wtorek, 23 lipca 2013

Rozdział 18

Niestety, dzisiaj pogoda nie była piękna i zadowalająca. Nad Dortmundem zawisły ciemne chmury, a deszcz padał z nich nieustannie zostawiając krople wody gdzie tylko się dało. Widząc taki widok powtórnie rzuciłam się na łóżko. Wpatrywałam się w sufit myśląc o tych wszystkich czułościach, które okazywał mi Mario. Moje serce co raz bardziej zaczęło mi odmawiać posłuszeństwa. Dręczyły mnie pytania: Czy on coś do mnie czuje? A może chce mnie tylko zdobyć, przelecieć i rzucić? Nie, wątpię. To nie Marco! Więc w czym tkwi problem? Pozostało mi tylko jedno wyjście. On mnie kocha. Ale skoro tak jest dlaczego mi tego nie wyzna? Przecież znamy się już na tyle, by mówić sobie wszystko, nawet najgorszą rzecz. Tak było aż do tej pory... Chcę, by nic się nie zmieniło. Ale czy to możliwe? Moje rozmyślania przerwała rozczochrana Mika stojąca w drzwiach w piżamie z Myszką Miki.
- No wchodź - zaśmiałam się patrząc na jej skrzywioną buźkę. Nade mną ukazała się twarz blondynki z uśmiechem od ucha do ucha.
- Co ty taka wesoła? - spytałam zdziwiona.
- A no tak jakoś - uśmiechnęła się tajemniczo przygryzając wargę. Oczywiście, nie z podniecenia jak niektórzy to robią. Ona zawsze tak czyniła, gdy miała jakiś sekret lub coś się wydarzyło.
- No kurde powiedz, bo ja tu pękam z ciekawości - kopnęłam ją.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz chodź do salonu - nakazała.
- Nie chce mi się - zamruczałam przeciągając się.
- Trudne sprawy są - zanuciła.
- Pędzę - zerwałam się szybko z łóżka, na co moja przyjaciółka odpowiedziała śmiechem. Oglądnęłyśmy odcinek, akurat gdy była reklama ktoś zapukał do drzwi. Jak się później dowiedziałam to był Marco. Wszedł bez zaproszenia, a widząc nasze zaspane twarze uśmiechnął się szeroko i podszedł się przywitać.
- Siemka, młoda - mrugnął do mnie - Hej, skarbie - te słowa skierowane były do Miki. Czyżby... O nie! Czy oni są razem? Na ich słodkie słowa wyplułam wodę, która przed chwilą znajdowała się w butelce. Wylądowała idealnie na twarzy blondyna.
- Że... - tylko tyle zdążyłam wyjąkać.
- Właśnie to jest to o czym chciałam ci powiedzieć, kochana - uśmiechnęła się przyjaciółka dumnie przytulając Reusa.
- To ja może umyję twarz - zaśmiał się - Zaraz wracam.
- Pójdę z Tobą - zdecydowałam zamykając drzwi do łazienki.
- Czemu zamknęłaś drzwi? - rzucił mi łobuzerskie spojrzenie.
- Palant - ucięłam - Odkąd jesteście razem?
- Od ... wczoraj? - uśmiechnął się gładząc palcami swoje włosy.
- Posłuchaj, lovelasku - ściszyłam ton - Jeśli w jakikolwiek sposób zranisz Mikę nie ręczę za siebie, jasne?
- Dobra, dobra - odpowiedział - A teraz wyjdź. Muszę skorzystać, chyba, że chcesz zostać.
- Już wychodzę - zdecydowałam szybko podążając do Miki.
- O czym gadaliście?
- A o niczym. Pomogłam mu umyć tą gębę - wyjaśniłam.
- Jak wy się lubicie - skomentowała podpierając boczki - Bez słów.
