sobota, 8 czerwca 2013

Rozdział 8



Rano zbudził mnie dźwięk telefonu. To był Robert:
- Co znowu? Nie masz co robić tylko ludzi o świcie budzić? - spytałam zaspana.
- Tak w ogóle to cześć - zaśmiał się - I... jest 12.00 mała. Mamy trening. Wpadniesz?
- Co, kurw*? Mogłeś mnie wcześniej zbudzić - wydarłam się - Jasne, idę się ubrać.
- Hahahah, do zobaczenia.
- No, no pa.
Szybko popędziłam do mojej szafy. Wyciągnęłam bokserkę czarną z logiem BVB i białe krótkie spodenki. Schodziłam już do kuchni, ubierając czarne Converse. Nagle spadłam na dół.
- Jezu, Nadia wszystko gra? - spytała mnie przestraszona przyjaciółka.
- Hahahah, je*łam - zaśmiałam się.
- Wariatka z Ciebie. Nic ci nie jest?
- Niee no co ty! - zaprzeczyłam szybko wstając. Wzięłam jabłko i powiadomiłam Mikę, że nadszedł czas by dowiedziała się z kim ja żyję. Szłyśmy już w stronę S.I.P, kiedy zaczęłam rozmowę:
- Wiesz, zastanawiałam się nad tym, czy nie wyjechać do Polski. Tak na dwa dni.
- Dobry pomysł. Ale musisz kogoś wziąść.
- Wiem. Chcę, żebyś ze mną pojechała. Jutro...
- Kochana, bardzo bym chciała, ale moja mama przyjeżdża do mnie w odwiedziny. Dawno jej nie widziałam...
- Aha, spoko. To spytam się chłopaków. Pozdrów ją ode mnie - uśmiechnęłam się wgryzając się w jabłko. Właśnie wchodziłyśmy na murawę.
- Nadia, ja się wstydzę - wyznała mi trzymając mnie monco za ramię.
- Idziesz ze mną. Wystarczy, że ja jestem śmiała - uśmiechnęłam się.
Chłopcy oczywiście nas powitali. Przedstawiłam wszystkim po kolei Mikę. Siadła koło Leitnera i gawędziła z nim. On był w miarę normalny, więc nieźle się dogadywali. Ja podeszłam do "moich" chłopaków.
- Siemka, Nadia. Słyszałem, że nieźle grasz w piłkę - uśmiechnął się Santana.
- Emm, a skąd o tym wiesz? - spytałam ze zdziwieniem, na co Lewy tylko się uśmiechnął
- Robert, ty debiluuu - krzyknęłam po polsku i kopnęłam go z kolanka w tyłek. Reus wziął mi jabłko i zaczął je gryźć.
- Marco, daj mi to! To moje śniadanie - popatrzyłam na niego smutną minką, na co on pokręcił głową robiąc dziubek z ust i zaczął uciekać. Goniliśmy się tak po całym boisku.
- Huehuehue. I co teraz? - spytał oglądając się za siebie.
- A no nic - powiedziałam przyspieszając. Przezywaliśmy się, biliśmy, turlaliśmy się po ziemi. Nawet się nie zorientowałam, a temu wszystkiemu przypatrywał się trener i wszyscy na boisku. O matko, jaka wpadka!
- Reus, złaź ze mnie - krzyknęłam gdy ten rzucił się na mnie i nie zamierzał wstać. Postanowiłam go zwalić, aż tak że biedactwo spadło na ziemię.
- Chłopaki, do mnie! - przywołał ich trener - Marco robisz 6 kółek, a reszta po 3.
- Ale, trenerze - sprzeciwił się zdyszany blondyn - Ona mnie biła, ja tylko się broniłem!
- Ani słowa - zaśmiał się Klopp.
- Trenerze, a czy Nadia może z nami ćwiczyć? - spytał Kuba.
- Kubuuuś, bądź taki miły i zamknij paszcze - podkreśliłam dwa ostatnie słowa.
- Prooosimy - zawył Piszczek.
- Skoro chcecie - popatrzył na mnie błagalnie Jurgen, na co ja kiwnęłam głową.
- Tylko że ja nie mam stroju. Mats, pożyczę sobie! - oznajmiłam nie czekając na pozwolenie chłopaka, pobiegłam do szatni. Ubrałam na siebie strój BVB i wybiegłam na boisko.
- Słooodko - uśmiechnął się Mario.
- No wieeem - zaśmiałam się.
- To najpierw Marco i Nadia 6 kółek. Pozostali 4.
- Ale miały być 3 - wspomniał Schieber.
- Chcesz więcej?
- Już biegnę.
Biegłam razem z tą trójką. Wygłupialiśmy się. Lewy już skończył biegnąć, więc położył się na murawie. Korzystając z tego, że biegłam koło niego chwycił mnie za nogę i ściągnął buta. Zaczęłam się z nim bić, ale szybko znalazłam się pod nim. Jest silniejszy. Na szczęście nadeszła moja wybawczyni! Narzeczona Roberta.
- Ejj, Robert, zostaw ją! - zaśmiała się Ania - Biedaaaczka.
- Ratunkuuu - krzyknęłam specjalnie, by trener się popatrzył.
- Lewandowski, dodatkowo 3 kółka - zdecydował.
- Ale... No dobra.
Wyśmiałam go i pobiegłam do Ani, by zamienić z nią kilka słów. Tak nam minął trening. Mecze, wygłupy... Skończyliśmy po 3 godzinach. Do domu wróciłam w towarzystwie Miki. Siadłyśmy na kanapie, obydwie zmęczone.
- Padam – odezwała się moja przyjaciółka.
- Taak, stwierdzam, że rozmowa z Leitnerem jest nieziemsko wyczerpująca – zaśmiałam się – ja musiałam robić 6 kółek i to przez tą blondynkę! – pokazałam na plakat Marco.
- Hahah. Biednaa – pogłaskała mnie po ramieniu – Jak wy się lubicie.
- Taa, jak pies z kotem – przytaknęłam – Chcesz coś do picia?
- Kakao jak masz – uśmiechnęła się.
- Jasne, że mam – odpowiedziałam i powoli pokierowałam się w stronę aneksu kuchennego. Przyrządziłam zachciankę Miki, a sobie zrobiłam kawę mrożoną. Z braku tematów, ponieważ wszystkie wyczerpały się tamtej nocy włączyłam Tv. Leciały powtórki Ligi hiszpańskiej, Mika oglądała z zaciekawieniem, ze względu na przystojniaków. Ja tam wolałam naszych Borussen.
- Ej, Nadia lecimy na zakupy? – spytała gdy magazyn się skończył.
- Aaa co skończył się program z twoimi hiszpankami? – zakpiłam – Spoko, ale się pójdę przebrać. Nie wybiorę się tam w barwach BVB.
- Czekaam.
Pobiegłam do góry, pomalowałam się, uczesałam wysokiego kucyka, ubrałam koszulkę z kołnierzykiem na którym były ćwieki, czarne rurki i kremowe baleriny. Po chwili zeszłam do mojej kumpeli.
- Gdzie się tak odstawiłaś? – spytałam zmieżając ją wzrokiem – Ogar, idziemy tylko na zakupy.
- Nie chcę ci przynieść wstydu – zaśmiała się.
- Dobra, chodź już – pogoniłam ją biorąc czarną torebkę. Po 20 minutach drogi byłyśmy już w galerii. Oczywiście pierwszym sklepem odwiedzonym przeze mnie był Nike. Tym razem nic sobie tam nie kupiłam. Byłam więc zmuszona chodzić z Miką do H&M i takich tam.. W końcu zakupiła sobie tunikę, o której od dawna marzyła. Ja kupiłam sobie długi naszyjnik z 3 centymetrowym napisem: Belive. Zadowolone wróciłyśmy do swoich domów. Drzwi do mojego domu były otwarte. No tak, kto inny to mógł być jak nie oni. Cała Borussia rozłożyła się na kanapie i krzyczeli niczym małe dzieci grając w fifę. Codzienny widok…
- Widzę, że się rozgościliście – rzuciłam patrząc jak Mario kiwie się w lewo i prawo, oraz drze jak jakieś dziecko. W kim ja się zakochałam?
- Dajce mi pyknąć meczyk – prosiłam, a raczej rozkazałam siadając między Lewym a Piszczkiem.
- Bo ty umiesz! – zadrwił Langerak.
- Lepiej od was, cioty! – sprzeciwiłam się wyrywając joystick Kubie.
- Marco zagrasz? – spytałam.
- No jasnee, znowu chcę cię zobaczyć jak się marasz, złotko! – krzyknął.
- Jestem Borussią to ci od razu mówię – uśmiechnęłam się szyderczo.
- Ejj no. Ja chcę nimi być! – zrobił smutną minkę.
- Nie, ja nimi jestem!
- Nie chce żebyś była mną w fifie!
- Przeżyje, dawaj mi too! – wrzasnęłam gdy Reus wziął mi joystick.
- Nie! – krzyknął – Mamuuuuusiu – zrobił maślane oczka patrząc na Roberta.
- Słucham, córeczko? – zadrwił z kumpla Lewy.
- Ona mnie bijee – pokazał na mnie palcem.
- Słusznie, daj jej joystick! – zaśmiał się – Już!
- Ty idioootko! – wybuchnęli śmiechem piłkarze.
- Dobra ty będziesz Realem. Rozgromię cię!
- Powodzenia, mała – uśmiechnął się lekko, gdy mecz już się zaczął. Wszyscy patrzyli na nas dziwnie. Zachowywaliśmy się gorzej niczym małpy w zoo. Ale opłaciło się bo wygrałam 3:2.
- Hahaha, Reeus, jaka ciota. Dziewczyna cię pokonała! – wyśmiał go Mario.
- Bieedny Reusik – pogłaskali go po ramieniu Łukasz i Błaszczyk.
- Ojj, cienko, cienko! – poklaskałam w dłonie – Trzymaj tak dalej.
- Weźcie się ogarnijciee – zaśmiał się Lewandowski – Nie martw się, córeczko, kupię ci różową sukieneczkę.
Wszyscy się roześmialiśmy z tego teatrzyku. No tak to już jest, gdy masz przyjaciół bezmózgowców.
Marco, Mario i Robert zadecydowali bez mojej wiedzy, że u mnie zanocują, bo się „boją”. Tak więc, reszta zawodników pożegnała się ze mną jak przystało i wyszli. O dziwo, nie pozostawili zbytniego bałaganu.
- No więc, co wy tu jeszcze robicie? – spytałam trójcę, która wlepiała we mnie oczy.
- Siedzimy – odpowiedział Mario.
- No chyba widzę – popatrzyłam na niego.
- Mamy zamiar zostać tu z Tobą – uśmiechnął się cwaniacko Marco.
- Wiesz, ja w porównaniu do Ciebie, umiem o siebie zadbać – zażartowałam.
- Nocujemy u Ciebie i już – zadecydował Mario.
- Nie powiedziałam, że się zgadzam. Robert, a ty nie powinieneś do Anki lecieć?
- Razem z Ewą pojechały gdzieś.
- Taa, ona też ma cię dość – mruknęłam.
- Słyszałem! – wrzasnął.
- Dziękuję za powiadomienie – uśmiechnęłam się – No to co macie zamiar robić, łosie? – spytałam dosiadając się do nich.
- No nie wieem.
- Heem, tylko ciekawe jak się pomieścicie. Marco ty śpisz z Mario, a Lewy na ziemi – zaśmiałam się.
- Nie ma mowy! My śpimy z tobą – zadecydował Gotzeus.
- Ciekawe. Ja chcę się wyspać, a znając was będziecie mnie bić, albo zwalać z łóżka.
- Nie masz wyjścia – uśmiechnął się Robert.
- Mam jeden pokój gościnny. Są tam dwa łóżka. Więc nie zadowole was spaniem ze mną!
- Spoko, ale ja śpię u ciebie w pokoju – zaśmiał się Mario.
- A to czemu?! Nie mam zamiaru spać na materacu, cioto! – sprzeciwiłam się.
- Bo masz wygodne łóżko, a Marco strasznie chrapie!
- Nie prawda – oburzył się Reus – Ja tylko oddycham.
- Taa .. – odpowiedział Mario.
- No dobra. Lewy na kanapie, ja na materacu, Marco też w pokoju gościnnym, ale nie na jednym, uprzedzam – popatrzyłam na blondyna na co on posmutniał – A Mario w moim ukochanym pokoju.
- Spoko – uśmiechnął się Goetze.
- Dobra, no to ja idę wam pościelić, a wy wybierzcie jakiś film. Nie mam zamiaru cały wieczór patrzyć na wasze ochydne buźki! – rzuciłam idąć po pościel.
- Miło mi – odpowiedział sarkazmem Lewy.
- Ejj, ja przystojny jestem! – sprzeciwił się Marco.
- No jak nałożysz make up, naturalnieee – dodał Mario.
Później trwała sprzeczka, której już nie słyszałam, bo wyszłam na górę. Wzięłam kołdry, poduszki i dwa materace, po czym podążyłam do pokoju gościnnego. Gdzie miałam spać z Marco. Pościeliłam je i zeszłam na dół z kołdrą i poduszką.
- Ooo, jak miło że tak o nas dbasz – uśmiechnął się słodko Goetze biorąc kołdrę.
- To nie dla ciebie, debiluu! – wyrwałam mu rzecz po czym on spadł z kanapy.
- No widzicie, to dla mnie! – pokazał język Robert.
