Rozdział z dedykacją dla Pati :)
Minął już miesiąc od mojego powrotu ze szpitala. Przez ten czas Mario był przy mnie dzień i noc. Podawał mi leki, karmił, umilał każdą chwilę swoją obecnością. Byłam szczęśliwa dlatego, że po prostu był. Szwów i gipsu nareszcie się pozbyłam.Mogłam kontynuować swoje treningi i ruszyć się z domu, bo mój opiekun nie pozwalał mi nawet pójść po wodę. Faktycznie, trochę przesada, no ale cóż poradzić. A jeśli już mowa o treningach dzisiaj wypada pierwszy. Mario obiecał, że pójdzie ze mną.
- Nadia, gdzie jesteś? – spytał, podczas gdy ja krzątałam się po zakamarkach mojego pokoju w poszukiwaniu butów.
- Chodź tu! – krzyknęłam, a on w mgnieniu oka znalazł się w progu mojej sypialni.
- Co jest?
- Zgubiłam buta – wyjaśniłam pokazując jednego z pary. Widząc moją minę westchnął i lekko się zaśmiał.
- Masz – rzucił mi moją zgubę.
- Co?! To ty… Ty go miałeś? Ty debilu, szukałam go przez pół godziny, a ty bezczelnie sobie go wziąłeś! Zajebiście, teraz spóźnię się na pierwszy trening. Awww – wypaliłam.
- Spokojnie, mała. Wszystko obmyśliłem. Wsiadaj do samochodu, torba jest w bagażniku – uśmiechnął się takim sposobem, że nie mogłam się już gniewać na tego chłopaka. Odwzajemniłam gest i zbiegłam po schodach. Nawet się nie obejrzałam byliśmy na Signal Iduna Park. Fornalik (tak nazywał się nasz trener) pokazywał innym dziewczynom podania i takie podstawy gry. Widocznie, każda z nich była początkowa. Wnioskując z ich min nie za bardzo rozumiały wskazówki trenera.
- Dzień dobry! – usłyszałam wbiegając na boisko – Spóźniłaś się!
- Tak wiem, przepraszam, ale to nie moja wina. Jestem już przygotowana, więc…
- Wchodź na boisko. Ćwiczymy podania, rozumiesz czy ..
- Jasne, że rozumiem – uśmiechnęłam się.
- Świetnie.
Podania wyszły mi najlepiej z drużyny. Polubiłam niektóre dziewczyny, to znaczy z wyjątkiem Anki. Próbowała robić wszystko co mi zaszkodzi podczas meczyku treningowego. Niestety, nie udało jej się to. Po tym wszystkim byłam nieco zmęczona, więc poszłam do Mario na trybuny.
- Widzę, że już masz wrogów – zaśmiał się.
- Taa .. O czym tak myślisz? – spytałam zaciekawiona – A raczej o kim?
- O Tobie – uśmiechnął się słodko.
- To znaczy… Y… O tym jak dobrze grasz i w ogóle – dokończył. Pewnie zdał sobie sprawę z tego, że poprzednie słowa zostały nie chcący wypowiedziane na głos.
- Chodźmy już – pogoniłam go, a widząc Annę odwróciłam się do niego.
- Mario, proszę, będziesz udawał mojego chłopaka? – spytałam szeptem.
- Po co?
Nie zdążyłam już mu powiedzieć, ponieważ obok nas pojawiła się nowa znajoma.
- Ooo kogo my tu mamy? – spytała.
- Ludzi. Byłaś kiedyś u okulisty? Jeśli nie, to powinnaś skorzystać – odpowiedziałam, a Mario lekko się zaśmiał.
- Co takie ciacho jak ty robi z… nią – zmierzyła mnie wzrokiem przystawiając się do bruneta.
- Patrzy się na to coś przed nim – mruknął.
- Mraauć, słodziak – mrugnęła – Tak więc może zadzwonisz?
- Nie, dzięki – parsknął – Chodź, skarbie – objął mnie ramieniem.
- Że… Że co?! Wy jesteście razem? – wyjąkała.
- Tak, od tygodnia. A teraz, mogłabyś nam zejść z drogi, właśnie wybieramy się do mnie przetestować nowe łóżko – odpowiedział, a ta stanęła jak wryta.
- To do zobaczenia, Aniu – pomachałam jej z uśmiechem.
- Hahahah, przetestować łóżko? – zaśmiałam się, gdy z zasięgu wzroku zniknął stadion – Ty to masz pomysły.
- No przecież wiem – zaśmiał się – A, idziemy na nogach, bo Robertowi pożyczyłem samochód. Dzwonił jak miałaś trening.
- Spoko. Mario...
- Hm? – spytał patrząc się na mnie.
- Możesz mnie już puścić.
- Ale nie muszę – uśmiechnął się.
Poczułam motylki w brzuchu po jego słowach. Dopiero po 30 minutach byliśmy u Mario.
- To jak idziemy? – spytał.
- Gdzie?
- No do sypialni – odpowiedział zdziwiony.
- Chyba Cię pogięło! – zaśmiałam się – Wchodzimy na facebooka!
- No dobra… - posmutniał.
Zrobiliśmy sobie sweet fotkę i wrzuciliśmy na portal społecznościowy.
- Co mi się tak przyglądasz? – spytałam patrząc się w ekran.
- No bo wiesz…
W tym momencie wszedł Marco. Widać było, że brunet nie był zadowolony z widoku kumpla.
- No co? – rozłożył ręce blondyn.
- Gówno – walnął go poduszką – 1:0
- Twoja mama kazała mi przekazać Tobie jakieś prochy na główkę czy coś – podał jakiś proszek Goetzowi, dopiero później spostrzegł, że to tylko oranżada w proszku – 1:1
Nieustannie prowadzili taki dialog, aż było 10:9.
- Jestem w ciąży! – krzyknęłam wreszcie.
- Że co?! – spytał zdziwiony Marco – Mario nie patrz się tak na mnie, ja ojcem nie jestem!
- 1:0 – z dumą wgryzłam się w jabłko i poszłam do góry. Za sobą zostawiłam tylko ciche śmiechy chłopaków. Weszłam do pokoju, dopiero po 15 minutach przypomniałam sobie, że nie wylogowałam się z facebooka.
- Chłoopaki! – krzyknęłam. Wchodząc do salonu spostrzegłam, że szperają po internecie. Przeskoczyłam oparcie kanapy i wylądowałam na kolanach Goetzego.
- Zapomniałam się wylogować z facebooka – uśmiechnęłam się – Sorry, Mario, zaraz schodzę.
- Spoko – mrugnął.
- Wyczuwam między wami jakąś chemię – poruszał brewkami Reus.
- A ja wyczuwam, że dzisiaj nie używałeś dezodorantu – popatrzyłam na niego.
- To wy sobie tu posiedźcie, a ja idę na chwilę do łazienki – pokiwał głową.
Przybiłam piątkę z brunetem, ale widząc smutną minę Marco, przesiadłam się na jego kolana i złożyłam mu soczystego buziaka na policzku.
- Przepraszam, lamo – odparłam smutno.
- Hahahah, ale się nabrała! – zaśmiał się tuląc mnie jeszcze mocniej - Nadia, a tak pomijając to... Wiesz jak bardzo cię lubię? Jesteś taka mądra, miła...
- Marco, co tym razem przeskrobałeś? – zapytałam patrząc na jego twarz.
- Ja? Nic, przecież ja grzeczny jestem! – sprzeciwił się.
- Chyba jak śpisz, chociaż … - poruszałam brewkami na co wszyscy się zaśmialiśmy.
- Aha, masz karniaka od Marco… Ale chyba miałem Ci tego nie mówić – zacisnął wargi Mario.