I akurat w tym miała rację. Chłopaki twierdzą, że jestem kopią Reusa, a raczej oryginałem. Posiedzieliśmy tak wygłupiając się. Strugi deszczu odbijające się od okna wspomniały mi o moim przyjacielu, Kubie. Wróciły te wszystkie chwile, a tęsknota jeszcze bardziej się nasilała z każdą sekundą.
- O czym myślisz, mała? - usłyszałam głos Marco.
- O nim.. - wyjaśniłam z zamysłem wpatrując się w "ciekawe" okno.
- O Mario?
- Nie. O Kubie - popatrzyłam w niebiesko zielone oczy blondyna.
- Tęsknisz za nim?
- Nawet nie wiesz jak bardzo. Już nigdy się nie spotkamy. On wyjechał. Teraz pewnie jest na drugim końcu świata, a o mnie już nie pamięta - spuściłam głowę.
- Uwierz mi, tego pocałunku nigdy nie zapomni - uśmiechnął się - Nie smuć się już. Niedźwiadek?
- Niedźwiadek - uśmiechnęłam się blado wtulając w umięśnione ramiona Reusa. Przy nim zawsze czułam się bezpiecznie. Dobrze jest mieć takiego przyjaciela.
- Ooo... - zawyła moja przyjaciółka wychodząc z łazienki.
- Dołączysz się? - spytałam. Mój głos był ledwo słyszany, ponieważ Marco ściskał mnie swoimi łapkami.
- Nie, wole nie - zaśmiała się widząc moją minę.
- Marco, chwilę niedźwiadka uważam za skończoną - wydukałam próbując się uwolnić z uścisku.
- Ale ja nie - zaśmiał się.
- Ej, chcę ci coś powiedzieć - krzyknęłam. Podziałało, bo lekko mnie uwolnił.
- Dziękuję - wyszeptałam całując go w czoło - Ty, Mika, Robert i Mario jesteście wszystkim co mam.
- Kocham Cię, siostro - rzekła z wzruszeniem Mika całując mnie w czubek głowy - Ja i Marco postaramy się, żebyś zapomniała o Kubie.
- Dzięki, ale w tym nikt mi nie pomoże. Nigdy go nie zapomnę - z oczu moich wypłynęły łezki.
Siedziałam tak płacząc nie ze złości, że się do mnie nie odzywa, ale ze zmartwienia i tęsknoty za tym co było. Tak bardzo mi go brak...
- Witajcie, miś... - urwał Mario rzucając siatkę z zakupami na ziemię i podbiegając do mnie.
- O co chodzi? - spytał - Nadia, nie płacz.
- Nie umiem - wyjąkałam wtulając się w jego ramiona. On tylko mocno mnie przytulił całując raz po raz w czubek głowy i kiwając się przy tym w lewo i prawo. Marco i Mika zrobili tylko słodkie miny i wyszli.
- Nie płacz już, nie warto - powiedział hipnotyzując mnie wzrokiem i ocierając kciukiem łzę - Gdzie się podziała Nadia, która zawsze była silna, lubiła ryzyko, wszystko olewała i była odważna?
- Los ją zniszczył, a miłość zmieniła - wyszeptałam biegnąc do mojego pokoju. Nie słuchałam nawoływań Mario. Zakryłam głowę poduszką i płakałam jak najgłośniej mogłam. Chciałam by przez to ten ból zniknął, lecz nie wynikło z tego nic pozytywnego. Próbowałam zasnąć, ale również bez skutku.
- Mogę? - spytał brunet wchodząc do mojego pokoju. Widząc mnie w takim stanie, położył się koło mnie na łóżku, wtulił w swoje ramiona. Po rozmowie wpatrywał się we mnie i czekał aż zasnę. Wkrótce również i on pogrążył się w głębokim śnie. Przy tym człowieku czułam się jak w niebie. Wszystko bym oddała, żeby był tylko mój.

