Nazajutrz zastałam w
moim pokoju list, który jak się dowiedziałam był od taty. Pisał w nim, że
wyjechał na jakieś zebranie, wspomniał też, że wróci za tydzień i życzy mi
powodzenia w dalszym życiu. Miło, że pamiętał. Wstałam z łóżka, ubrałam się i
zeszłam do jadalni. Tam już czekali moi piłkarze szykujący mi śniadanie.
- Ooo, wstałaś - uśmiechnął się życzliwie Marco - Szykujemy śniadanie dla
ciebie.
- Ejj, ale nie chcecie mnie otruć, nie? – spytałam niepewnie widząc serdeczną minę blondyna
- Niee – odpowiedział przeciągliwie Lewy krążąc oczami po pokoju – A gdzie to się włóczyłaś z naszym Messim, hm?
- Nie jestem małym dzieckiem żeby ci się tłumaczyć, kochany - odparłam siadając na krześle.
- Trudno, Mario mi opowie, no nie skarbie? - popatrzył na kumpla, by upewnić się czy go słucha - Mario... Mario... - dalej nic. Stał zapatrzony w jeden punkt, a był nim parapet.
- Zostaw to mnie - mrugnęłam porozumiewawczo - Borussia pokonała Bayern Monachium w Lidze Mistrzów! - krzyknęłam, a jego nagle olśniło.
- Ej, ty dobra jesteś - rzekł pełen podziwu blondyn - Chodź, śniadanie już czeka.
- Dziękuję, a wy nie zjecie ze mną? - spytałam smutno.
- Niestety, nie. Lewy nas oprowadzi po okolicach. Chcemy się dowiedzieć, czego tu się nauczył w młodszych latach - wyjaśnił marzyciel.
- Uwierzcie mi, lepiej nie wiedzieć - zaśmiałam się dostając kopa od Roberta - Dobra już, będę cicho - szepnęłam.
- To my przyjdziemy około 12.00 - uśmiechnął się Marco całując mnie w czoło na pożegnanie. To samo zrobiła pozostała dwójka. Tak więc zostałam sama. Zjadłam pyszne kanapki i odpaliłam tableta, sądząc, że Mika będzie na fejsie. Ja to mam wyczucie!
Cześć, kochanieem! ;* Jak się żyje? - napisała
Hej, Siemka! A nie narzekam... Chłopaki poszli podziwiać Poznań, a mnie zostawili samą ;cc
Bieduulka! ;D A powiedz mi jak tam z matką?
Ajj, nie pytaj nawet!!
Za późno ;D
Nie jest dobrze, nigdy nie było i nie będzie! Lepiej ty mi opowiedz jak z tym twoim ciacheem? ;)
Ma dziewczynę ;( Łeee , a taki przystojniak, normalnie...
Nie martw się, mała ;* Został ci jeszcze Leitner.
Weź się goń! :D To tylko kumpel, jasne? I nawet nie próbuj mnie z nim zeswatać!
Eii ... ;c Poczekaj ktoś się do mnie dobija ;D
Dobra, to ja lecę. Pa pa, mycho ;* Zadzwonię jeszcze.
Paa <3 Kocham Cię!
Oczywiście to był nikt inny jak Kuba.
- Znowu sama? – zapytał rozglądając się po posiadłości.
- Tak. Dopiero co poszli, wchodź – wpuściłam go do środka – Napijesz się czegoś?
- Nie, dzięki. Wyłączaj tableta i wychodzimy – uśmiechnął się.
- Okey, a mogę wiedzieć gdzie? – spytałam jak zawsze ciekawa.
- Tam, gdzie się spotkaliśmy – wyjaśnił siadając na blacie aneksu kuchennego.
- Minuta. Idę się przebrać – oznajmiłam wybiegając na górę. Domyślałam się gdzie mnie zabierze, więc ubrałam się i wyszliśmy. Cała droga minęła nam na wygłupianiu się i rozmowie o wszystkim i o niczym. Wreszcie doszliśmy na upragnione miejsce, a był nim skatepark. Jak zawsze było tam sporo ludzi: 7 osobowa grupka opierająca się o barierkę, dwójka zakochańców patrzących na siebie i rząd osób siedzących na krawężniku. Na rampie był tylko jeden człowiek. Położyłam deskorolkę na betonie i poczęłam jeździć po barierkach, a następnie na najwyższej rampie. Szło mi całkiem nieźle. Akurat w tym momencie zjawili się Marco, Mario i Robert. Lewy coś im tłumaczył, a oni kompletnie go nie słuchali tylko przypatrywali się moim wyczynom. Po chwili Lewandowski również do nich dołączył. Zręcznie podbiłam deskę butem i wzięłam ją do ręki podążając w ich stronę wraz ze Kubusiem.
- Siemka – przytuliłam ich wszystkich – Idziecie pojeździć?
- Niee – pokręcił głową Marco – Lepiej nie. Nieźle ci idzie.
- Dzięki, ale to jego zasługa – uśmiechnęłam się obejmując ramieniem kumpla.
- Ejj, ale nie chcecie mnie otruć, nie? – spytałam niepewnie widząc serdeczną minę blondyna
- Niee – odpowiedział przeciągliwie Lewy krążąc oczami po pokoju – A gdzie to się włóczyłaś z naszym Messim, hm?
- Nie jestem małym dzieckiem żeby ci się tłumaczyć, kochany - odparłam siadając na krześle.
- Trudno, Mario mi opowie, no nie skarbie? - popatrzył na kumpla, by upewnić się czy go słucha - Mario... Mario... - dalej nic. Stał zapatrzony w jeden punkt, a był nim parapet.
- Zostaw to mnie - mrugnęłam porozumiewawczo - Borussia pokonała Bayern Monachium w Lidze Mistrzów! - krzyknęłam, a jego nagle olśniło.
- Ej, ty dobra jesteś - rzekł pełen podziwu blondyn - Chodź, śniadanie już czeka.
- Dziękuję, a wy nie zjecie ze mną? - spytałam smutno.
- Niestety, nie. Lewy nas oprowadzi po okolicach. Chcemy się dowiedzieć, czego tu się nauczył w młodszych latach - wyjaśnił marzyciel.
- Uwierzcie mi, lepiej nie wiedzieć - zaśmiałam się dostając kopa od Roberta - Dobra już, będę cicho - szepnęłam.
- To my przyjdziemy około 12.00 - uśmiechnął się Marco całując mnie w czoło na pożegnanie. To samo zrobiła pozostała dwójka. Tak więc zostałam sama. Zjadłam pyszne kanapki i odpaliłam tableta, sądząc, że Mika będzie na fejsie. Ja to mam wyczucie!
Cześć, kochanieem! ;* Jak się żyje? - napisała
Hej, Siemka! A nie narzekam... Chłopaki poszli podziwiać Poznań, a mnie zostawili samą ;cc
Bieduulka! ;D A powiedz mi jak tam z matką?
Ajj, nie pytaj nawet!!
Za późno ;D
Nie jest dobrze, nigdy nie było i nie będzie! Lepiej ty mi opowiedz jak z tym twoim ciacheem? ;)
Ma dziewczynę ;( Łeee , a taki przystojniak, normalnie...
Nie martw się, mała ;* Został ci jeszcze Leitner.
Weź się goń! :D To tylko kumpel, jasne? I nawet nie próbuj mnie z nim zeswatać!
Eii ... ;c Poczekaj ktoś się do mnie dobija ;D
Dobra, to ja lecę. Pa pa, mycho ;* Zadzwonię jeszcze.
Paa <3 Kocham Cię!
Oczywiście to był nikt inny jak Kuba.
- Znowu sama? – zapytał rozglądając się po posiadłości.
- Tak. Dopiero co poszli, wchodź – wpuściłam go do środka – Napijesz się czegoś?
- Nie, dzięki. Wyłączaj tableta i wychodzimy – uśmiechnął się.
- Okey, a mogę wiedzieć gdzie? – spytałam jak zawsze ciekawa.
- Tam, gdzie się spotkaliśmy – wyjaśnił siadając na blacie aneksu kuchennego.
- Minuta. Idę się przebrać – oznajmiłam wybiegając na górę. Domyślałam się gdzie mnie zabierze, więc ubrałam się i wyszliśmy. Cała droga minęła nam na wygłupianiu się i rozmowie o wszystkim i o niczym. Wreszcie doszliśmy na upragnione miejsce, a był nim skatepark. Jak zawsze było tam sporo ludzi: 7 osobowa grupka opierająca się o barierkę, dwójka zakochańców patrzących na siebie i rząd osób siedzących na krawężniku. Na rampie był tylko jeden człowiek. Położyłam deskorolkę na betonie i poczęłam jeździć po barierkach, a następnie na najwyższej rampie. Szło mi całkiem nieźle. Akurat w tym momencie zjawili się Marco, Mario i Robert. Lewy coś im tłumaczył, a oni kompletnie go nie słuchali tylko przypatrywali się moim wyczynom. Po chwili Lewandowski również do nich dołączył. Zręcznie podbiłam deskę butem i wzięłam ją do ręki podążając w ich stronę wraz ze Kubusiem.
- Siemka – przytuliłam ich wszystkich – Idziecie pojeździć?
- Niee – pokręcił głową Marco – Lepiej nie. Nieźle ci idzie.
- Dzięki, ale to jego zasługa – uśmiechnęłam się obejmując ramieniem kumpla.
- Hahah, nigdy nie
zapomnę jak zacząłem cię uczyć jeździć. Miałaś chyba wtedy 5 lat. Jak to słodko
wyglądało – pocałował mnie w czubek głowy.
- Taa … - rozmarzyłam się lekko – Emm… No to co idziemy gdzieś? Chłopaki, wiecie że jutro rano wyjeżdżamy?
- Już? – zdziwił się Lewy.
- Niestety… Nie możecie opuszczać tyle treningów, a ja chcę jak najszybciej opuścić to miejsce.
- Nie odjeżdżaj, Sztanga – prosił mnie Kuba łapiąc za obie dłonie – Myślałem, że zostaniesz tutaj na zawsze. Przecież ty i tak nie masz tam nic do załatwienia, a ja nie wiem co zrobię bez takiego kogoś jak ty. Tęsknię – uśmiechnął się blado.
- Mi też ciebie brakuje – wyznałam – Ale pomyśl, że ja nie opuszczę chłopaków. Są dla mnie tak samo ważni, a w Dortmundzie mam całą drużynę Borussi i przyjaciółkę, są dla mnie jak kochająca rodzina, której nigdy nie miałam… Muszę wyjechać.
- Nie chcę się z Tobą rozstawać – szepnął tuląc mnie mocno – Obiecaj, że jeszcze się spotkamy.
- Obiecuję – uśmiechnęłam się wtulając się w jego ramiona z zamkniętymi oczami.
- No to może my was zostawimy – odparł sucho Mario – Pójdziemy do Łukasza i jeszcze się spakować.
- Ej czekajcie – krzyknęłam – Pójdę do niego z Wami. Kuba, odwiedzę cię jeszcze wieczorem, ok?
- Jasne, zadzwonię – pomachał mi.
- Lubisz go, nie? – zaczął Robert.
- Bardzo. Jest dla mnie jak brat – uśmiechnęłam się szeroko.
- Albo ktoś więcej – mruknął Goetze tak, aby go koledzy nie słyszeli. Natomiast ja słyszałam, ale postanowiłam nie zaczynać tego tematu. Oczywiście, że Kuba nic dla mnie nie znaczył. To Mario skradł moje serce i chyba nie zamierza mi go oddać. To właśnie ciebie kocham – pomyślałam patrząc na jego twarz.
- Halooo, Nadia! – pomachał mi ręką przed oczyma Marco.
- Y.. No? – spytałam mrugając pospiesznie powiekami.
- Czy ty mnie słuchałaś? – spytał.
- Ja? No pewnie… Y… Nie – uśmiechnęłam się lekko – To już tutaj.
- Właśnie to do ciebie mówiłem – zaśmiał się.
Weszliśmy do domu Łukasza, a on siedział z jakimś kumplem grając w fifę 13. To nie był najgorszy widok.
- Siemka, Teo – krzyknęłam zawieszając mu ręce na szyi.
- Heej, mała – uśmiechnął się – O, cześć chłopaki – powiedział przekręcając się na prawą stronę oraz nerwowo ruszając przyciskami na joysticku.
- Siema- przywitali się po kolei.
- A to jest Marcin – przedstawił kolegę, na co on grzecznie się przywitał.
- Też piłkarz? – spytałam.
- Y, Nie – uśmiechnął się – Trenuję boks, ale jak na razie nie zawodowo.
- Ona też – wtrącił Robert.
- Ty? – zdziwił się Marcin – Nigdy nie widziałem, by dziewczyna lubiła boks.
- Nie tylko… Jeszcze nożną, ping-pong i jazdę na motocyklu… - dodał Reus, na co ja skarciłam go wzrokiem.
- Łał… Ideał – szepnął nowopoznany koleś.
- E tam.. To normalne. Każdy ma swoje hobby, a ja mam akurat takie – uśmiechnęłam się – Jak długo już trenujesz?
- Emm .. Rok – odparł – A ty?
- No ja nie trenuję obecnie – uśmiechnęłam się lekko – Ale gdy miałam 10 lat to trenowałam aż do 16… A później tak jakoś się stało, że ćwiczyłam tylko dla siebie.
- Aha. To zobaczymy jaka jesteś dobra.
- Okey, ale nie ma rękawic – zauważyłam.
- Mam w torbie – uśmiechnął się rozpinając zamek czarnej torby i wręczając mi biało czerwone rękawice bokserskie. Założyłam je i czekałam na przeciwnika. Zaczęła się „walka”, której przypatrywali się wszyscy zgromadzeni w salonie. Niestety, uderzyłam go mocno w łuk brwiowy i krew nieustannie się sączyła.
- Kurde, nic ci nie jest? – spytałam przejęta kucając obok poszkodowanego.
- Nie, nic – odpowiedział przytykając palcem ranę.
- Chodź, stary. Trzeba to odkazić – podał rękę Marcinowi Łukasz – Ale cię urządziła.
Rana nie była aż tak bardzo głęboka, ale trzeba było założyć opatrunek. Porozmawialiśmy do 18.00, aż wreszcie nadszedł czas pożegnania. Kolega Teodorczyka poszedł już wcześniej.
- Łukasz, ja muszę już iść… Nie spotkamy się jutro, ani za tydzień… - zaczęłam przygryzając wargę.
- Ale jak to? – spytał – Nie zostajesz tutaj?
- Nie… Nie opuszczę moich przyjaciół, których mam tam masę – wyznałam – Ale przyjadę za kilka miesięcy. Będzie mi ciebie brakowało, Teo
- Mi ciebie też, skarbie – uśmiechnął się blado i przytulił mnie mocno. Oderwałam się od niego i popatrzyłam głęboko w oczy. Zobaczyłam w nich smutek, a po policzku spłynęła mu samotna łza. Ja również nie pozostałam dłużna… Jak ja nienawidzę pożegnań… Zawsze wtedy się rozklejam i płacze. Chyba każdy tak ma, gdy żegna się z kimś na kim mu bardzo zależy. Po raz kolejny zatopiłam się w jego ramionach, lecz nie na długo. Wypuściłam je szybko i całując go policzek, odsunęłam się. Nasze dłonie się rozłączyły, a ja zniknęłam za drzwiami jego domu. Chłopaki bez problemu pożegnali się z nowym kolegom, Lewemu też nie poszło to trudno. W końcu to facet, nie jest taki wrażliwy jeśli chodzi o tym podobne sytuacje.
- Jeszcze muszę iść do Kuby – przypomniałam sobie – Nie przeżyję tego rozstania…
Niestety, młoda dziewczyna nie wiedziała, że właśnie od tej pory zacznie się prawdziwe piekło… Nie wiedziała czego się jeszcze w życiu dowie i co przykrego ją spotka… Cieszyła się chwilą.
- Będzie dobrze – objął mnie Mario – Pomyśl sobie, że tam, w Dortmundzie czeka na ciebie twoja ukochana przyjaciółka i cała Borussia.
- Tak wiem – uśmiechnęłam się blado – Ale to nie za bardzo pomaga. A czy wy… Idziecie do niego ze mną?
- Nie.. Musisz iść tam sama, mała – zdecydował Marco – Poradzisz sobie. Odprowadzimy Cię tylko.
- Ok. Dzięki.
Chłopaki poszli do mojego domu, a ja przez ten czas gawędziłam z moim przyjacielem. Czułam się jakbym miała go nigdy nie spotkać. Nadeszła 23.00… To już. Nadeszła ta chwila… Chwila rozłąki i pożegnania.
- Kuba, bo widzisz … Ja już jutro rano wyjeżdżam – wyjąkałam ze smutkiem.
- Wiem… Dalej nie może to do mnie dotrzeć – spuścił głowę – Gdy tu przyjechałaś, gdy cię zobaczyłem, byłem wtedy najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Cieszyłem się, że już nigdy nie wyjedziesz, że będziemy spędzać ze sobą każdą wolną minutę...
- Przyjadę tu za kilka miesięcy… - powiedziałam przez łzy – Nie chcę cię opuszczać…
- Ja ciebie też nie – zauważyłam jak momentalnie jego oczy się zaszkliły, lecz nie dał upustu łzą. Robił wszystko, aby żadna z nich nie znalazła się na policzku – Będzie mi ciebie brakowało…
- Żegnaj – wtuliłam się w niego mocno i wybuchnęłam płaczem. Tak, dosłownie. Nie mogłam się powstrzymać myśląc, że spotkam go dopiero za jakieś pół roku… Po 15 minutach wyrwałam się z jego objęć i wybiegłam z posiadłości przyjaciela. Biegłam ulicami Poznania jak małe dziecko. Spłakana, smutna, zszokowana. Przez przypadek wpadłam na jakiegoś chłopaka. Moim oczom ukazała się znana mi twarz. Należała ona do jednego z moich ulubionych raperów: Libera.
- Przepraszam – mówiłam ocierając łzę.
- Nic się nie stało – uśmiechnął się lekko – Wszystko gra?
- Nie… Musiałam się pożegnać z przyjacielem. To jest strasznie trudne – odparłam. Nawet nie wiedziałam dlaczego mówię to właśnie jemu. Przecież to sławna osobowość, co go obchodzi życie jakieś głupiej dziewczyny.
- Wiem jak to jest – westchnął kładąc rękę na moim ramieniu – Daleko mieszkasz?
- Raczej nie powinnam ci tego mówić – stwierdziłam.
- Nie jestem jakimś pedofilem – wyszczerzył się – Jest północ, a w parku dzisiaj nie jest za bezpiecznie. Odprowadzić cię?
- Racja. Jeśli ci to nie sprawia kłopotu…
- No to w drogę.
Szliśmy rozmawiając o swoim życiu. Dowiedziałam się, że nawet spoko z niego facet. Nie jest taki egoistyczny jak inne gwiazdy. Jest po prostu sobą.
- To tutaj – pokazałam na dom – Dzięki, że mnie odprowadziłeś. A... Mogłabym autograf? Chciałabym upamiętnić to, że cię spotkałam, bo zdjęcia raczej nie chcę w takim stanie.
- Jasne – uśmiechnął się podpisując zdjęcie – Proszę. Trzymaj się jakoś.
- Postaram się – przybiłam mu żółwika i rozeszliśmy się każdy w swoją stronę. Tak… Dzisiaj spotkałam mojego ulubionego rapera. Gdyby było to w innym dniu, pękałabym z zachwytu, ale nie teraz, nie w tym momencie. Weszłam po cichu do domu. Kasandra już spała. Nalałam sobie soku i siadając na parapecie popijałam łyk po łyku. Nie brakowało przy tym gorzkich łez… Nie chcę opuszczać Poznania, ale również pragnę wrócić do Niemiec. Tam jest moje nowe życie. Weszłam do mojego pokoju. Widocznie chłopaki jeszcze nie spali.
- Nadia, nie płacz – prosił Robert tuląc mnie mocno.
- Proszę, zostaw mnie – mruknęłam kładąc się na materac. Poduszka była mokra od łez… Ale mimo wszystko zasnęłam o 3.00 rano. Zaraz po smsie od Kuby pt. Jesteś najważniejsza :* Nie zapomnij…
____________________________________________________________________
KOMENTUJESZ - MOTYWUJESZ <3 Tak jakoś spieprzyłam ten rozdział.. :c Nie jestem zadowolona. Dodałam go w szybkim tempie, ponieważ jak wiecie od jutra mnie z Wami nie ma ... Przepraszam jeszcze raz za to, że jest On taki dziwny ... :) Wiem, że najbardziej zauroczyliście się tym 14 ... Ja też <3 No to trzymajcie się miśki :) Do niedzieli ;*
- Taa … - rozmarzyłam się lekko – Emm… No to co idziemy gdzieś? Chłopaki, wiecie że jutro rano wyjeżdżamy?
- Już? – zdziwił się Lewy.
- Niestety… Nie możecie opuszczać tyle treningów, a ja chcę jak najszybciej opuścić to miejsce.
- Nie odjeżdżaj, Sztanga – prosił mnie Kuba łapiąc za obie dłonie – Myślałem, że zostaniesz tutaj na zawsze. Przecież ty i tak nie masz tam nic do załatwienia, a ja nie wiem co zrobię bez takiego kogoś jak ty. Tęsknię – uśmiechnął się blado.
- Mi też ciebie brakuje – wyznałam – Ale pomyśl, że ja nie opuszczę chłopaków. Są dla mnie tak samo ważni, a w Dortmundzie mam całą drużynę Borussi i przyjaciółkę, są dla mnie jak kochająca rodzina, której nigdy nie miałam… Muszę wyjechać.
- Nie chcę się z Tobą rozstawać – szepnął tuląc mnie mocno – Obiecaj, że jeszcze się spotkamy.
- Obiecuję – uśmiechnęłam się wtulając się w jego ramiona z zamkniętymi oczami.
- No to może my was zostawimy – odparł sucho Mario – Pójdziemy do Łukasza i jeszcze się spakować.
- Ej czekajcie – krzyknęłam – Pójdę do niego z Wami. Kuba, odwiedzę cię jeszcze wieczorem, ok?
- Jasne, zadzwonię – pomachał mi.
- Lubisz go, nie? – zaczął Robert.
- Bardzo. Jest dla mnie jak brat – uśmiechnęłam się szeroko.
- Albo ktoś więcej – mruknął Goetze tak, aby go koledzy nie słyszeli. Natomiast ja słyszałam, ale postanowiłam nie zaczynać tego tematu. Oczywiście, że Kuba nic dla mnie nie znaczył. To Mario skradł moje serce i chyba nie zamierza mi go oddać. To właśnie ciebie kocham – pomyślałam patrząc na jego twarz.
- Halooo, Nadia! – pomachał mi ręką przed oczyma Marco.
- Y.. No? – spytałam mrugając pospiesznie powiekami.
- Czy ty mnie słuchałaś? – spytał.
- Ja? No pewnie… Y… Nie – uśmiechnęłam się lekko – To już tutaj.
- Właśnie to do ciebie mówiłem – zaśmiał się.
Weszliśmy do domu Łukasza, a on siedział z jakimś kumplem grając w fifę 13. To nie był najgorszy widok.
- Siemka, Teo – krzyknęłam zawieszając mu ręce na szyi.
- Heej, mała – uśmiechnął się – O, cześć chłopaki – powiedział przekręcając się na prawą stronę oraz nerwowo ruszając przyciskami na joysticku.
- Siema- przywitali się po kolei.
- A to jest Marcin – przedstawił kolegę, na co on grzecznie się przywitał.
- Też piłkarz? – spytałam.
- Y, Nie – uśmiechnął się – Trenuję boks, ale jak na razie nie zawodowo.
- Ona też – wtrącił Robert.
- Ty? – zdziwił się Marcin – Nigdy nie widziałem, by dziewczyna lubiła boks.
- Nie tylko… Jeszcze nożną, ping-pong i jazdę na motocyklu… - dodał Reus, na co ja skarciłam go wzrokiem.