- Młody, nie żyjesz! – krzyknął blondyn i pobiegł w stronę bruneta.
- Mamusiuuu! – wrzeszczał Goetze, gdy Reus go bił i przyciskał do ściany.
- Ej, dobra. Uspokójcie się, dzieci – rozdzieliłam ich.
- Uratowałaś mnie! – przytulił mnie od tyłu Mario.
- Jak zawsze, mój ty bohaterze – parsknęłam, na co blondyn śmiał się jak opętany.
`Początek głupawki` - pomyślałam. W Dortmundzie zamiast stać się rozsądniejsza, dojrzalsza i bardziej mądrzejsza, zgłupiałam. No ale jak tu być normalnym żyjąc z najlepszym przyjacielem: Marco, oglądającym smerfy i do tego blondynem, przyjacielem: Robertem, który nie śmieje się tylko wtedy gdy śpi, a czasami nawet wtedy nie jest spokojny i tym Mario, który jest połączeniem tej dwójki. Powiedz, jak tu być tym normalnym? Z rozmyśleń wyrwało mnie poczucie wilgoci na policzku. Spostrzegłam, że kochany Reus mnie oślinił.
- Ty lamo! – wrzasnęłam ściągając z niego koszulkę i wycierając nią policzek.
- Ejj, czemu lama? – oburzył się.
- Popatrz się – pokazałam mu zdjęcie lamy i jego – Widzisz tu jakąś różnicę, Mario?
- Taak… I to wielką! – zdziwił się – Lama ma mózg, a nasz kochany Reusik niestety, ma jego brak!
- Hahah, piona!
W pewnej chwili ktoś zapukał do drzwi.
- Lewy, ty tutaj? – spytałam zdziwiona.
- Taak, a ty?
Minął już miesiąc od mojego powrotu ze szpitala. Przez ten czas Mario był przy mnie dzień i noc. Podawał mi leki, karmił, umilał każdą chwilę swoją obecnością. Byłam szczęśliwa dlatego, że po prostu był. Szwów i gipsu nareszcie się pozbyłam.Mogłam kontynuować swoje treningi i ruszyć się z domu, bo mój opiekun nie pozwalał mi nawet pójść po wodę. Faktycznie, trochę przesada, no ale cóż poradzić. A jeśli już mowa o treningach dzisiaj wypada pierwszy. Mario obiecał, że pójdzie ze mną.
- Nadia, gdzie jesteś? – spytał, podczas gdy ja krzątałam się po zakamarkach mojego pokoju w poszukiwaniu butów.
- Chodź tu! – krzyknęłam, a on w mgnieniu oka znalazł się w progu mojej sypialni.
- Co jest?
- Zgubiłam buta – wyjaśniłam pokazując jednego z pary. Widząc moją minę westchnął i lekko się zaśmiał.
- Masz – rzucił mi moją zgubę.
- Co?! To ty… Ty go miałeś? Ty debilu, szukałam go przez pół godziny, a ty bezczelnie sobie go wziąłeś! Zajebiście, teraz spóźnię się na pierwszy trening. Awww – wypaliłam.
- Spokojnie, mała. Wszystko obmyśliłem. Wsiadaj do samochodu, torba jest w bagażniku – uśmiechnął się takim sposobem, że nie mogłam się już gniewać na tego chłopaka. Odwzajemniłam gest i zbiegłam po schodach. Nawet się nie obejrzałam byliśmy na Signal Iduna Park. Fornalik (tak nazywał się nasz trener) pokazywał innym dziewczynom podania i takie podstawy gry. Widocznie, każda z nich była początkowa. Wnioskując z ich min nie za bardzo rozumiały wskazówki trenera.
- Dzień dobry! – usłyszałam wbiegając na boisko – Spóźniłaś się!
- Tak wiem, przepraszam, ale to nie moja wina. Jestem już przygotowana, więc…
- Wchodź na boisko. Ćwiczymy podania, rozumiesz czy ..
- Jasne, że rozumiem – uśmiechnęłam się.
- Świetnie.
Podania wyszły mi najlepiej z drużyny. Polubiłam niektóre dziewczyny, to znaczy z wyjątkiem Anki. Próbowała robić wszystko co mi zaszkodzi podczas meczyku treningowego. Niestety, nie udało jej się to. Po tym wszystkim byłam nieco zmęczona, więc poszłam do Mario na trybuny.
- Widzę, że już masz wrogów – zaśmiał się.
- Taa .. O czym tak myślisz? – spytałam zaciekawiona – A raczej o kim?
- O Tobie – uśmiechnął się słodko.
- To znaczy… Y… O tym jak dobrze grasz i w ogóle – dokończył. Pewnie zdał sobie sprawę z tego, że poprzednie słowa zostały nie chcący wypowiedziane na głos.
- Chodźmy już – pogoniłam go, a widząc Annę odwróciłam się do niego.
- Mario, proszę, będziesz udawał mojego chłopaka? – spytałam szeptem.
- Po co?
Nie zdążyłam już mu powiedzieć, ponieważ obok nas pojawiła się nowa znajoma.
- Ooo kogo my tu mamy? – spytała.
- Ludzi. Byłaś kiedyś u okulisty? Jeśli nie, to powinnaś skorzystać – odpowiedziałam, a Mario lekko się zaśmiał.
- Co takie ciacho jak ty robi z… nią – zmierzyła mnie wzrokiem przystawiając się do bruneta.
- Patrzy się na to coś przed nim – mruknął.
- Mraauć, słodziak – mrugnęła – Tak więc może zadzwonisz?
- Nie, dzięki – parsknął – Chodź, skarbie – objął mnie ramieniem.
- Że… Że co?! Wy jesteście razem? – wyjąkała.
- Tak, od tygodnia. A teraz, mogłabyś nam zejść z drogi, właśnie wybieramy się do mnie przetestować nowe łóżko – odpowiedział, a ta stanęła jak wryta.
- To do zobaczenia, Aniu – pomachałam jej z uśmiechem.
- Hahahah, przetestować łóżko? – zaśmiałam się, gdy z zasięgu wzroku zniknął stadion – Ty to masz pomysły.
- No przecież wiem – zaśmiał się – A, idziemy na nogach, bo Robertowi pożyczyłem samochód. Dzwonił jak miałaś trening.
- Spoko. Mario...
- Hm? – spytał patrząc się na mnie.
- Możesz mnie już puścić.
- Ale nie muszę – uśmiechnął się.
Poczułam motylki w brzuchu po jego słowach. Dopiero po 30 minutach byliśmy u Mario.
- To jak idziemy? – spytał.
- Gdzie?
- No do sypialni – odpowiedział zdziwiony.
- Chyba Cię pogięło! – zaśmiałam się – Wchodzimy na facebooka!
- No dobra… - posmutniał.
Zrobiliśmy sobie sweet fotkę i wrzuciliśmy na portal społecznościowy.
- Co mi się tak przyglądasz? – spytałam patrząc się w ekran.
- No bo wiesz…
W tym momencie wszedł Marco. Widać było, że brunet nie był zadowolony z widoku kumpla.
- No co? – rozłożył ręce blondyn.
- Gówno – walnął go poduszką – 1:0
- Twoja mama kazała mi przekazać Tobie jakieś prochy na główkę czy coś – podał jakiś proszek Goetzowi, dopiero później spostrzegł, że to tylko oranżada w proszku – 1:1
Nieustannie prowadzili taki dialog, aż było 10:9.
- Jestem w ciąży! – krzyknęłam wreszcie.
- Że co?! – spytał zdziwiony Marco – Mario nie patrz się tak na mnie, ja ojcem nie jestem!
- 1:0 – z dumą wgryzłam się w jabłko i poszłam do góry. Za sobą zostawiłam tylko ciche śmiechy chłopaków. Weszłam do pokoju, dopiero po 15 minutach przypomniałam sobie, że nie wylogowałam się z facebooka.
- Chłoopaki! – krzyknęłam. Wchodząc do salonu spostrzegłam, że szperają po internecie. Przeskoczyłam oparcie kanapy i wylądowałam na kolanach Goetzego.
- Zapomniałam się wylogować z facebooka – uśmiechnęłam się – Sorry, Mario, zaraz schodzę.
- Spoko – mrugnął.
- Wyczuwam między wami jakąś chemię – poruszał brewkami Reus.
- A ja wyczuwam, że dzisiaj nie używałeś dezodorantu – popatrzyłam na niego.
- To wy sobie tu posiedźcie, a ja idę na chwilę do łazienki – pokiwał głową.
Przybiłam piątkę z brunetem, ale widząc smutną minę Marco, przesiadłam się na jego kolana i złożyłam mu soczystego buziaka na policzku.
- Przepraszam, lamo – odparłam smutno.
- Hahahah, ale się nabrała! – zaśmiał się tuląc mnie jeszcze mocniej - Nadia, a tak pomijając to... Wiesz jak bardzo cię lubię? Jesteś taka mądra, miła...
- Marco, co tym razem przeskrobałeś? – zapytałam patrząc na jego twarz.
- Ja? Nic, przecież ja grzeczny jestem! – sprzeciwił się.
- Chyba jak śpisz, chociaż … - poruszałam brewkami na co wszyscy się zaśmialiśmy.
- Aha, masz karniaka od Marco… Ale chyba miałem Ci tego nie mówić – zacisnął wargi Mario.
- Młody, nie żyjesz! – krzyknął blondyn i pobiegł w stronę bruneta.
- Mamusiuuu! – wrzeszczał Goetze, gdy Reus go bił i przyciskał do ściany.
- Ej, dobra. Uspokójcie się, dzieci – rozdzieliłam ich.
- Uratowałaś mnie! – przytulił mnie od tyłu Mario.
- Jak zawsze, mój ty bohaterze – parsknęłam, na co blondyn śmiał się jak opętany.
`Początek głupawki` - pomyślałam. W Dortmundzie zamiast stać się rozsądniejsza, dojrzalsza i bardziej mądrzejsza, zgłupiałam. No ale jak tu być normalnym żyjąc z najlepszym przyjacielem: Marco, oglądającym smerfy i do tego blondynem, przyjacielem: Robertem, który nie śmieje się tylko wtedy gdy śpi, a czasami nawet wtedy nie jest spokojny i tym Mario, który jest połączeniem tej dwójki. Powiedz, jak tu być tym normalnym? Z rozmyśleń wyrwało mnie poczucie wilgoci na policzku. Spostrzegłam, że kochany Reus mnie oślinił.
- Ty lamo! – wrzasnęłam ściągając z niego koszulkę i wycierając nią policzek.
- Ejj, czemu lama? – oburzył się.
- Popatrz się – pokazałam mu zdjęcie lamy i jego – Widzisz tu jakąś różnicę, Mario?
- Taak… I to wielką! – zdziwił się – Lama ma mózg, a nasz kochany Reusik niestety, ma jego brak!
- Hahah, piona!
W pewnej chwili ktoś zapukał do drzwi.
- Lewy, ty tutaj? – spytałam zdziwiona.
- Taak, a ty?
- Teeż – zaśmiałam
się.
- Ooo widzę, że szukaliście podobizny Marco – spojrzał na ekran laptopa.
- Kocham Was, normalnie, kocham! – pocałowałam Lewego w policzek i Mario.
- A mi już się nie należy? – spytał poszkodowany.
- Ciebie już pocałowałam! – podniosłam brew, a następnie spojrzałam na Roberta. Widocznie, on to inaczej zrozumiał.
- W policzek – dodałam, a on się zaśmiał.
- Ej, my tutaj gadu gadu, a już 19.00 – popatrzył na zegarek Marco - Mario pewnie chce oglądnąć dobranockę - dodał wychodząc.
- Smerfy są! - krzyknął z salonu.
- Wiecie.. Może mu dotrzymam towarzystwa... - uśmiechnął się blondyn i zaczął wraz z Goetze śpiewać piosenkę "Smerf"
- Hahah, to ja lecę! Pa. – pożegnałam się.
- Poczekaj, też muszę lecieć, a mieszkamy blisko siebie. Odprowadzę Cię – uśmiechnął się napastnik.
- Miło.
Pocałowałam w policzek Mario, co odzwzajemnił, mocno przytuliłam Reusa i wyszliśmy. Cały czas rozmawialiśmy o mojej przyszłości sportowca. Podoba mi się droga życiowa, którą obrałam. Faktycznie, może ucierpi na tym moja prywatność, ale chcę robić to, co kocham, a zarazem dzielić się moją pasją z innymi. Moją pierwszą miłością jest właśnie piłka i nie zamierzam tak po prostu dać spokój mojej karierze. Lewandowski wspomniał, że mogę na niego liczyć, jeśli chodzi o sprawy zawodowe, o prywatnych nie musiał mi przypominać. Sam o tym wie, że jest dla mnie niczym brat i zawsze, gdy coś jest nie tak mam w nim wsparcie.
- Co jutro robisz? – spytał, gdy byliśmy pod moim domem.
- Jeszcze nie wiem, bo jutro akurat nie mam treningu, a co?
- Idziesz ze mną, Marco, Mario i Łukaszem na zakupy? – spytał.
- Z Wami to gorzej niż z dziewczynami – skomentowałam – Jasne, to do zobaczenia.
- Pa – pomachał mi z uśmiechem.
Weszłam do domu, a wtedy była już 21.00. Poszłam do swojego pokoju, położyłam się na łóżku, przy czym zapalając małą lampkę nocną. Wpatrywałam się w sufit, na którym był przymocowany Giga plakat Borussen z autografami. Mój wzrok utkwił na Mario, Marco a następnie Robercie. Gdy wspomniałam sobie te chwile, które z nimi przeżyłam. Wszystkie wygłupy, żarty, ale też te pocieszenia i wspólne smutki na mojej twarzy zagościł uśmiech, a w sercu duma, że mam takich wspaniałych przyjaciół. Byłam okropnie zmęczona po dzisiejszym dniu, sama nie wiem z jakiego powodu. Nie rozmyślając więcej pokierowałam swoje nogi do łazienki, gdzie wzięłam szybki prysznic dodający mi energii, a następnie pod ciepłą kołdrę z logiem Lecha Poznań.
"Marco śpiewa piosenkę smerfów :o . Help me! ;( " - oczywiście sms od Mario
"Głupawka? Skądś to znam :D Powinno mu przejść za jakieś pół godziny ;) Powodzenia!""Przyda się :D"
Po piętnastu minutach ponownie napisał.
"Jesteś wielka! :) Przeszło mu i poszedł :D Dziękuję, Nadia *.* Dobra, ja idę już spać, bo Reus mnie wykończył -,- "
" No mi też się oczy kleją :) Wolę nie wnikać co wy robiliście :D"
" Słodkich snów, mała <3 ;) "
"Dobranoc, Mario ;*"
Po tym smsie smacznie zasnęłam nie przejmując się jutrzejszym dniem.
"... zasnęła prędko myśląc o nim. Z dnia na dzień wiedziała, że się zakochuje, tylko nie wiedziała czy we właściwym mężczyźnie."
___________________________________________
I jest next :D Coś mało komentarzy ostatnio, ale nie mam wam tego za złe, bo sama sobie zawiniłam. Mam nadzieję, że ktoś jeszcze czyta tego bloga i tym osobom jestem za to wdzięczna ;* .
- Ooo widzę, że szukaliście podobizny Marco – spojrzał na ekran laptopa.
- Kocham Was, normalnie, kocham! – pocałowałam Lewego w policzek i Mario.
- A mi już się nie należy? – spytał poszkodowany.
- Ciebie już pocałowałam! – podniosłam brew, a następnie spojrzałam na Roberta. Widocznie, on to inaczej zrozumiał.
- W policzek – dodałam, a on się zaśmiał.
- Ej, my tutaj gadu gadu, a już 19.00 – popatrzył na zegarek Marco - Mario pewnie chce oglądnąć dobranockę - dodał wychodząc.
- Smerfy są! - krzyknął z salonu.
- Wiecie.. Może mu dotrzymam towarzystwa... - uśmiechnął się blondyn i zaczął wraz z Goetze śpiewać piosenkę "Smerf"
- Hahah, to ja lecę! Pa. – pożegnałam się.
- Poczekaj, też muszę lecieć, a mieszkamy blisko siebie. Odprowadzę Cię – uśmiechnął się napastnik.
- Miło.
Pocałowałam w policzek Mario, co odzwzajemnił, mocno przytuliłam Reusa i wyszliśmy. Cały czas rozmawialiśmy o mojej przyszłości sportowca. Podoba mi się droga życiowa, którą obrałam. Faktycznie, może ucierpi na tym moja prywatność, ale chcę robić to, co kocham, a zarazem dzielić się moją pasją z innymi. Moją pierwszą miłością jest właśnie piłka i nie zamierzam tak po prostu dać spokój mojej karierze. Lewandowski wspomniał, że mogę na niego liczyć, jeśli chodzi o sprawy zawodowe, o prywatnych nie musiał mi przypominać. Sam o tym wie, że jest dla mnie niczym brat i zawsze, gdy coś jest nie tak mam w nim wsparcie.
- Co jutro robisz? – spytał, gdy byliśmy pod moim domem.
- Jeszcze nie wiem, bo jutro akurat nie mam treningu, a co?
- Idziesz ze mną, Marco, Mario i Łukaszem na zakupy? – spytał.
- Z Wami to gorzej niż z dziewczynami – skomentowałam – Jasne, to do zobaczenia.
- Pa – pomachał mi z uśmiechem.
Weszłam do domu, a wtedy była już 21.00. Poszłam do swojego pokoju, położyłam się na łóżku, przy czym zapalając małą lampkę nocną. Wpatrywałam się w sufit, na którym był przymocowany Giga plakat Borussen z autografami. Mój wzrok utkwił na Mario, Marco a następnie Robercie. Gdy wspomniałam sobie te chwile, które z nimi przeżyłam. Wszystkie wygłupy, żarty, ale też te pocieszenia i wspólne smutki na mojej twarzy zagościł uśmiech, a w sercu duma, że mam takich wspaniałych przyjaciół. Byłam okropnie zmęczona po dzisiejszym dniu, sama nie wiem z jakiego powodu. Nie rozmyślając więcej pokierowałam swoje nogi do łazienki, gdzie wzięłam szybki prysznic dodający mi energii, a następnie pod ciepłą kołdrę z logiem Lecha Poznań.
"Marco śpiewa piosenkę smerfów :o . Help me! ;( " - oczywiście sms od Mario
"Głupawka? Skądś to znam :D Powinno mu przejść za jakieś pół godziny ;) Powodzenia!""Przyda się :D"
Po piętnastu minutach ponownie napisał.
"Jesteś wielka! :) Przeszło mu i poszedł :D Dziękuję, Nadia *.* Dobra, ja idę już spać, bo Reus mnie wykończył -,- "
" No mi też się oczy kleją :) Wolę nie wnikać co wy robiliście :D"
" Słodkich snów, mała <3 ;) "
"Dobranoc, Mario ;*"
Po tym smsie smacznie zasnęłam nie przejmując się jutrzejszym dniem.
"... zasnęła prędko myśląc o nim. Z dnia na dzień wiedziała, że się zakochuje, tylko nie wiedziała czy we właściwym mężczyźnie."
___________________________________________
I jest next :D Coś mało komentarzy ostatnio, ale nie mam wam tego za złe, bo sama sobie zawiniłam. Mam nadzieję, że ktoś jeszcze czyta tego bloga i tym osobom jestem za to wdzięczna ;* .
A jak można nie czytać? ;D
OdpowiedzUsuńMówiłam że będę czekać to słowa dotrzymam, bo każdy rozdział coraz bardziej rozbudza moją ciekawość. Muszę przyznać że jest to najchętniej czytana przeze mnie opowieść, masz ciekawe podejście do postaci - idealnie mi odpowiada, a ciężko znaleźć takie blogi o tematyce BVB.
Czytałam, czytam i będę czytać aż do końca (który mam nadzieję nigdy nie nastąpi) i jeszcze dłużej.
Jeju, dziękuję ci :) Dodajesz mi motywacji ;D
UsuńJak zwykle rozdział świetny, nic dodać, nic ująć :)
OdpowiedzUsuńJuż czekam na następny :))
Dziękuję :)
UsuńŚwietny blog! :) Komentarzami się nie przejmuj, bo niektórzy czytają a nie komentują. Na pewno wiele osób z miłą chęcią czyta twoje opowiadania, ale nie mają ochoty komentować :) Pozdrawiam i weny życzę *.*
OdpowiedzUsuńEjj doszły mnie słuchy od moich koleżanek i czytelniczek tego bloga, że usuwasz O.o Weź nie rób mi tego, kochana :* Piszesz wspaniale, jak czytam twój blog czuję się tak ... radośnie. Z niecierpliwością czekam na kolejne posty i powiem ci, że warto! Dużo osób napewno czyta twoje opowiadanie i tak jak ja nie może przestać. Uzależniasz dziewczyno! :) Kocham tego bloga i jak usuniesz to chyba się załamię! :/ Nie rób nam tego !!! Nie jedna osoba jest ciekawa dalszych losów głównej bohaterki. Ona właśnie wyraża twój charakter: upartość, wytrwałość, radość, smutek, opiekuńczość i miłość. Piszesz to z taką lekkością, pasją ^^ Aż brak mi słów... Proszę, nie kończ pisać. Chcesz tak po prostu zostawić to co łączy Mario i Nadię? Przecież z nich będzie idealna para, a mam nadzieję, że kiedyś będzie ;* Proszę, zastanów się nad tym co chcesz zrobić, tylko nie rób żadnych głupstw. Wiem, rozpisałam się troszkę :D Chciałam ci tylko przetłumaczyć, że warto dalej pisać, dla siebie i innych. Nie zawiedź nas, kochana <3 Mela :D
OdpowiedzUsuńZapraszam na http://love-in-holiday.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńhttp://this-story-is.blogspot.com/.
Ahh Mario.. *.* I Marco jak zwykle śmieszny :D Rozdział naprawdę świetny. Czekam na nexta ;)
OdpowiedzUsuńMario <33 how sweet :) Nie mogę się doczekać kiedy wreszcie będą razem. Lubisz trzymać w napięciu i to mi się podoba :D Masz talent dziewczyno, nie zmarnuj tego!
OdpowiedzUsuńWłaśnie znalazłam tego bloga i przeczytałam go "jednym tchem".
OdpowiedzUsuńJest genialny.Ich teksty mnie rozwalają.=D
Jest poczucie humoru i to się liczy.A co do usunięcia to nie możesz tego zrobić.!
Masz dla kogo pisać, masz talent i dużo by tu jeszcze wymieniać...Jednym słowem boskiii.!
Pozdrawiam i całuję.! =)
śliczny blog ;))
OdpowiedzUsuń