Gdy się przebudziłam,
Mario dalej był obok mnie, leżąc w tej samej pozycji co tamtego wieczoru.
Natomiast obok mojego łóżka znajdował się Robert siedzący na krześle.
- Hej - wyszeptałam mrużąc oczy i nie wyrywając się z objęć Mario.
- Cześć - uśmiechnął się szeroko - Widzę, że dobrze się spało.
- Zajebiście - poprawiłam go.
- Marco poszedł gdzieś z Miką, a ja nie miałem co robić, więc przyszedłem do Ciebie, a raczej do was - uśmiechnął się słodko - Emm, a masz bitą śmietanę?
- I Nutellę - poruszałam brwiami w górę i w dół - Jest w lodówce, znajdziesz.
- Okey, zaraz wracam - odpowiedział wychodząc przez uchylone drzwi. Za ten czas nieustannie przyglądałam się piłkarzowi, który był jeszcze słodszy gdy spał. Jego usta lekko się uśmiechały, a ramiona dalej mnie obejmowały. Jeszcze 3 lata temu byłam jego wierną fanką, w ogóle całej Borussi. Moim marzeniem było ich spotkać chociażby na kilka minut. W każdy wieczór leżąc w łóżku rozmyślałam o nich i układałam sobie scenariusz spotkania. Zawsze sądziłam, że to kiedyś nastąpi, lecz moja nadzieja z dnia na dzień powoli umierała, ale nigdy nie zgasła. A dzisiaj? Jesteśmy jak jedna wielka rodzina. Czuję, że nic nas nie rozdzieli. Moje rozważania przerwał Lewy wchodzący z szyderczym uśmieszkiem. Narysował Mario wąsy i brwi bitą śmietaną, a nutellą zrobił rumieńce. Tak słodko wyglądał, że aż mój kumpel zrobił mu fotkę. Uwolniłam się z objęć ofiary naszego żartu i pobiegłam z Robertem do kuchni.
- Co zrobić na śniadanie? - sama się dziwie, że powiedziałam to na głos.
- Owoce w czekoladzie - zaproponował zadowolony z siebie.
- Ej, dobre - uśmiechnęłam się. Lewy poszedł do sklepu po maliny, banany itp, a ja nakrywałam do stołu. Po godzinie wszystko było gotowe. Nagle usłyszałam krzyk dobiegający z góry.
- Kur*a maać, debile!
Na te słowa obydwoje się roześmialiśmy. W progu ukazała nam się postać bruneta ze złością ale i też ze śmiechem na brudnej twarzyczce.
- To Robert - pokazałam palcem, na co napastnik zrobił minę typu "Odwdzięczę się" lub "Pożałujesz tego" i kręcił głową. W tym momencie wszedł Marco, ale bez swojej ukochanej. Na widok kumpla parsknął niepohamowanym śmiechem i przybili sobie piątkę z Bobkiem. Widząc minę Mario podeszłam do niego i ucałowałam go w policzek, tam gdzie miał Nutellę.
- Słodko wyglądasz - szepnęłam uśmiechając się lekko. Między nami było 10 cm odległości. Gdyby nie chrząknięcie blondaska nie wiadomo do czego by doszło. Goetze podążył do łazienki, a ja dołączyłam do chłopaków.
- Oj, Nadia, nie panujesz nad sobą - pokręcił głową z satysfakcją Marco.
- Dobra już, powiedz to "a nie mówiłem" i po sprawie - popatrzyłam na niego znudzona. Reus podszedł do mnie i szepnął mi do ucha:
- Ty też nie jesteś mu obojętna.
Na te słowa lekko się zarumieniłam. Nie wiem dlaczego, ale po raz pierwszy czułam się nieswojo przed moimi przyjaciółmi.
- Mmm... Ale pychota - zacierał dłonie Mario widząc talerz owoców z czekoladą w porcelanowym kubeczku.
- No to jemy - oznajmiłam. Oczywiście, nie obyło się bez wygłupów. Z nimi nawet sprzątanie dawało wielką frajdę. Robert już poszedł, więc postanowiliśmy, że pójdziemy do kina. Ubrałam kremową sukienkę nad kolano, która od pasa w górę była z koronki, do tego brązowe buty na koturnie i brązową torebkę. Nałożyłam lekki makijaż. Na mój widok chłopcy oniemieli.
- Coś nie tak? - spytałam.
- Idealnie - odparł uśmiechnięty brunet.
- Oczywiście, poszliśmy na komedię. Ogółem nie lubiłam filmów tego typu, ale po tej brzuch mnie bolał. Po filmie poszliśmy do McDonaldu, a następnie szliśmy żółwim tempem po dortmundzkich ulicach. Wtem ujrzałam w oddali osobę, która do nas biegła. Przytuliłam ją z całej siły, to była oczywiście Mika. Pocałowali się namiętnie z Marco. Wtedy popatrzyłam się z uśmiechem na Mario, a gdy nasze oczy się spotkały, od razu odwróciliśmy głowy.
- To gdzie idziemy? - spytałam.
- Mmm ... Mario, my mamy trening - spostrzegł Marco.
- Macie 2 minuty na dobiegnięcie do stadionu. Powodzenia - zaśmiała się Mika spoglądając na zegarek swojego chłopaka. Pożegnaliśmy się buziakiem w policzek i poszliśmy w swoje strony. Ja z Miką poszliśmy do jej domu.
- Jak tam z Marco? - zaczęłam rozmowę rzucając się na jej łóżko i ściągając buty.
- Lepiej być nie może. To cudowny człowiek! - zachwycała się.
- Tak, jest świetny - przyznałam - Można mu zaufać. A u Ciebie jak tam? Summer Love ci przeszła?
- Odkąd pojawił się ten blondasek, zapomniałam o tym. Ajj, po co mi to przypomniałaś, czubie! - uderzyła mnie poduchą. Ja również nie pozostałam dłużna. Takim sposobem cały pokój był w piórkach.
- Jestem w niebie – zaśmiała się głupio moja psiapsióła.
- To się naciesz, bo w przyszłości twoje miejsce jest gdzie indziej – uśmiechnęłam się szyderczo, a widząc jej minę dodałam – Odwiedzę Cię jako człowiek z aureolką.
- Jasne – mruknęła niedowierzająco – Dawno się tak dobrze nie bawiłyśmy.
- Hej - wyszeptałam mrużąc oczy i nie wyrywając się z objęć Mario.
- Cześć - uśmiechnął się szeroko - Widzę, że dobrze się spało.
- Zajebiście - poprawiłam go.
- Marco poszedł gdzieś z Miką, a ja nie miałem co robić, więc przyszedłem do Ciebie, a raczej do was - uśmiechnął się słodko - Emm, a masz bitą śmietanę?
- I Nutellę - poruszałam brwiami w górę i w dół - Jest w lodówce, znajdziesz.
- Okey, zaraz wracam - odpowiedział wychodząc przez uchylone drzwi. Za ten czas nieustannie przyglądałam się piłkarzowi, który był jeszcze słodszy gdy spał. Jego usta lekko się uśmiechały, a ramiona dalej mnie obejmowały. Jeszcze 3 lata temu byłam jego wierną fanką, w ogóle całej Borussi. Moim marzeniem było ich spotkać chociażby na kilka minut. W każdy wieczór leżąc w łóżku rozmyślałam o nich i układałam sobie scenariusz spotkania. Zawsze sądziłam, że to kiedyś nastąpi, lecz moja nadzieja z dnia na dzień powoli umierała, ale nigdy nie zgasła. A dzisiaj? Jesteśmy jak jedna wielka rodzina. Czuję, że nic nas nie rozdzieli. Moje rozważania przerwał Lewy wchodzący z szyderczym uśmieszkiem. Narysował Mario wąsy i brwi bitą śmietaną, a nutellą zrobił rumieńce. Tak słodko wyglądał, że aż mój kumpel zrobił mu fotkę. Uwolniłam się z objęć ofiary naszego żartu i pobiegłam z Robertem do kuchni.
- Co zrobić na śniadanie? - sama się dziwie, że powiedziałam to na głos.
- Owoce w czekoladzie - zaproponował zadowolony z siebie.
- Ej, dobre - uśmiechnęłam się. Lewy poszedł do sklepu po maliny, banany itp, a ja nakrywałam do stołu. Po godzinie wszystko było gotowe. Nagle usłyszałam krzyk dobiegający z góry.
- Kur*a maać, debile!
Na te słowa obydwoje się roześmialiśmy. W progu ukazała nam się postać bruneta ze złością ale i też ze śmiechem na brudnej twarzyczce.
- To Robert - pokazałam palcem, na co napastnik zrobił minę typu "Odwdzięczę się" lub "Pożałujesz tego" i kręcił głową. W tym momencie wszedł Marco, ale bez swojej ukochanej. Na widok kumpla parsknął niepohamowanym śmiechem i przybili sobie piątkę z Bobkiem. Widząc minę Mario podeszłam do niego i ucałowałam go w policzek, tam gdzie miał Nutellę.
- Słodko wyglądasz - szepnęłam uśmiechając się lekko. Między nami było 10 cm odległości. Gdyby nie chrząknięcie blondaska nie wiadomo do czego by doszło. Goetze podążył do łazienki, a ja dołączyłam do chłopaków.
- Oj, Nadia, nie panujesz nad sobą - pokręcił głową z satysfakcją Marco.
- Dobra już, powiedz to "a nie mówiłem" i po sprawie - popatrzyłam na niego znudzona. Reus podszedł do mnie i szepnął mi do ucha:
- Ty też nie jesteś mu obojętna.
Na te słowa lekko się zarumieniłam. Nie wiem dlaczego, ale po raz pierwszy czułam się nieswojo przed moimi przyjaciółmi.
- Mmm... Ale pychota - zacierał dłonie Mario widząc talerz owoców z czekoladą w porcelanowym kubeczku.
- No to jemy - oznajmiłam. Oczywiście, nie obyło się bez wygłupów. Z nimi nawet sprzątanie dawało wielką frajdę. Robert już poszedł, więc postanowiliśmy, że pójdziemy do kina. Ubrałam kremową sukienkę nad kolano, która od pasa w górę była z koronki, do tego brązowe buty na koturnie i brązową torebkę. Nałożyłam lekki makijaż. Na mój widok chłopcy oniemieli.
- Coś nie tak? - spytałam.
- Idealnie - odparł uśmiechnięty brunet.
- Oczywiście, poszliśmy na komedię. Ogółem nie lubiłam filmów tego typu, ale po tej brzuch mnie bolał. Po filmie poszliśmy do McDonaldu, a następnie szliśmy żółwim tempem po dortmundzkich ulicach. Wtem ujrzałam w oddali osobę, która do nas biegła. Przytuliłam ją z całej siły, to była oczywiście Mika. Pocałowali się namiętnie z Marco. Wtedy popatrzyłam się z uśmiechem na Mario, a gdy nasze oczy się spotkały, od razu odwróciliśmy głowy.
- To gdzie idziemy? - spytałam.
- Mmm ... Mario, my mamy trening - spostrzegł Marco.
- Macie 2 minuty na dobiegnięcie do stadionu. Powodzenia - zaśmiała się Mika spoglądając na zegarek swojego chłopaka. Pożegnaliśmy się buziakiem w policzek i poszliśmy w swoje strony. Ja z Miką poszliśmy do jej domu.
- Jak tam z Marco? - zaczęłam rozmowę rzucając się na jej łóżko i ściągając buty.
- Lepiej być nie może. To cudowny człowiek! - zachwycała się.
- Tak, jest świetny - przyznałam - Można mu zaufać. A u Ciebie jak tam? Summer Love ci przeszła?
- Odkąd pojawił się ten blondasek, zapomniałam o tym. Ajj, po co mi to przypomniałaś, czubie! - uderzyła mnie poduchą. Ja również nie pozostałam dłużna. Takim sposobem cały pokój był w piórkach.
- Jestem w niebie – zaśmiała się głupio moja psiapsióła.
- To się naciesz, bo w przyszłości twoje miejsce jest gdzie indziej – uśmiechnęłam się szyderczo, a widząc jej minę dodałam – Odwiedzę Cię jako człowiek z aureolką.
- Jasne – mruknęła niedowierzająco – Dawno się tak dobrze nie bawiłyśmy.
- Racja. Może
pójdziemy na zakupy? – zaproponowała.
- Spoko, a później powłóczymy się po rynku.
- Oczywiście – uśmiechnęła się obejmując mnie ramieniem. Weszłyśmy do Reserved, gdzie wraz z Miką kupiłyśmy sobie takie same bransoletki, następnie House i Cropp Towna. W tym ostatnim sklepie utknęłyśmy na dobre.
- Nadia, rusz się! – jęczała podczas wybierania czapek.
- Która lepsza? Ta, czy ta? – spytałam.
- Są takie same! – odparła znudzona.
- Nie prawda! Bo ta jest z Atlanticy, a tamta z NY – wytknęłam jej język.
- Atlanticy i spadamy – zaśmiała się – żółto czarną.