**********

[Mario]

Wchodząc do domu Nadii, zamarłem. W żołądku poczułem ucisk, jak przed meczem decydującym o mojej dalszej karierze. Co ja wygaduję! To było o wiele gorsze. Na pewno każdy by się tak czuł widząc dziewczynę którą kocha ponad życie całą zapłakaną.
- Nadia nie płacz.
- Nie umiem – tylko tyle wyjąkała i z wielkim płaczem wtuliła się we mnie. Czułem przyspieszone bicie jej serca. Była taka bezbronna… Nie wiedziałem co zrobić, więc przytuliłem ją najmocniej jak potrafiłem kołysząc jej postać i co jakiś czas całując jej kwiatami pachnące włosy. Marco dał mi znać, że zostawia nas samych. Może i lepiej. Nigdy nie wiadomo co mu odbije.
- Nie płacz już, nie warto – spojrzałem w jej piękne oczy, ujmując jej twarz w dłonie i ocierając łzę płynącą swobodnie po policzku. Jej wzrok mówił „Pomóż”, ale ja nie potrafiłem. Byłem bezradny. Jedynie co mogę ofiarować Nadii to samego siebie. Obecnie potrzebowała kogoś kto ją pocieszy i będzie z nią wtedy kiedy ma złe dni. Natomiast ja chciałbym spędzać z nią każdy dzień. Dzielić się wrażeniami, opowiadać jej wszystkie historie, pocieszać… Być z nią do końca swojego życia, albo jeszcze dłużej.
- Gdzie się podziała tamta Nadia?
- Los ją zniszczył, a miłość zmieniła…
Zdziwiła mnie jej odpowiedź. Widząc jak biegnie po schodach, zapewne do swojego pokoju, zauważyłem, że ona przeżyła o wiele więcej niż sobie wyobrażałem. Dlaczego ciągle tylko cierpi? Matka na każdym kroku stara się zniechęcić ją do życia, ojciec wyjeżdża w delegacje, musiała rozstać się z miejscem, które tak bardzo kochała, pożegnać się z przyjaciółmi, opuścić wszystko co tam przeżyła, zacząć nowe życie tutaj, w Dortmundzie. Była wtedy taka szczęśliwa, aż do powtórnego wyjazdu do Poznania. Dowiedziała się wtedy, że jej kumpel nie kocha ją tak jak tego pragnie, że jest dla niego kimś o wiele więcej. Po lekkim pocałunku, który złożył jej na ustach świat legł w gruzach. Straciła najlepszego przyjaciela, z którym spędzała każdą chwilę, a gdy wyjechała za granicę rozmawiała dniem i nocą opowiadając Kubie o swoich przeżyciach i o różnych drobnostkach. A teraz jej głowę przepełnia myśl, że już nigdy go nie zobaczy. Właśnie ten ciemnooki brunet był jej całym życiem. Teraz została go pozbawiona. Tak bardzo chciałbym cofnąć czas, by Nadia nie cierpiała. Nawet jeśli to spowodowałoby, że byliby razem nie żałowałbym tej decyzji. Pragnę, by była szczęśliwa, nawet jeśli nie ze mną to z kimś innym. Zależy mi tylko na niej. Tak… Kocham ją ponad wszystko i nie mogę o niej zapomnieć. Każdy ranek, każde po południe, każdy wieczór i każdą noc rozpoczynam i kończę myśląc o tej dziewczynie.
Otrząsając się z moich rozmyślań pobiegłem za nią. Stanąłem przed drzwiami i niepewnie w nie zapukałem.
- Mogę? – spytałem. Widząc w jak okropnym jest stanie, podszedłem do jej łóżka i położyłem się obok niej. Objąłem ją ramionami, ale mimo to dalej nie mogła zasnąć.
- Wszystko się ułoży – pocieszałem ją.
- Nie, Mario, nic się nie ułoży. Moje życie bez niego jest skończone.
- Co ty wygadujesz! Masz dla kogo żyć. Dla Miki, Roberta, Marco… Dla mnie – uśmiechnąłem się lekko.
- Dziękuję, że jesteś przy mnie – wyszeptała.
- Drobiazg – pocałowałem ją w policzek.
- Dlaczego to robisz? – spytała po chwili.
- Bo cię kocham – pomyślałem, lecz moje usta nie potrafiły tego wypowiedzieć.
- Bo mi na Tobie zależy – odpowiedziałem przytulając jej głowę do mojej – A teraz spróbuj zasnąć.
- Nie.
- Dlaczego? – spytałem zdziwiony.
- Bo gdy zamknę oczy, boję się, że Ciebie już nie będzie obok, a to wszystko okaże się snem.
- Obojętnie czy w śnie czy w rzeczywistości, nigdy Cię nie opuszczę – wyszeptałem.
Jeszcze przez kilka minut wpatrywałem się w jej twarz. Była taka piękna w świetle księżyca. Przerwało mi brzęczenie telefonu. Wziąłem go do ręki tak, by nie zbudzić Nadii. Był to sms od Reusa:
I jak tam, Goetze? Pamiętaj, jutro na siłownię, więc pilnuj się, żebyś nie miał skurczu ;P Miłej nocy, stary :)”
„Reus, ogarnij się. Nadia jest w kiepskim stanie. Nie mam ochoty na żarty, a tym bardziej nie takie…”
„Sorry, nie wiedziałem…”
„Dobra, nieważne. A wy gdzie się włóczycie, hmm?”
„Tu i tam… A dokładnie podążamy do mojej sypialni. Mam nadzieję, że nie zapomnę tej nocy ;D”
„ Ojj, Reus, ty nic się nie zmienisz. Narka, kochasiu. Nie przeszkadzam ;)”
Jeszcze raz zaśmiałem się do telefonu i poszedłem w ślady Duśki.

Słowa Mario : Ty, śpisz dzisiaj ze mną <3
Jak wam się podoba rozdział? Oceniać w komentarzach :)

8 komentarzy:

  1. Po prostu świetne! Nic dodać, nic ująć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. OOooooo... <3
    Ale on jest słodki! Taki kochany...
    Świetny rozdział jak zawsze! Nie mogę się doczekać co będzie dalej ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże....świetny. Kochana, ja chcę wiedzieć, jak ty umiesz tak świetnie pisać? Aaaaa Mario.... kochany, troskliwy i uroczy. Kocham go <3 No i pisz dalej. Nie chcę być wścibska, ale mogłabyś trochę częściej dodawać rozdziały? Oczywiście jeżeli to nie problem :) Kocham twoje opowiadanie.. Nie jest tak jak inne, że w 5 rozdziale już idą do łóżka kocham !! <3 Za dużo się rozpisałam. Pozdrawiam :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, po prostu. Bardziej udają mi się te rozdziały gdy mam nie za fajny humor :D Ach .. No on jest świetny ;* Przepraszam, ale ostatnio miałam kilka problemów dość poważnych i nie mogłam dodawać. Przepraszam jak kogoś zawiodłam ale bądźcie dla mnie wyrozumiali. Właśnie tak sobie pomyślałam, że czytelnicy bardziej się zaciekawią, jeśli ta cała akcja z zakochanymi nie będzie tak od razu, wtedy lepiej się czyta, jesteś w takim napięciu. Dzięki za te wszystkie komplementy, kochana <3 Ja również

      Usuń
  4. Że ja się zapytam się: co wnosisz tą swoją prostacką fabułą w świat prozy? Tworzysz te real-fiki tylko dla tego że fantazjujesz po nocach że Goteze grzebie ci pod kołdrą? Widzisz cel w dalszym marnowaniu czasu na to gówno? Bo ja nie.
    Weź się dziecko za czytanie czegoś poważnego. Potem pisz ale coś (tak jak już wcześniej mówiłem) poważnego...
    Myślisz że życie jest takie kolorowe że zawsze się bedzie kogoś kochać? Styl u ciebie to jedna, WIELKA porażka.
    Nie usuwaj tego jako kolejnego hejta bo ten krótki kom. nim nie jest...
    Pisz bardziej rozważnie...
    Marcus Krassus

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    2. Piszę tak jak chcę, mam swój styl i nie mam zamiaru kopiować go od innych. Poprzez to chcę jakoś rozweselić moich czytelników, a nie pisać jakieś sztywne teksty, które czyta się z ponurą miną. Większość osób lubi czytać mojego bloga i dla nich to pisze. Jeśli ci się to nie podoba to nikogo nie zmuszam go czytać. A jeśli chodzi o Goetzego to jest tylko opowiadanie. Nie łączę go z życiem rzeczywistnym. To wszystko przeżywa moja bohaterka a nie ja. Właśnie przekonałam się jak potrafisz się skupić na tekście. Szczerze pozdrawiam i dzięki za opinię.

      Usuń