- Łał… Ideał – szepnął nowopoznany koleś.
- E tam.. To normalne. Każdy ma swoje hobby, a ja mam akurat takie – uśmiechnęłam się – Jak długo już trenujesz?
- Emm .. Rok – odparł – A ty?
- No ja nie trenuję obecnie – uśmiechnęłam się lekko – Ale gdy miałam 10 lat to trenowałam aż do 16… A później tak jakoś się stało, że ćwiczyłam tylko dla siebie.
- Aha. To zobaczymy jaka jesteś dobra.
- Okey, ale nie ma rękawic – zauważyłam.
- Mam w torbie – uśmiechnął się rozpinając zamek czarnej torby i wręczając mi biało czerwone rękawice bokserskie. Założyłam je i czekałam na przeciwnika. Zaczęła się „walka”, której przypatrywali się wszyscy zgromadzeni w salonie. Niestety, uderzyłam go mocno w łuk brwiowy i krew nieustannie się sączyła.
- Kurde, nic ci nie jest? – spytałam przejęta kucając obok poszkodowanego.
- Nie, nic – odpowiedział przytykając palcem ranę.
- Chodź, stary. Trzeba to odkazić – podał rękę Marcinowi Łukasz – Ale cię urządziła.
Rana nie była aż tak bardzo głęboka, ale trzeba było założyć opatrunek. Porozmawialiśmy do 18.00, aż wreszcie nadszedł czas pożegnania. Kolega Teodorczyka poszedł już wcześniej.
- Łukasz, ja muszę już iść… Nie spotkamy się jutro, ani za tydzień… - zaczęłam przygryzając wargę.
- Ale jak to? – spytał – Nie zostajesz tutaj?
- Nie… Nie opuszczę moich przyjaciół, których mam tam masę – wyznałam – Ale przyjadę za kilka miesięcy. Będzie mi ciebie brakowało, Teo
- Mi ciebie też, skarbie – uśmiechnął się blado i przytulił mnie mocno. Oderwałam się od niego i popatrzyłam głęboko w oczy. Zobaczyłam w nich smutek, a po policzku spłynęła mu samotna łza. Ja również nie pozostałam dłużna… Jak ja nienawidzę pożegnań… Zawsze wtedy się rozklejam i płacze. Chyba każdy tak ma, gdy żegna się z kimś na kim mu bardzo zależy. Po raz kolejny zatopiłam się w jego ramionach, lecz nie na długo. Wypuściłam je szybko i całując go policzek, odsunęłam się. Nasze dłonie się rozłączyły, a ja zniknęłam za drzwiami jego domu. Chłopaki bez problemu pożegnali się z nowym kolegom, Lewemu też nie poszło to trudno. W końcu to facet, nie jest taki wrażliwy jeśli chodzi o tym podobne sytuacje.
- Jeszcze muszę iść do Kuby – przypomniałam sobie – Nie przeżyję tego rozstania…
Niestety, młoda dziewczyna nie wiedziała, że właśnie od tej pory zacznie się prawdziwe piekło… Nie wiedziała czego się jeszcze w życiu dowie i co przykrego ją spotka… Cieszyła się chwilą.
- Będzie dobrze – objął mnie Mario – Pomyśl sobie, że tam, w Dortmundzie czeka na ciebie twoja ukochana przyjaciółka i cała Borussia.
- Tak wiem – uśmiechnęłam się blado – Ale to nie za bardzo pomaga. A czy wy… Idziecie do niego ze mną?
- Nie.. Musisz iść tam sama, mała – zdecydował Marco – Poradzisz sobie. Odprowadzimy Cię tylko.
- Ok. Dzięki.
Chłopaki poszli do mojego domu, a ja przez ten czas gawędziłam z moim przyjacielem. Czułam się jakbym miała go nigdy nie spotkać. Nadeszła 23.00… To już. Nadeszła ta chwila… Chwila rozłąki i pożegnania.
- Kuba, bo widzisz … Ja już jutro rano wyjeżdżam – wyjąkałam ze smutkiem.
- Wiem… Dalej nie może to do mnie dotrzeć – spuścił głowę – Gdy tu przyjechałaś, gdy cię zobaczyłem, byłem wtedy najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Cieszyłem się, że już nigdy nie wyjedziesz, że będziemy spędzać ze sobą każdą wolną minutę...
- Przyjadę tu za kilka miesięcy… - powiedziałam przez łzy – Nie chcę cię opuszczać…
- Ja ciebie też nie – zauważyłam jak momentalnie jego oczy się zaszkliły, lecz nie dał upustu łzą. Robił wszystko, aby żadna z nich nie znalazła się na policzku – Będzie mi ciebie brakowało…
- Żegnaj – wtuliłam się w niego mocno i wybuchnęłam płaczem. Tak, dosłownie. Nie mogłam się powstrzymać myśląc, że spotkam go dopiero za jakieś pół roku… Po 15 minutach wyrwałam się z jego objęć i wybiegłam z posiadłości przyjaciela. Biegłam ulicami Poznania jak małe dziecko. Spłakana, smutna, zszokowana. Przez przypadek wpadłam na jakiegoś chłopaka. Moim oczom ukazała się znana mi twarz. Należała ona do jednego z moich ulubionych raperów: Libera.
- Przepraszam – mówiłam ocierając łzę.
- Nic się nie stało – uśmiechnął się lekko – Wszystko gra?
- Nie… Musiałam się pożegnać z przyjacielem. To jest strasznie trudne – odparłam. Nawet nie wiedziałam dlaczego mówię to właśnie jemu. Przecież to sławna osobowość, co go obchodzi życie jakieś głupiej dziewczyny.
- Wiem jak to jest – westchnął kładąc rękę na moim ramieniu – Daleko mieszkasz?
- Raczej nie powinnam ci tego mówić – stwierdziłam.
- Nie jestem jakimś pedofilem – wyszczerzył się – Jest północ, a w parku dzisiaj nie jest za bezpiecznie. Odprowadzić cię?
- Racja. Jeśli ci to nie sprawia kłopotu…
- No to w drogę.
Szliśmy rozmawiając o swoim życiu. Dowiedziałam się, że nawet spoko z niego facet. Nie jest taki egoistyczny jak inne gwiazdy. Jest po prostu sobą.
- To tutaj – pokazałam na dom – Dzięki, że mnie odprowadziłeś. A... Mogłabym autograf? Chciałabym upamiętnić to, że cię spotkałam, bo zdjęcia raczej nie chcę w takim stanie.
- Jasne – uśmiechnął się podpisując zdjęcie – Proszę. Trzymaj się jakoś.
- Postaram się – przybiłam mu żółwika i rozeszliśmy się każdy w swoją stronę. Tak… Dzisiaj spotkałam mojego ulubionego rapera. Gdyby było to w innym dniu, pękałabym z zachwytu, ale nie teraz, nie w tym momencie. Weszłam po cichu do domu. Kasandra już spała. Nalałam sobie soku i siadając na parapecie popijałam łyk po łyku. Nie brakowało przy tym gorzkich łez… Nie chcę opuszczać Poznania, ale również pragnę wrócić do Niemiec. Tam jest moje nowe życie. Weszłam do mojego pokoju. Widocznie chłopaki jeszcze nie spali.
- Nadia, nie płacz – prosił Robert tuląc mnie mocno.
- Proszę, zostaw mnie – mruknęłam kładąc się na materac. Poduszka była mokra od łez… Ale mimo wszystko zasnęłam o 3.00 rano. Zaraz po smsie od Kuby pt. Jesteś najważniejsza :* Nie zapomnij…
____________________________________________________________________
KOMENTUJESZ - MOTYWUJESZ <3 Tak jakoś spieprzyłam ten rozdział.. :c Nie jestem zadowolona. Dodałam go w szybkim tempie, ponieważ jak wiecie od jutra mnie z Wami nie ma ... Przepraszam jeszcze raz za to, że jest On taki dziwny ... :) Wiem, że najbardziej zauroczyliście się tym 14 ... Ja też <3 No to trzymajcie się miśki :) Do niedzieli ;*