- Nie ciesz się, Lewy. Czeka cię spanie na kanapie – przypomniałam mu, ale on dalej droczył się z kumplami.
- Dobra, dziewczynki – westchnęłam siadając między Marco a Mario – Jaki film wybraliście?
- Rec. Zajebisty horror – oznajmił Robert wkładając płytkę do odtwarzacza DVD.
- Jeszcze masz plazmę, ale będzie się oglądało – pocierał ręce Mario.
- Ejj, bo się będę bała! – powiedziałam ze smutną minką.
- Spoko, zawsze możesz się przytulić – poruszał brwiami brunet.
- No chyba nie skorzystam – zaśmiałam się. Właśnie zaczął się seans. Patrzyć na minę Marco bezcenne. Mimowolnie musiałam skorzystać z oferty mojego kumpla. Ten film był bardzo straszny. A Mario szczęśliwy jak małe dziecko objął mnie ramieniem i dalej oglądał tą scenkę. Nawet nie zauważyłam kiedy przytulił się do mnie Marco, a do Marco Robert. Musiało to wyglądać! xD Reus i Lewandowski zaczęli zakrywać oczy kołdrą, Nie wiem po co jak mimo to patrzyli. Ja nie musiałam tego robić, bo z całej siły ściskałam brzuch Mario. Nie ukrywam, aż tak słaba nie jestem.
- Nadia mocniej się nie da? Biedny Mario wątrobę mu zgnieciesz – zaśmiał się Lewy.
- Ty nie lepszy. Ośliniłeś sobie kołdrę – odpowiedziałam mu.
- To Marco! – bronił się.
- Taa, jasne – pokazał mu środkowy palec.
- Jesteście jak dzieci – stwierdziłam.
- I za to nas kochasz – dodał blondyn.
- Dokładnie – uśmiechnęłam się – Robert już usypia. Chodźcie na górę, damy mu spokój.
- No dobra – posmutniał Mario kończąc bić kumpla – Kolorowych snów, żabko.
- Dobranoc, ropucho – pożegnali się mile, po czym Lewy zakrył się kołdrą. Zgasiłam światło i na palcach wyszłam po schodach. Oczywiście, chłopaki musieli iść jak najgłośniej się da, by zdenerwować Lewandowskiego.
- Aaał, Marco nie szczyp mnie! – zasyczałam.
- Sorka, myślałem, że to Mario – szepnął.
- Raniiisz – zrobiłam smutną minkę i przyspieszyłam kroku. Taa, właśnie wtedy zaczęliśmy się gonić po schodach, a następnie po korytarzu. Na szczęście Goetze skręcił już do mojego pokoju. Pozostało mi tylko jakoś uspokoić Marco.
- Ejj, blondynko! – uderzyłam go wchodząc do pokoju.
- Brunet! – odgryzł się.
- Dobra idź ty już lepiej śpij – powiedziałam rzucając się na łóżko.
- Czemu ja mam różową kołdrę? – spytał z wyrzutem.
- Dobieram do osobowości, blondynko – mruknęłam i zamknęłam oczy.
Szybko zasnęłam. Niestety w nocy wybudziłam się ze snu. Był okropny! Śnił mi się ten horror tylko że tam aktorem głównym byłam ja. Chciałam się przytulić do Marco, ale on spał jak zabity. Postanowiłam nawet nie próbować go budzić. Moje próby byłyby daremne i tak dalej by spał. Tak więc wyszłam z pokoju biorąc kołdrę. Moim kierunkiem była sypialnia, w której spał Mario.
- Mario – szepnęłam podchodząc do niego.
- Co się stało? – spytał zaspany.
- Mogę z Tobą spać?
- Jasne, chodź – zrobił mi miejsce koło siebie. Położyłam się na ciepłym łóżku, a on mocno mnie przytulił.
- Co cię do mnie sprowadza? – uśmiechnął się.
- Śnił mi się Rec tylko, że ja, ty, Marco i Robert tam byliśmy zamiast tych aktorów i…
- Cii. To tylko sen. Śpij już – przerwał mi jeszcze bardziej wtulając mnie w siebie. Po chwili zasnęłam otoczona jego ramionami. Ta chwila mogła trwać wiecznie…

____________________________________________________________________________________________

"Otoczona czułością, zaszczycona obecnością, otulona jego bliskością odpłynęła w krainę snu, lecz wtedy jeszcze nie wiedziała, że niedługo powróci do szarej rzeczywistości, a zapach jego perfum pozostanie na jej ciele..."

KOMENTOWAĆ PROSZĘ!!!

3 komentarze: