeś gdzieś Reusa?
- Mizia się z swoją ukochaną – oznajmił nie powstrzymując się od śmiechu.
- Ok, to nie będę im przeszkadzać – zaśmiałem się.
- No lepiej nie. Bo jeszcze... A dobra, wolę nie kończyć. Powiem tylko tyle, że lepiej będzie, jeśli dzisiaj damy mu spokój.  – dodał.
- Haha, no tak. – zaśmiałem się i zamknąłem drzwi.
Lewy ma rację – pomyślałem – Przecież nie mogę całe życie ukrywać przed nią mojego uczucia. Muszę się wreszcie zebrać na odwagę. Ale może nie dzisiaj…
I znowu ten moment, gdy nie wiem co zrobić. Kurde. Dlaczego to takie trudne? Powiedzieć „Kocham Cię”.

*** Nadia ***

Siedziałam bezczynnie w domu. Nie mogłam przestać myśleć o Goetze. Brunecie wyższym ode mnie o 10 cm, o błyszczących piwnych oczach, które każdego dnia wywierają na mnie dreszcze, o słodkich ustach, które tak piękne układają się w uśmiech. Wszystko w nim jest takie idealne.
- Ojj, Nadia! Zakochałaś się na zabój – powiedziałam do siebie i westchnęłam z uśmiechem. Pomyślałam, że może pójdę na boisko. Nie byłam tam miesiąc. Wow, jak ja potrafiłam! Ubrałam korki, oczywiście te stare i mój dawny strój z nazwiskiem Hanf i numerem 9 na plecach, a następnie wyszłam trzymając piłkę w ręku. Gdy znajdowałam się już u bramy która prowadziła na murawę spostrzegłam grupkę chłopaków patrzących się w moją stronę. Nie będę się nimi przejmować. Przejdę obok nich nie zwracając uwagi na zachowanie. Tak też zrobiłam. Z uniesioną głową próbowałam obok nich przejść, niestety jeden z nich zagrodził mi drogę.
- Haha, patrzcie jak szpanuje! Pewnie nawet nie ma pojęcia o graniu w nogę - zaśmiał się - Co? Nie idziesz do mamusi się wypłakać?
- No chyba nie. Musiałabym być Tobą - odparłam. Reszta chłopaków odeszła. Pozostało tylko dwóch.
- Uważaj na słowa, mała - zacisnął zęby zbliżając się do mnie.
- Wiem co mówię - nie dawałam za wygraną - A teraz mnie puść. Idę grać, spadaj!
- Chyba cię poje*ało! - parsknął i przywarł mnie do muru - Teraz zobaczymy na co cię stać.
Zaczął mnie zachłannie całować po szyi, a następnie odsuwał mi koszulkę z ramienia. Nie mogłam się bronić, był za blisko mnie. Poczęłam więc krzyczeć. Ku mojemu szczęściu w bramie ukazała mi się sylwetka Mario. Tak, mojego ukochanego bruneta. Widząc tą całą akcję zamarł w ciągu 5 sekund, ale następnie przyspieszył kroku. Ten drugi przywalił mu w nos, a krew poczęła się sączyć. Wykorzystując to, że gwałciciel odwrócił się w stronę pobitego półleżącego na ziemi, odepchnęłam go i poleciałam do przyjaciela.
- Mario, nic ci nie jest? - spytałam troskliwie.
- Uważaj ! - krzyknął, lecz było za późno. Poczułam mocny cios w tył głowy, mimo to nie zemdlałam. Napastnik powtórnie zaczął się do mnie dobierać, ale ja uderzyłam go pięścią w brzuch i momentalnie znalazłam się nad nim. Przecież jest jeszcze drugi! Kompletnie zapomniałam o jego towarzyszu, który teraz mocno trzymał moje ręce. Uderzony przeze mnie mężczyzna wstał i spojrzał na mnie wrogo. Dostałam w żołądek kaszląc przy tym, następnie wymierzył mi ciosy w twarz. Oko miałam podbite, wargę i policzek przecięty.
- Nadia! - usłyszałam rozpaczliwy głos Mario.
- Uciekaj! - krzyknęłam.
- Nie zostawię Cię - zawołał.
Nie pozwoliłam mu się zbliżyć do napastników. Zdecydowanym ruchem uderzyłam podeszwą buta (przypominam, że to były korki) w czułe miejsce blondyna, który krępował moje ręce. Nawet nie spojrzałam, a on już zwijał się z bólu na trawie. Jednak na coś przydały się nieustanne treningi boksu. Kilka razy wymierzyłam ciosy z sierpowego, temu który mnie pobił, aż w końcu zwiał wraz z swoim kumplem. Szczerze, czułam się jakbym miała zaraz umierać ale nie dawałam tego po sobie znać. Poczołgałam się do Mario, który siedział niedaleko mnie. Wtem przybiegli Marco i Robert.
- Kur*a, co się tu stało?! - spytał przerażony blondyn patrząc raz na mnie a raz na Mario.
- Pomóż - szepnęłam, możliwe że już ostatnie słowo. Nie dałam radę wypowiedzieć więcej, ponieważ krew wylała mi się z ust, usłyszałam ostatnie wołania moich kochanych przyjaciół, następnie towarzyszyła mi tylko ciemność...

" Najbardziej sprawiedliwa w życiu jest śmierć. Ona nie wybiera... "
____________________________________________
Jest kolejny! Przepraszam, że tak późno dodany, zapewne przez to straciłam moich kochanych czytelników, ale niestety, problemy rodzinne. Naprawdę, źle mi z tym, że wy tak wyczekujecie, a ja nie mogłam nic dodać. Mam nadzieję, że dalej będziecie czytać tego bloga. A co do tego rozdziału, dla mnie jest taki przeciętny, ale krytykę zostawiam Wam ;) Musiałam dać na koniec coś troszkę drastycznego. Nie lubię, gdy w opowiadaniu, jest wszystko dobrze, idealnie jak w bajce. Zapewniam Was, że moje takie nie będzie:)

Drugi gif: Marco o niemieckich fankach.
Pierwszy gif: Lovelove <3

 

9 komentarzy:

  1. Jezu, to po prostu było cudowne! Uwielbiam tego bloga i jeżeli ktoś miałby przestać go czytać to tylko strata dla niego. Jeżeli o mnie chodzi, to warto było czekać na taki rozdział :). Pozdrawiam, czekam na następny i życzę Ci jak najmniej problemów :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję Ci bardzo :) Jeszcze raz przepraszam. Drugi rozdział dam z dedykacją dla Ciebie i Arienne :* Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. OOoooooo... Dedykacja? Dla mnie? Kocham Cię <3
    Nie ważne czy rozdziały będą się pojawiać co dwa dni, raz w tygodniu, czy raz na miesiąc i tak będę czytała. Jak można zostawić taką historię nierozwiązaną? Moje sumienie nie pozwoliłoby mi nie czytać dalej. A rozdział po raz kolejny bardzo ciekawy. Fajnie że coś się dzieje, bo przecież nikt nie jest idealny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki :* nieważne kiedy pojawi sie następny, ważne że będzie :) i nie przepraszaj bo nie ma za co ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Super lubię dramaturgię :-P hahah uwielbiam zapraszam do siebie kiedys-tak-będzie.blogspot.com =]

    OdpowiedzUsuń
  6. Nominuję cię do nagrody The Versatile Blogger więcej na http://jaknajwyzejpomarzenia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń