poniedziałek, 15 lipca 2013

Rozdział 17



Minęły już trzy miesiące od mojego powrotu do Dortmundu. Moje więzi z chłopakami co raz bardziej się pogłębiły, a miłość do jednego z nich stała się co raz silniejsza. Z przyjaciółką też wspaniale się dogadywałam. Przynajmniej ona miała trochę rozsądku i zawsze udzielała mi rad. Przez ten czas przeżywałam najgorszą rzecz jaka mi się do tej pory przytrafiła: stratę najlepszego przyjaciela. Tak... Straciłam Kubę na zawsze, akurat wtedy, gdy dowiedziałam się, że nie jestem mu obojętna. A oto urywek naszej pisemnej rozmowy:
"Przepraszam za to co się ostatnio wydarzyło. Wiem, nie powinno to mieć miejsca. Jak się domyślasz chodzi mi o ten pocałunek przed twoim wyjazdem. Dla Ciebie nic nie znaczył, lecz ja poczułem coś czego dotąd nigdy nie zaznałem. Po tych dniach spędzonych bez Ciebie, zauważyłem jak mi bardzo brak takiej osoby jak ty... Ukochanej osoby. Każda cząstka mojego serca umierała z tęsknoty za twoim uśmiechem, żartami, za całą Tobą. Wiem, że czujesz coś do Mario, to widać, a przynajmniej ja to zauważyłem. Wiem, ze nigdy nie będziemy razem, bo ty uważasz mnie za brata... Tylko brata. Dlatego, lepiej będzie jeśli się na zawsze rozstaniemy. Wyjeżdżam z Poznania tam, gdzie mnie nigdy nie znajdziesz. Możliwe, że już się nie zobaczymy, a tamto spotkanie było ostatnim. Nie umiem bez ciebie żyć, a z tego co wiem żadne korepetycje w tym nie pomogą, bo nigdy się nie nauczę tego, że nie będziesz moja."
"Mi też będzie ciężko, Kuba. Ale chyba masz rację. Nasz związek nie miałby sensu. Żałuję tylko tego, że ucierpiała na tym nasza bliska więź jaką jest przyjaźń. Zawsze zostaniesz głęboko w moim sercu, a gdy ono przestanie bić, wiec że minimalna cząstka jego należała do Ciebie. Zawsze będziesz moim ukochanym braciszkiem. Dziękuję za wszystko... Za to, że po prostu byłeś przy mnie, nawet jeśli cię przezywałam. Nigdy nie znajdę takiego przyjaciela jakim byłeś Ty. Obiecaj, że znajdziesz sobie kogoś z kim będziesz szczęśliwy, chociaż to nie będę ja. Zapomnij o mnie i żyj dalej. Dziękuję. Na koniec naszego pożegnania chciałam jeszcze dołączyć, że też ciągle tęskniłam i... Ja chyba cię trochę kocham... Jako chłopaka. Ale teraz to już jest nie ważne. Nasze drogi się rozdzieliły. Może w przyszłości staną się jedno..."
"Obiecuję, że nigdy Cię nie zapomnę... Żegnaj, przyjaciółko"
Te teksty utkwiły mi w głowie. Brakuje mi go, teraz pewnie jest gdzieś na drugim końcu świata. Nawet nie wiem czy wszystko u niego gra, czy jest zdrowy, czy żyje...
- Ziemia do Nadii - pomachał mi dłonią przed oczami Mario, na co ja mocno go przytuliłam i już nie chciałam wypuścić. Pragnęłam, by zastąpił mi Kubę, ale nic z tego. To nie jest możliwe, bo jak moja zmarła babcia powiedziała: "Nikt ani nic nie zastąpi Ci tego, co już było jedno na całe życie, coś co minęło, coś co kochało Cię skrycie".
- Proszę, nie opuszczaj mnie - szepnęłam.
- Zawsze będę przy Tobie, mała - pocałował mnie w czubek głowy wypuszczając z ramion - Przypomniałaś sobie o nim?
- Tak. Był jak brat, a teraz? - spuściłam głowę.
- Nie martw się. Kiedyś na pewno się spotkacie - pocieszał mnie - Nie myśl o tym, chodź pójdziemy na trening. Dawno nie widziałaś chłopaków.
- Stęskniłam się za tymi wariatami - uśmiechnęłam się lekko.
Ubrałam buty, Mario wziął torbę i ruszyliśmy pieszo w stronę Signal Iduna Park. Ku mojemu zdziwieniu byliśmy pierwsi na murawie, nie licząc trenera, który wesoło nas przywitał.
- Cześć, Mario! – pomachał z daleka swojemu podopiecznemu.
- Dzień dobry, trenerze – uśmiechnął się – Idę się przebrać, okey?
- Jasne – pokiwałam głową i ruszyłam w stronę Jurgena Kloppa.
- Dzień dobry – przywitałam się z uśmiechem. Próbowałam na tyle się wysilić, by nie wydawał się taki sztuczny.
- O, witaj Nadio! – podał mi rękę – Dawno Cię u nas nie było.
- Racja, ale byłam w Polsce. Przepraszam, że przeze mnie chłopaki nie chodzili na treningi.
- Nie szkodzi. To twoi przyjaciele. Wiem, że nie jest ci łatwo. Potrzebowałaś ich.
- Dziękuję za wyrozumienie. A oni jeszcze nie przyszli?
- Jeszcze nie. Na pewno się spóźnią. Stęsknili się za Tobą – zaśmiał się.
- Ja też i to bardzo.
W tej chwili przyszedł Santana i Bender.
- Heej – rzucili się na mnie mocno mnie przytulając.
- Siema, wariaty! – krzyknęłam całując ich w policzek – Ała, Felipe, nie ściskaj mnie tak!
- Sorki, Dusiek – uśmiechnął się – Jak ja Cię dawno nie widziałem!
- Ja ciebie też, murzynku! – zaśmiałam się szyderczo i zaczęłam uciekać przed chłopakiem.
- Ja ci zaraz dam, murzynku! Jestem naturalnym… - nie dokończył bo mu przerwałam.
- Japończykiem? – spytałam.
- Jak cię dopadnę… - i przyspieszył, był już blisko mnie. Szybko klęknęłam kolanach i podcięłam rozpędzonego Santanę. Usłyszałam śmiech wszystkich chłopaków przyglądających się tej scenie.
- Brawo, brawo! Uwielbiam widzieć jak Felipe atakuje glebę – poklaskał w dłonie Hummels.
- Hummi! – podbiegłam całując go mocno w policzek – Schmelle, Moritz, Langerak, Sven, Nuri! Ojeju, jak ja tęskniłam!
- My też, kochana! – ucieszyli się.
- Proszę pana, mogę z nimi dzisiaj trenować? To taki wyjątek – spytałam dalej stojąca w uścisku tych zawodników.
- Proosimy – zanucili Piszczu i Błaszczyk, którzy dołączyli się do naszego grupowego niedźwiadka. Teraz to trener kompletnie mnie nie zauważył.
- Zgadzam się – uśmiechnął się – No to może na rozgrzewkę 5 kółek.
- Że jak? – spytał znudzony Marco – Trenerze!
- Dobrze, na życzenie Reusa 7 – zadecydował notując coś w zeszycie.
- Biegnijcie, ja poczekam – oznajmiłam powstrzymując się od śmiechu.
- Nie ma mowy! – krzyknął Langerak – Ona ma biegać z nami, co nie?
- Naturalnie. Trening to trening! – zaśmiał się Klopp, a ja popatrzyłam na niego smutnymi oczami.
Biegaliśmy wygłupiając się, następnie odbył się meczyk, w którym rywalizowałam z Lewym, Nuri, Leitnerem, Kubą, Langerakiem, Grossekrotuzem, Schieberem, Schmelzerem i Hummelsem. Oczywiście przegraliśmy przez Marco, który sfaulował Roberta w polu karnym. Podsumowaliśmy to wynikiem 2:1. Gola dla naszej drużyny zdobył Piszczek z mojej asysty.
- Nadia, pozwól tu na chwilę – zawołał mnie trener, gdy wszyscy poszli do szatni.
- Tak? – spytałam obcierając czoło ręcznikiem.
- Mam dla ciebie pewną propozycję. Z tego co widzę masz talent w futbolu. Czy zgodziłabyś się chwilowo zastąpić w naszym meczu Łukasza? Nie chcę go wpuszczać na boisko. Wiesz, ta kontuzja… Więc jak?
- Zastanowię się – uśmiechnęłam się lekko – Ale to nie będzie trochę dziwne, że jedyna dziewczyna w zespole?
- To będzie sensacja! Jeszcze jak kibice zobaczą jak grasz… Coś czuję że nie skończy się to na jednym meczu – poklepał mnie po ramieniu ze śmiechem – Leć już, Mario i Robert czekają.
- Do widzenia!
- Co się tak zagadałaś? – spytał Goetze.
- A nic, nic… - mruknęłam ledwo słyszalnie – A gdzie zapodzialiście Marco? Lewy znowu go zgubiłeś?
- Nie, nie tym razem – zaśmiał się – Poleciał do swojej królewny.
- Aha. Chyba że tak – uśmiechnęłam się – Ładna z nich para.
- Zobaczymy na jak długo – westchnął napastnik. Znał swojego przyjaciela i wiedział jaki on potrafi być w związku. Każdy z nas rozszedł się do swoich posiadłości.
_________________________________________________________________________________________
Siedemnastka! <3 Wyjeżdżam dopiero za tydzień, albo i więcej bo mam zapalenie spojówek. Kiepsko ;c Postanowiłam, że przy każdym rozdziale dodam jakiś gif, filmik lub fotkę. Tak więc, proszę:

Oczywiście, Marco zawsze musi być tym, który zaczepia <3 Hahaha, no więc takie przygotowanie do grupowej fotki :D

5 komentarzy:

  1. Aż mi się smutno zrobiło jak czytałam tą korespondencję z Kubą... To jest takie prawdziwe.
    Rozdzialik naprawdę dobry. Ciekawe jak z tym meczem ;D
    No to Enne życzy szybkiego powrotu do zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jak pisałam tą rozmowę to tak się wczułam, że och <3
      Dziękuję.

      Usuń
  2. Rozdział świetny :3
    Zdrowiej :*
    Haha Marco on zawsze musi kogoś zaczepić :D
    Czekam na nn :P
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie;d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, no tak, cały Reus <3 No ale w końcu min za to go kocham :*
      Dziękuję, dziękuję :)

      Usuń
  3. Świetby rozdział, z niecierpliwościa czekam na nastepny :D. Szybkiego powrotu do zdrowia :*

    OdpowiedzUsuń