- No a jak – mrugnęłam podchodząc do kasy. Wracałyśmy już zadowolone mówiąc co nam ślina na język przyniesie. Szczerze, Mika opowiadała tylko o wspaniałościach blondyna, a ja musiałam udawać, że mnie to ciekawi. Dokładnie wiedziałam jaki on jest, ale przy okazji spostrzegłam, że tym razem nie okłamywał nikogo. Wcześniejsze zdobycze oczarowywał swoim sztucznym charakterem, który po jakimś czasie w magiczny sposób znikał.
- Ej, czy ty mnie słuchasz? – spytała podczas gdy wpatrywałam się w bruneta znajdującego się w następnym sklepie – Duśka!
- Poczekaj – szepnęłam dotykając jej ramienia. Chciałam sprawdzić, czy to co ukazało się mym oczom nie było snem. A jednak! To wszystko działo się naprawdę.
- Co? Ten chłopak wpadł ci w oko? – trąciła mnie ze śmiechem.
- Albo mi się zdaje, albo to jest on – popatrzyłam na nią ze zmarszczonym czołem.
- Kto? Kuba? – spytała patrząc na mnie zdziwiona.
- No a kto, sama zobacz – przyglądałam się przyjaciółce, jak natarczywie spogląda na postać. Gdy kiwnęła głową, wiedziałam, że moje przypuszczenia się sprawdziły.
- Idź do niego – uśmiechnęła się lekko – Przecież za nim tęsknisz.
- Nie mogę – spojrzałam przykro kątem oka w jego stronę. Akurat w tym momencie również popatrzył w moje oczy. Nie był to wesoły wzrok – Przysięgliśmy sobie, że nigdy się nie spotkamy. Każdą obietnicę dotrzymywałam. Tej też muszę.
- Nadia, teraz zasady są nieważne! – krzyknęła. Po raz kolejny spojrzałam na chłopaka. On też odwzajemnił ten czyn i pełen smutku i goryczy wyszedł, a raczej wybiegł ze sklepu. Nasze oczy się nie rozstawały, mimo to, że nasze umysły tego chciały. Samotna łza spłynęła mi po policzku, gdy jego postać zniknęła z zasięgu mojego wzroku. Właśnie teraz uświadomiłam sobie, jak bardzo mi go brak. Nie mogę żyć bez takiej osoby. No tak, mam przecież Mikę, ale to nie to samo. Nikt mi go nie zastąpi. Nawet Mario, którego kocham ponad życie. Nadal nie mogę sobie tego wybaczyć, że przez nieodwzajemnioną miłość rozpadła się nasza przyjaźń. Taka trwała i prawdopodobnie bezgraniczna. Tak, taka już na zawsze pozostanie. Gdzieś tam w głębi serca, prawie niewidoczna, ale będzie.
Przyjaciółka widząc moją smętną minę mocno mnie przytuliła.
- Nadia, czy ty… Czujesz coś do niego? – spytała.
- Sama już nie wiem – westchnęłam ocierając łzę – Chodźmy już.
Gdy przyszłam do domu, tym razem do swojego, zastałam pustki. Dziwnie się czułam, ale z drugiej strony będę miała więcej czasu na rozmyślanie. Podążyłam do pokoju ze łzami w oczach. Byłam tak bardzo blisko, a mimo to tak daleko… Nigdy jeszcze nie było mi tak trudno. Weszłam na facebooka z nadzieją, że się rozweselę, niestety, po zobaczeniu posta od Kuby smutek ponownie powrócił. Była to piosenka: Przyjaciel, a post zatytułowany był: Przyjaciel, nic więcej… :c
Weszłam na jego konto, pooglądałam te wszystkie zdjęcia, w większości nasze wspólne. Trochę ich było. Zastanawiałam się czy nie napisać do niego, ale po kilkukrotnym wahaniu, nie potrafiłam. Jeszcze nie teraz. A co jeśli następnym razem będzie za późno? Już miałam napisać pierwszą literę wiadomości, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi. To był Łukasz. Zamknęłam laptopa, a on widząc moje załamanie przykucnął naprzeciw mojego łóżka i zaczął wpatrywać mi się w oczy.
- Nadia, co jest? – spytał troskliwie.
- Straciłam największy skarb – wyznałam – Nigdy go nie odzyskam.
- Domyślam się, że nie chodzi o Mario, bo on od rana wesoły chodzi. Kuba?
- Znasz go? – zdziwiłam się.
- Mario mi o nim opowiadał. Tęsknisz za nim?
- Tak, a co najgorsze spotkałam go wczoraj. Był tak blisko, a mimo to nie mogłam do niego podejść, przytulić, pocałować w policzek jak zawsze. Mój umysł pauzował, a nasze oczy się nie rozdzielały. Pragnęły już zawsze na siebie patrzyć, ale tym razem duma zwyciężyła.
- Nie martw się, mała. Kiedyś się spotkacie – uśmiechnął się blado łapiąc mnie za rękę.
- Nie, Łukasz. Ty nie wiesz o co mi chodzi. Co raz bardziej się oddalamy, aż w końcu stanie się tak, że zapomnimy o tym co było…
- Mogę ci obiecać, że nigdy nie zapomnicie – odparł zdecydowanie – Pomogłaś mi z Ewą, więc ja pomogę Ci z Kubą. Ogarnij się, bo idziemy na miasto.
- Ale, Łukasz… - skrzywiłam się.
- Już! – rozkazał. Posłusznie udałam się do łazienki. Pomyślałam sobie, że nie mogę płakać. Muszę pokazać światu jaka jestem silna chociaż na zewnątrz. Wyszłam gotowa z uśmiechem. Może i wyglądał nieco sztucznie, ale liczą się chęci.
- Taką cię poznałem i taką cię lubię – uśmiechnął się szeroko Piszczek i otworzył drzwi do swojego Porsche.
- A Ewa nie będzie miała za złe, że spędzasz ze mną czas? – spytałam gdy pokazało się czerwone światło.
- Nie no co ty. Wie, że bardzo Cię lubię i nie ma nic przeciwko. Kiedyś musicie się poznać – odparł ruszając.
- Też cię lubię, Łukasz – uśmiechnęłam się. Włączyłam eskę, a my jak to my śpiewaliśmy na całego piosenki.
- Ma się ten talent – zachwycał się.
- Po tacie – zaśmiałam się. Znaleźliśmy się pod wielkim budynkiem w którym jak się później dowiedziałam znajdowało się kino. Tak długo jestem w Dortmundzie, a nigdy tu nie byłam. Poszliśmy na Awatara, bo Łukasz się uparł. Oglądałam ten film stokroć razy i nie wywarł na mnie ogromnego wrażenia. Tego samego nie mogłam powiedzieć o moim towarzyszu. Następnie pospacerowaliśmy po największym z parków w Niemczech. Porozmawialiśmy jak prawdziwi przyjaciele.
- Dziękuję za to wszystko – pocałowałam go w policzek gdy siedzieliśmy już na kanapie u niego.
- Nie ma za co, mała – uśmiechnął się.
- O, cześć – przytuliła mnie Ewa – Ty pewnie jesteś Nadia? Od Marco i Mario już się o Tobie nasłuchałam. Ciągle rozmawiają o Tobie z Łukaszem – zaśmiała się – Jestem Ewa.
- Miło mi. Piszczu mi o Tobie też dużo opowiadał – uśmiechnęłam się.
- Już należysz do WAG’sów? – spytała.
- Nie no co ty! – zaśmiałam się.
- Może już niedługo – mrugnęła – Może chcesz coś do picia?
- Jakieś procenty? – zaproponował Łukasz z szerokim uśmiechem.
- Skorzystam z Twojej propozycji – poklepałam po ramieniu obrońcę. Wypiłam kilka lampek wina ale jako tako trzymałam się na nogach. Mimo wszystko Piszczek uparł się, że mnie odprowadzi, bo nie chce mnie w rowie xD
- Ale ci dzisiaj odbijało – zaśmiał się.
- Ajj, nie tylko dzisiaj – odwzajemniłam – Fajną masz tą dziewczynę.
- Wiem – przytaknął – Nadia, słup!
- Co? – zanim zdążyłam się zorientować wylądowałam na betonie. Łukasz ledwo powstrzymując śmiech mnie podniósł.
- Żebyś się nie zesrał – prychnęłam.
- A uwierz, mało brakuje – śmiał się dalej. Mimowolnie ja również poszłam w jego ślady. W końcu doszliśmy do domu, nie powiem, że w całości ;D Pożegnaliśmy się buziakiem w policzek. Ściągnęłam trampki i podążyłam prosto pod prysznic, który trwał zaledwie 15 minut. Przebrałam się w piżamy i położyłam do łóżka. Spostrzegłam, że coś się wyświetliło na moim telefonie. Jak się dowiedziałam to był sms od Mario:
„Gdzie się podziewałaś? Całe popołudnie Cię nie było”
„ Byłam z Piszczkiem :)” –odpisałam
„To dobrze. Martwiłem się o Ciebie ;*”
Uśmiechnęłam się na te cztery wyrazy. Westchnęłam i przytuliłam telefon do serca. Po raz kolejny zaburczał.
„Co jutro robisz? ^^”
„No to tak… Wstanę rano, umyję się, zjem ;P”
„Hahah, a później? ;)”
„A coo? ;3”
„Pójdziemy się gdzieś przejść? Ale sami ;*”
„Pewnie. Sorry, ale jestem zmęczona. Dobranoc, Mario ;*”
„Dobranoc, kochana ;*”
A może chce mi coś przekazać? – pomyślałam. Zaczęłam pisać na telefonie wierszyk o miłości. Przez przypadek wysłałam go Mario zamiast zapisać go w wersjach roboczych.
„Przepraszam, pomyłka…”
- Spoko, a później powłóczymy się po rynku.
- Oczywiście – uśmiechnęła się obejmując mnie ramieniem. Weszłyśmy do Reserved, gdzie wraz z Miką kupiłyśmy sobie takie same bransoletki, następnie House i Cropp Towna. W tym ostatnim sklepie utknęłyśmy na dobre.
- Nadia, rusz się! – jęczała podczas wybierania czapek.
- Która lepsza? Ta, czy ta? – spytałam.
- Są takie same! – odparła znudzona.
- Nie prawda! Bo ta jest z Atlanticy, a tamta z NY – wytknęłam jej język.
- Atlanticy i spadamy – zaśmiała się – żółto czarną.
- No a jak – mrugnęłam podchodząc do kasy. Wracałyśmy już zadowolone mówiąc co nam ślina na język przyniesie. Szczerze, Mika opowiadała tylko o wspaniałościach blondyna, a ja musiałam udawać, że mnie to ciekawi. Dokładnie wiedziałam jaki on jest, ale przy okazji spostrzegłam, że tym razem nie okłamywał nikogo. Wcześniejsze zdobycze oczarowywał swoim sztucznym charakterem, który po jakimś czasie w magiczny sposób znikał.
- Ej, czy ty mnie słuchasz? – spytała podczas gdy wpatrywałam się w bruneta znajdującego się w następnym sklepie – Duśka!
- Poczekaj – szepnęłam dotykając jej ramienia. Chciałam sprawdzić, czy to co ukazało się mym oczom nie było snem. A jednak! To wszystko działo się naprawdę.
- Co? Ten chłopak wpadł ci w oko? – trąciła mnie ze śmiechem.
- Albo mi się zdaje, albo to jest on – popatrzyłam na nią ze zmarszczonym czołem.
- Kto? Kuba? – spytała patrząc na mnie zdziwiona.
- No a kto, sama zobacz – przyglądałam się przyjaciółce, jak natarczywie spogląda na postać. Gdy kiwnęła głową, wiedziałam, że moje przypuszczenia się sprawdziły.
- Idź do niego – uśmiechnęła się lekko – Przecież za nim tęsknisz.
- Nie mogę – spojrzałam przykro kątem oka w jego stronę. Akurat w tym momencie również popatrzył w moje oczy. Nie był to wesoły wzrok – Przysięgliśmy sobie, że nigdy się nie spotkamy. Każdą obietnicę dotrzymywałam. Tej też muszę.
- Nadia, teraz zasady są nieważne! – krzyknęła. Po raz kolejny spojrzałam na chłopaka. On też odwzajemnił ten czyn i pełen smutku i goryczy wyszedł, a raczej wybiegł ze sklepu. Nasze oczy się nie rozstawały, mimo to, że nasze umysły tego chciały. Samotna łza spłynęła mi po policzku, gdy jego postać zniknęła z zasięgu mojego wzroku. Właśnie teraz uświadomiłam sobie, jak bardzo mi go brak. Nie mogę żyć bez takiej osoby. No tak, mam przecież Mikę, ale to nie to samo. Nikt mi go nie zastąpi. Nawet Mario, którego kocham ponad życie. Nadal nie mogę sobie tego wybaczyć, że przez nieodwzajemnioną miłość rozpadła się nasza przyjaźń. Taka trwała i prawdopodobnie bezgraniczna. Tak, taka już na zawsze pozostanie. Gdzieś tam w głębi serca, prawie niewidoczna, ale będzie.
Przyjaciółka widząc moją smętną minę mocno mnie przytuliła.
- Nadia, czy ty… Czujesz coś do niego? – spytała.
- Sama już nie wiem – westchnęłam ocierając łzę – Chodźmy już.
Gdy przyszłam do domu, tym razem do swojego, zastałam pustki. Dziwnie się czułam, ale z drugiej strony będę miała więcej czasu na rozmyślanie. Podążyłam do pokoju ze łzami w oczach. Byłam tak bardzo blisko, a mimo to tak daleko… Nigdy jeszcze nie było mi tak trudno. Weszłam na facebooka z nadzieją, że się rozweselę, niestety, po zobaczeniu posta od Kuby smutek ponownie powrócił. Była to piosenka: Przyjaciel, a post zatytułowany był: Przyjaciel, nic więcej… :c
Weszłam na jego konto, pooglądałam te wszystkie zdjęcia, w większości nasze wspólne. Trochę ich było. Zastanawiałam się czy nie napisać do niego, ale po kilkukrotnym wahaniu, nie potrafiłam. Jeszcze nie teraz. A co jeśli następnym razem będzie za późno? Już miałam napisać pierwszą literę wiadomości, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi. To był Łukasz. Zamknęłam laptopa, a on widząc moje załamanie przykucnął naprzeciw mojego łóżka i zaczął wpatrywać mi się w oczy.
- Nadia, co jest? – spytał troskliwie.
- Straciłam największy skarb – wyznałam – Nigdy go nie odzyskam.
- Domyślam się, że nie chodzi o Mario, bo on od rana wesoły chodzi. Kuba?
- Znasz go? – zdziwiłam się.
- Mario mi o nim opowiadał. Tęsknisz za nim?
- Tak, a co najgorsze spotkałam go wczoraj. Był tak blisko, a mimo to nie mogłam do niego podejść, przytulić, pocałować w policzek jak zawsze. Mój umysł pauzował, a nasze oczy się nie rozdzielały. Pragnęły już zawsze na siebie patrzyć, ale tym razem duma zwyciężyła.
- Nie martw się, mała. Kiedyś się spotkacie – uśmiechnął się blado łapiąc mnie za rękę.
- Nie, Łukasz. Ty nie wiesz o co mi chodzi. Co raz bardziej się oddalamy, aż w końcu stanie się tak, że zapomnimy o tym co było…
- Mogę ci obiecać, że nigdy nie zapomnicie – odparł zdecydowanie – Pomogłaś mi z Ewą, więc ja pomogę Ci z Kubą. Ogarnij się, bo idziemy na miasto.
- Ale, Łukasz… - skrzywiłam się.
- Już! – rozkazał. Posłusznie udałam się do łazienki. Pomyślałam sobie, że nie mogę płakać. Muszę pokazać światu jaka jestem silna chociaż na zewnątrz. Wyszłam gotowa z uśmiechem. Może i wyglądał nieco sztucznie, ale liczą się chęci.
- Taką cię poznałem i taką cię lubię – uśmiechnął się szeroko Piszczek i otworzył drzwi do swojego Porsche.
- A Ewa nie będzie miała za złe, że spędzasz ze mną czas? – spytałam gdy pokazało się czerwone światło.
- Nie no co ty. Wie, że bardzo Cię lubię i nie ma nic przeciwko. Kiedyś musicie się poznać – odparł ruszając.
- Też cię lubię, Łukasz – uśmiechnęłam się. Włączyłam eskę, a my jak to my śpiewaliśmy na całego piosenki.
- Ma się ten talent – zachwycał się.
- Po tacie – zaśmiałam się. Znaleźliśmy się pod wielkim budynkiem w którym jak się później dowiedziałam znajdowało się kino. Tak długo jestem w Dortmundzie, a nigdy tu nie byłam. Poszliśmy na Awatara, bo Łukasz się uparł. Oglądałam ten film stokroć razy i nie wywarł na mnie ogromnego wrażenia. Tego samego nie mogłam powiedzieć o moim towarzyszu. Następnie pospacerowaliśmy po największym z parków w Niemczech. Porozmawialiśmy jak prawdziwi przyjaciele.
- Dziękuję za to wszystko – pocałowałam go w policzek gdy siedzieliśmy już na kanapie u niego.
- Nie ma za co, mała – uśmiechnął się.
- O, cześć – przytuliła mnie Ewa – Ty pewnie jesteś Nadia? Od Marco i Mario już się o Tobie nasłuchałam. Ciągle rozmawiają o Tobie z Łukaszem – zaśmiała się – Jestem Ewa.
- Miło mi. Piszczu mi o Tobie też dużo opowiadał – uśmiechnęłam się.
- Już należysz do WAG’sów? – spytała.
- Nie no co ty! – zaśmiałam się.
- Może już niedługo – mrugnęła – Może chcesz coś do picia?
- Jakieś procenty? – zaproponował Łukasz z szerokim uśmiechem.
- Skorzystam z Twojej propozycji – poklepałam po ramieniu obrońcę. Wypiłam kilka lampek wina ale jako tako trzymałam się na nogach. Mimo wszystko Piszczek uparł się, że mnie odprowadzi, bo nie chce mnie w rowie xD
- Ale ci dzisiaj odbijało – zaśmiał się.
- Ajj, nie tylko dzisiaj – odwzajemniłam – Fajną masz tą dziewczynę.
- Wiem – przytaknął – Nadia, słup!
- Co? – zanim zdążyłam się zorientować wylądowałam na betonie. Łukasz ledwo powstrzymując śmiech mnie podniósł.
- Żebyś się nie zesrał – prychnęłam.
- A uwierz, mało brakuje – śmiał się dalej. Mimowolnie ja również poszłam w jego ślady. W końcu doszliśmy do domu, nie powiem, że w całości ;D Pożegnaliśmy się buziakiem w policzek. Ściągnęłam trampki i podążyłam prosto pod prysznic, który trwał zaledwie 15 minut. Przebrałam się w piżamy i położyłam do łóżka. Spostrzegłam, że coś się wyświetliło na moim telefonie. Jak się dowiedziałam to był sms od Mario:
„Gdzie się podziewałaś? Całe popołudnie Cię nie było”
„ Byłam z Piszczkiem :)” –odpisałam
„To dobrze. Martwiłem się o Ciebie ;*”
Uśmiechnęłam się na te cztery wyrazy. Westchnęłam i przytuliłam telefon do serca. Po raz kolejny zaburczał.
„Co jutro robisz? ^^”
„No to tak… Wstanę rano, umyję się, zjem ;P”
„Hahah, a później? ;)”
„A coo? ;3”
„Pójdziemy się gdzieś przejść? Ale sami ;*”
„Pewnie. Sorry, ale jestem zmęczona. Dobranoc, Mario ;*”
„Dobranoc, kochana ;*”
A może chce mi coś przekazać? – pomyślałam. Zaczęłam pisać na telefonie wierszyk o miłości. Przez przypadek wysłałam go Mario zamiast zapisać go w wersjach roboczych.
„Przepraszam, pomyłka…”

Fajne, fajne :D pisaj dalej :** świetnie
OdpowiedzUsuńDziękuję :) Jasne że będę <3
UsuńCo za żenada...
OdpowiedzUsuńDalej musisz truć?
Po raz kolejny zaburczał. - chyba zawibrował...
A może chce mi coś przekazać? – pomyślałam. Zaczęłam pisać na telefonie wierszyk o miłości. Przez przypadek wysłałam go Mario zamiast zapisać go w wersjach roboczych.
„Przepraszam, pomyłka - no może twoja bohaterka dostanie literackiego nobla za tomik pt. Cienie BVB <3
Szkoda że to co piszesz nie ma żadnej przyszłości ...
Nie będę cię tu przeklinać bo każdy może wyrazić swoją opinię na temat mojego bloga. Jeśli ci się nie podoba nikt cię nie prosi o czytanie tych opowiadań. Lubię je pisać i chcę dzielić się tym z innymi nawet jeśli ktoś jest przeciwko. Nie mam zamiaru zostać w przyszłości jaką pisarką czy poetką. Piszę to dla rozrywki dzięki temu mogę oderwać się od rzeczywistości i trochę pofantazjować. Nie wiem kim jesteś ale nie zważając na twoją wypowiedź dalej będę pisać tego bloga. Przykro mi.
UsuńSą ludzie dla których czytanie tego bloga jest miłą odskocznią od rzeczywistości. Skoro ci się nie podoba to po kiego grzyba to czytasz? Wyraziłeś swoją opinię ale autorka postanowiła wciąż pisać (za co jestem jej wdzięczna <3). Większość tego typu blogów jest pisana żeby zobaczyć czy są ludzie którym podoba się to co robisz, czy są tacy którzy myślą tak jak ty, a nie po to żeby kiedyś profesjonalnie pisać. Gdyby tak było na rynku byłaby ogromna ilość niesprzedających się książek. Ja jednak takie blogi lubię i czytać będę choćbyś nie wiem co mówił na ten temat.
Usuń