wtorek, 4 czerwca 2013

Rozdział 6



Po kilku minutach zjawił się Marco, ubrany w jeansy i koszulę w kratkę. Wyglądał świetnie. Szliśmy ulicami Dortmundu i rozmawialiśmy:
- Co tam u Ciebie? Dawno się o to nie pytałem - uśmiechnął się lekko Marco. Zauważyłam, że to był sztuczny uśmiech.
- Może być. Zastanawiam się czy nie pojechać do Polski. Tak na kilka dni. Oczywiście z Wami - spytałam wpatrując się w biegające dzieci.
- Jesteś pewna, że chcesz spotkać się z matką? - popatrzył na mnie.
- Nie z nią. Tylko z tatą. Dawno go nie widziałam. Tak bardzo chciałabym, żeby mnie przytulił. Brakuje mi go.
- Polecimy z Tobą do Poznania. Spotkasz się z ojcem i po kilku dniach wrócimy z powrotem do Dortmundu, okey? - spytał. Wiedział jakie jest to dla mnie ważne.
- Naprawdę?
- Pewnie. Zadzwonię jutro do chłopaków. Wylot do Polski jest chyba za 3 dni.
- Dziękuję Ci, Marco - przytuliłam go mocno - Chodźmy gdzieś w ciche miejsce. Muszę Ci coś powiedzieć.
- Mam się bać? - zaśmiał się.
- Nie dotyczy to Ciebie - upewniłam go.
Reus bardziej znał okolice, więc zaprowadził mnie na pagórek. Nie było tam żadnego domu, ani głosu ludzkiego. Tylko piękna łąka usiana rozmaitymi kwiatami. Siadłam na największym wzgórku i wpatrywałam się w zachodzące słońce.
- Ładnie tu - szepnęłam.
- Tak. Zawsze przychodzę do tego miejsca, by przemyśleć sobie kilka spraw.
Posiedzieliśmy na chwilę w milczeniu. W końcu blondyn jako pierwszy się odezwał.
- Co chciałaś mi powiedzieć? - spytał bawiąc się trawą.
- Bo ja... - znowu zabrakło mi odwagi. Czemu aż tak się zmieniłam? Gdzie popełniłam błąd? Gdzieś po drodze zgubiłam moją szczerość.
- Czuję, że coś ukrywasz - odwrócił się przodem do mnie i patrzył mi głęboko w oczy, na co ja spuściłam głowę.
- Ja nie jestem taka jaką mnie znacie - wydusiłam.
- Jesteśmy z Tobą tyle, że wiemy jaka potrafisz być - uśmiechnął się.
- Mi nie chodzi o charakter. Tylko o moje zainteresowania. Marco, ja... Skłamałam - przyznałam smutno.
- Jak to skłamałaś? - spytał z niedowierzaniem mój towarzysz.
- Moim życiem nie jest tak jak innych dziewczyn oglądanie dramatów romantycznych, przeżywanie koszmarów gdy mi się paznokieć złamie, czy wiatr poplącze mi włosy. Nie jestem taka pusta jak inne by dbać tylko i wyłącznie o siebie. Moje życie to nie chodzenie prawie w każdy dzień do kosmetyczki, fryzjera lub solarium. Moje życie to... Moje całe życie to piłka... - wyjąkałam i głęboko westchnęłam. Nareszcie mogłam to komuś powiedzieć. Poczułam ogromną ulgę w sercu.
- A... Ale jak to? - pytał dalej - Czemu mi o tym nie powiedziałaś?!
- Tak to. Moim drugim światem jest piłka nożna. To ... To jest jak narkotyk. Nie mogę przestać grać, dlatego robiłam to po kryjomu. Nie chciałam, byście mnie uważali za chłopczycę. Myślałam wtedy, że nigdy nie znajdę chłopaka i... Bałam się. Pierwszy raz w życiu się czegoś bałam. Gdy chodziłam do gimnazjum czy podstawówki, grałam jako jedyna z chłopakami w nogę, w klubie piłki nożnej, który potem zmienił nazwę na Lech Poznań. To było coś pięknego. Zostać piłkarzem to takie nierealne marzenie, a mimo to tak bliskie spełnienia! Wstydzę się komukolwiek to wyznać. Nawet Lewemu...
- Kochana! Nie możesz tak tego dusić w sobie - powiedział podekscytowany - Nigdy nie spotkałem jeszcze kogoś takiego. Widać, jak to mówisz to na twojej twarzy jest takie przejęcie... Taka miłość. Musisz to ujawnić światu.
- Marco, nie teraz. Proszę.
- To jest niesamowite - zaśmiał się i mocno mnie przytulił - Dochowam tajemnicy, ale musisz to jeszcze komuś powiedzieć. Nie możesz tak tego w sobie trzymać.
- Może i masz rację - uśmiechnęłam się - Mario będzie zadowolony z tego, że ma taką kumpelę.
Zauważyłam, że gdy wymówiłam imię jego przyjaciela. Marco posmutniał
- Wszystko gra?
- Kiedyś będziemy musieli się rozstać …
- Jak to? Nie rozumiem.
- No, nie będziemy wiecznie w Borussi. Mario pójdzie gdzie indziej, ja gdzie indziej a Lewy jeszcze gdzie indziej. Każdy w swoją stronę… Będzie mi ich brakowało. Ciebie też.
- Nasza przyjaźń, całej czwórki przetrwa wszystko – przytuliłam go.
- Obiecujesz? – spytał jak małe dziecko, któremu mówi się, że pójdzie na karuzelę.
- Obiecuję – uśmiechnęłam się – Marco…
- Tak? – spytał patrząc na swoje adidasy.
- Masz jeszcze czas? – zapytałam niepewnie.
- Dla ciebie zawsze, mała – uśmiechnął się słodko. Lubiłam jak tak do mnie mówił…
- Pójdziesz ze mną na boisko?
- Ale, teraz? – zdziwił się – Przecież za chwilę będzie ciemno. Już 20.00.
- Przeszkadza Ci to? Jeśli się boisz, możesz na mnie liczyć – zażartowałam z kumpla.
- Bardzo śmieszne – stwierdził patrząc na mnie z obrazą, która jak się dowiedziałam była tylko udawana – Chodźmy. Tylko jeszcze pójdziemy do mnie. Nie mam piłki.
Poszliśmy szybkim krokiem do domu Marco. Na szczęście znajdował się on niedaleko. Po 5 minutach byliśmy na miejscu. Czekałam na niego podpierając ścianę przy drzwiach wejściowych. Szedł po schodach, ale po chwili usłyszałam, że zawraca.
- No chyba nie będziesz tak stać – zachichotał – Chodź na górę.
- Ale ty idziesz pierwszy – powiedziałam szybko popychając go. Dobrze sobie zapamiętałam jak się skończyło nasze wchodzenie na piętro. No nie ukrywam, jego garderoba nie grzeszyła czystością. Tyle szafek i półek, a mimo to wszystko walało się po podłodze. Przeskakując porozwalane buty doszłam do szafy.
- Ej, stary ty masz więcej ubrań niż ja – zauważyłam otwierając po kolei wszystkie szafki i zerkając na całokształt. Obydwoje się zaśmialiśmy. Wręczył mi strój BVB oczywiście z jego imieniem, oraz korki. Miał rozmiar 37, ponieważ gdy kiedyś w dzieciństwie grał w klubie jeszcze przetrwały mu buty. Dziwne, przy takim porządku. Miałam już zamiar wyjść, lecz blondyn zawołał:
- Gdzie idziesz?
- No chyba do łazienki, idiotoo! Przebrać się muszę.
- Możesz tutaj. Nie mam nic przeciwko – uśmiechnął się łobuzersko, na co ja spiorunowałam go dziwnym spojrzeniem
- Zboczuch! – krzyknęłam.
- Od rana same komplementy – zaśmiał się, a ja pokierowałam się w stronę łazienki. Ta łazienka była taka piękna. Zapewne kosztowała tyle co dwa pomieszczenia w moim domu. Ale… W końcu to piłkarz, więc może sobie pozwolić na luksusy. Przebrałam się i wyszłam.
- Jaaak słodko! – zrobił sweetaśną minkę.
- Dziękuję – zaśmiałam się – Ile ty masz tych koszulek?
- Około 15 – stwierdził myśląc.
Marco był już gotowy więc wzięliśmy tylko piłkę i podążyliśmy na boisko. Miałam nadzieję, że nikt nie zobaczy mnie w tym stroju. Ale by były jaja :D . Po piętnastu minutach przed moimi oczyma ukazała się piękna, soczystozielona murawa, dwie bramki, trybuny, linie boczne, rożne, piłka… Przypomniały mi się te rozgrywki z dzieciństwa. Porażki, wygrane… Wzięłam głęboki oddech, uśmiechnęłam się do kolegi i wbiegliśmy na boisko. Byłam tak pełna radości, jakby miało spełnić się moje największe marzenie. Po minutowej sprzeczce Marco zadecydował, że on zacznie. Matka natura nauczyła ustępowania głupszym. Biedny Reusik zwijał się na murawie, po tym jak go sfaulowałam ślizgając się. Podeszłam do niego pytając z troską:
- Wszystko ok?
- Wiesz trochę mnie boli … - nie dokończył, ponieważ pociągnął mnie za rękę i wywalił koło siebie. Leżeliśmy tak wpatrując się w niebo.
- To niesprawiedliwe – stwierdziłam ze smutkiem patrząc na niego.
- Mała, sprawiedliwość dzisiaj nie istnieje – uśmiechnął się złowieszczo i wstał. Przywłaszczył sobie oczywiście piłkę.
- Ejj, a mi nie łaska pomóc wstać?! – krzyknęłam gdy on strzelał bramki po drugiej stronie boiska.
- Bóg obdarzył cię rękami i nogami – zawołał nie przerywając swojej czynności.
- Dżentelmen posrany – mruknęłam zawiązując buta.
- Słyszałem! – oznajmił – Strzeliłem ci 6 goli.
- Braawo! Jarasz się, że wbiłeś w puste okienko. Jakbyś się nie skapnął, bejbe to ja za ten czas leżałam na murawie – popatrzyłam na niego z politowaniem.
- No to teraz stawaj na budzie – rozkazał – Patrzyć jak się kompromitujesz, bezcenne!
Stanęłam tak, jak mój przyjaciel chciał na środku bramki. Skupiłam swój wzrok tylko i wyłącznie na piłkę, bo na strzelca lepiej się nie patrzyć xD Obroniłam tak ponad 5 goli, aż w końcu udało mu się wbić i było 3:0. Postanowiłam kiwnąć go i tak zrobiłam. Podążyłam do bramki, a ona zaszeleściła. Po pół godzinie było 3:2. Zarządziliśmy przerwę. Marco miał przy sobie wodę, z której później zostało niecałe pół zawartości.
- Niezła jesteś – pochwalił mnie – Nie wiedziałem, że tak grasz.
- Cieszę się, że mogłam Ci to powiedzieć – uśmiechnęłam się lekko, a on objął mnie ramieniem.
Blondyn zawiadomił mnie, że jeszcze odpocznie. Ja nie chciałam marnować czasu, więc wzięłam piłkę w swoje ręce i zaczęłam wykonywać różne tricki. Reus z dumą i lekkim uśmiechem przyglądał się raz mojej twarzy, a raz piłce, która podkręcała się przy każdym dotknięciu mojego ciała.
- Nadia..?! – usłyszałam krzyk zdziwienia za plecami. Popatrzyłam na mojego kumpla, a on na mnie. Więc, jeśli to nie był on to był … Mario i Robert. O nie, tylko nie oni! Nie chciałam, żeby dowiedzieli się w taki sposób. Miałam zamiar odłożyć tą sprawą na jutro, albo pojutrze, albo… Odwróciłam się tyłem udając, że nic nie słyszałam. Niestety, mój plan nie wypalił. Lewy podszedł do mnie i popatrzył mi się w oczy.
- Co wy tu robicie? – spytałam nieśmiało.
- Raczej co ty tu robisz?! – ciągnął dalej brunet.
- Przecież ty nie interesujesz się zbytnio piłką – wtrącił Goetze.
- Też tak myślałem, dopóki nie dowiedziałem się co kryje w sobie nasza ukochana istota – odpowiedział im Marco.
- Przepraszam Was, chłopaki… - wyjąkałam i usiadłam koło Mario.
- Ale… Czemu ty nic nie powiedziałaś? – spytał mnie kumpel.
- Serio, chcesz wiedzieć?! Wstydziłam się, rozumiesz?! Wstydziłam! Pomyślałam sobie, że tylko chłopaki grają w nogę i nie będę się wyróżniać. Postanowiłam to ukryć przed wszystkimi. Myślicie że było mi lekko?! Chodząc na wasze treningi walczyłam z moim sumieniem. Miałam ochotę wyjść na to boisko i grać razem z wami… Ale na szczęście coś mi nie pozwoliło. Próbowałam wam to powiedzieć, ale za każdym razem, ktoś zaczynał nowy temat, a później zabrakło mi odwagi. Postanowiłam więc z tym skończyć. W gimnazjum odeszłam z klubu piłkarskiego w którym grałam jedyna z dziewczyn i chciałam zacząć nowe życie. Wyjechałam do Dortmundu, myśląc, że tu zapomnę o tym wszystkim… Niestety to jest jak nałóg! Nie mogę tego zostawić… To jest niemożliwe.
- Nadia, zamurowało mnie… - przemówił Lewy rozmyślając nad tym co wyznałam – No ale czemu to ukrywasz?
- Bo… Nie chciałam, by ktoś uważał mnie za chłopczycę. Myślałam, że gdy tego nie zataję… To nigdy nie znajdę miłości… - wyjąkałam obracając piłkę.
- Marco już o tym wie? – spytał Mario.
- Tak. Dowiedział się dzisiaj – odpowiedziałam – Nie miejcie mi tego za złe, ale…
- Spokojnie, młoda – pogłaskał mnie po ramieniu Robert – Możesz na nas liczyć.
Uśmiechnęliśmy i objęliśmy się. Cieszyło mnie to, że zareagowali tak a nie w inny sposób. Dobrze jest mieć takich przyjaciół jakimi byli właśnie oni.
- Zagrasz? – spytał szczerząc się Mario.
- Jasne – odpowiedziałam. Cała nasza paczka wyszła na murawę. Rozegraliśmy mecz. Byłam w składzie z Lewym, a ta nierozłączna dwójka grała przeciwko nam. Oczywiście wygraliśmy 5:3. Dwa gole strzeliłam ja, a pozostałe mój kumpel. Zmęczeni zeszliśmy z boiska. Odwróciłam się, by jeszcze raz ujrzeć oświetlone boisko. Spojrzałam z tęsknotą i uśmiechem.
- Chodź, Nadio – popchnął mnie lekko Marco.
- Masz talent – wszczął rozmowę Robert.
- Ej, chłopaki obiecujecie, że nikomu ani słowa? – spytałam patrząc na nich.
- My nie, ale ty musisz – zdecydował Mario.
- Poje*ało Cie? – wrzasnęłam.
- Mnie nie, ale czy ciebie, w to nie wątpię – zaśmiał się – Nadia, ty cioto!
- Mores.
- Zbok
- Idź na drzewo rąbać kokosy i prostować banany.
- Stare to tak samo jak ty – pokazał mi język Goetze.
- Ale jare. I jesteś starszy, pedale!
- Tylko nie pedale, kochanie.
Pozostała dwójka zaczęła się śmiać z naszych „kłótni”
- Nie mów tak do mnie!
- Nie mogę, kochanie.
- Marcoo, powiedz mu coś – poprosiłam kumpla.
- Coś – wyjąkał cały czerwony.
- To nic nie da kochanie – śmiał się w najlepsze brunet.
- Jeśli się nie zamkniesz, to z miłą chęcią przekrzywię ci ten słodki ryjek! – wrzasnęłam mu prosto w twarz
- Moje kochanie uważa, że mam słodki ryjek – jarał się Mario.
- Ej, ej uspokójcie się! – wtrącił Robert, opanowując swój śmiech – Rozejm.
- Rozejm – powtórzyliśmy równocześnie.
- Obiecacie, że cokolwiek się stanie, będziemy przyjaciółmi? – wypalił Marco.
- A tobie co? – spytał Goetze.
- Chcę mieć pewność.
- Nie wierzysz nam? – zdziwiłam się.
- Nie to chciałem powiedzieć…
- Dobra, dobra nie dręczmy go – uśmiechnął się Lewy. On zawsze umie znaleźć rozwiązanie sytuacji.
- Przyjaciele na zawsze – upewniłam go.
- Na zawsze – powtórzyła reszta i złożyliśmy przysięgę „splutymi dłońmi”. Zaczęliśmy się śmiać.
- Zimno mi – mruknęłam głaskając rękę. Mario słysząc to zarzucił mi na plecy bluzę z BVB.
- Dziękuję – posłałam mu słodki uśmiech.
- Uuuu .. – zawył Reus.
- Ty nie wyj, tylko się od niego ucz! – poradziłam przyspieszając kroku.
- Narka – pożegnał się Marco całując mnie tradycyjnie w policzek, a chłopakom podając rękę.
Po chwili również Robert był zmuszony się z nami pożegnać. Najbliżej mnie znajdował się dom drugiego bruneta. Szliśmy więc w ciszy. Stanęliśmy przed jego domem. Uścisnęliśmy się na pożegnanie. Oprócz tego, ku mojemu zdziwieniu pocałował mnie w policzek, ale bliżej ust… Prawie w sam kącik. Uśmiechnął się tajemniczo i wszedł do środka. Wpatrywałam się kilka sekund w jego dom, aż wreszcie ruszyłam w drogę powrotną do mojego budynku. Idąc tak uśmiechałam się rozmarzona… Ten jego boski uśmiech, oczy pałające radością i tajemniczością, poczucie humoru… Jeszcze ten taki jakby pocałunek… To wszystko takie piękne. Wchodząc do domu rzuciłam torbą na środek korytarza i rzuciłam okiem na zegarek. Była już 23.00. Nie chciało mi się spać, więc zadzwoniłam do Miki.
- Halo? – usłyszałam jej miękki głos w słuchawce telefonu.
- Zbieraj się, nocujesz u mnie – zawiadomiłam ją i się rozłączyłam.
Po 30 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. To był nikt inny jak… M

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz