niedziela, 9 czerwca 2013

Rozdział 9



Nastał już ranek. Niepewnie otwarłam oczy. Tak jak myślałam, Mario był jeszcze pogrążony w śnie. Tak słodko wyglądał, a jeszcze gdy się uśmiechnął mogłabym patrzyć na niego nieustannie. Nie mogę okłamywać siebie, nie mogę wmawiać sobie, że kocham go tak jak przyjaciela. Przecież nie wyobrażam sobie życia bez takiej osoby. Zamknęłam powieki ponownie nie ruszając się. Poczułam na sobie wzrok chłopaka, lecz postanowiłam nie dawać oznak, że nie śpię. Po chwili usłyszałam jak chłopak wstaje z łóżka. Już miał zamiar wyjść, lecz wrócił do mnie i... Pocałował mnie lekko w usta. Sądziłam, że to sen, który zaraz przestanie istnieć. Na szczęście była to piękna rzeczywistość. Może kiedyś będę mogła w każdy dzień budzić się w jego ramionach otoczona troską i miłością... Gdy wyszedł z pokoju, podeszłam do okna i z uśmiechem delikatnie dotykałam moich ust. Właśnie na nich Mario Goetze złożył mi słodki pocałunek. Otworzyłam okno, a moje włosy poplątał wiatr. Wyskoczyłam siadając na parapecie po drugiej stronie. Słońce świeciło mocniej niż kiedykolwiek, kwiaty tak pięknie pachną, soczyste owoce wiszą na gałązkach drzew, wiatr miło gładzi twarz. To wszystko wydawało się takie kolorowe od teraz... Moje życie z piekła zmieniło się w bajkę. Zapomniałam o przeszłości, o mojej matce. Nagle ktoś pociągnął mnie za nogi. Tak to była Mika.
- Buu - zaśmiała się gdy ja zaliczyłam glebę.
- Odwala Ci? - spytałam wstając.
- Co tak rozmyślasz?
- Chodź przejdziemy się to ci wszystko opowiem. Znając Lewego za chwilę zaczai się i będzie podsłuchiwał.
- Spoko, ale tak w piżamie pójdziesz? - zdziwiła się. Wiedziała, że ja zawsze lubię ładnie wyglądać.
- Eee tam taka piżama. T-shirt i szorty - machnęłam ręką i poszłyśmy na dortmundzką plażę.
- Więc zamieniam się w słuch - uśmiechnęła się moja kumpela wpatrując się we mnie niczym w ekran Tv.
- Mario mnie pocałował...
- Pierd*lisz! Kiedy?
- No dzisiaj. Przed chwilą. Spałam z nim.
- Że co? - zdziwiła się.
- Nie, nie nic nie było! - zaśmiałam się orientując co przed chwilą powiedziałam- Oglądaliśmy jakiś horror no i ja się bałam. Tak więc w środku nocy poszłam do niego. Nic poza tym! Jezu, Mika zgarszam cię.
- To trzeba było tak od razu. Teraz jestem pewna, że on też coś do ciebie czuje. Bo po co miałby cię całować?
- Może, może... - uśmiechnęłam się tajemniczo - Dobra, powinnam już spadać. Chłopaki będą się martwić.
- Yhym, bo zauważą - parsknęła.
- Zauważą, bo będzie za cicho. To może spotkamy się jeszcze dzisiaj?
- A nie lecisz do Polski?
- Podobno przełożyli lot. Będzie dopiero za 3 dni. Lecę z nimi.
- To fajnie! Nareszcie spotkasz się z Wojtkiem i Kubą.
- Taak, tęsknie za nimi. Oke, to narka - podniosłam się z piasku i szybko pobiegłam w stronę mojego domu.

W tym samym czasie...  (Mario)
- Stary, wszystko gra? - spytał mnie Marco przyglądając się uważnie.
- Jasne, spoko - upewniłem go wychodząc na taras.
- Coś taki wesoły? - spostrzegł Robert.
- A co brzydko mi z uśmiechem?
- Nie ale...
- Dobra. Spałem z Nadią.
- Już ją przeleciałeś? - krzyknął Marco - A mówisz, że ja taki jestem.
- Bo jesteś. I nie, nie przeleciałem jej, deklu. Śnił jej się ten horror, więc do mnie przyszła, bo ciebie to nawet nie warto budzić.
- Oooo ... I nasz Mario chętnie się nią zaopiekował - mrugnął Lewy.
- Dobra, zboki z wami nie można się dogadać - powiedziałem zrezygnowany.
- Oke, sorry - przeprosili mnie.
- Gadaj, podoba ci się? - spytał na poważnie Marco.
- Mhm - uśmiechnąłem się.
- Tylko jak ją zranisz nie odpowiadam za siebie - pogroził mi Robert.
- Wiem, mamusiu - zaśmiałem się - A odkąd ty taki opiekuńczy się stałeś?
- Od zawsze - pokazał nam język.
- Taa jasne, a jak byłem chory to nawet wody mi nie przyniósł - poskarżył się Reus.
Naszą rozmowę przerwała Nadia jak zwykle wparowała do salonu i rzuciła się na kanapę.
- A gdzie się to było? - spytał Lewandowski.
- A co biografie piszesz? - szybko mu odpowiedziała.
- A żebyś chciała wiedzieć.
- Aż tak wykształcony to ty chyba nie jesteś - wtrącił Marco.
- Tak to już jest jak się kwiatki wrzątkiem podlewało - dodałem po czym wszyscy się zaśmialiśmy.
- Wow w piżamie wyszłaś? - spytałem zdziwiony. Nie miałem nic do tego, ale Nadia nigdy by tak nie zrobiła, mimo że i w tym wygląda bosko.
- A co nie podoba ci się? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. Ja tylko lekko się uśmiechnąłem. Akurat wtedy zadzwonił telefon Marco.
- Ej ja muszę jechać do rodziny. Tata dzwonił.
- Spoko. Narka - pomachał mu Robert.
Reus jak zwykle pożegnał się z nami, a Lewy gwałtownie popatrzył na zegarek.
- Co jest? - spytałem kumpla.
- Muszę jechać po Ankę. Miała wracać 5 minut temu.
- Hahah, rzeczywiście jesteś opiekuńczy - wyszczerzyła swoje piękne, białe ząbki Nadia.
- Daj mi już spokój - speszył się brunet - Ja lecę.
- Miło. Nara - posłałem mu cwaniacki uśmiech.
- Nara, głąbie - przybił mi piątkę - Mam cię na oku.
- Mam 20 lat. Opanuj się, stary! - pogoniłem go, a ten szybko zamknął drzwi.
- A ty? - spytała mnie dziewczyna.
- Co ja?
- Też gdzieś idziesz?
- Nie. Zostaję z Tobą. Emm ... A masz wolny czas?
- No mam.
- Poszłabyś ze mną na spacer?
- Pewnie - posłała mi swój jeden z najpiękniejszych uśmiechów świata - A gdzie?
- Dowiesz się.
Odprowadziłem ją wzrokiem, aż do samego pokoju. Sądzę, że mam u niej jakieś szanse...

(Nadia)
Ucieszyłam się, gdy Mario zaprosił mnie na wspólne wyjście. Byłam wdzięczna chłopakom, że opuścili mój dom. Ciągle myślę o tym pocałunku... Czy zrobił to, bo mnie kocha? Czy po prostu tak jak Marco przeleci i rzuci. Mam nadzieję, że jest inny niż blondyn. Ubrałam białą tunikę na szerokich ramiączkach, ciemnoniebieskie spodenki i białe japonki. Rozpuściłam włosy i zeszłam do chłopaka. Obawiałam się czy nie zmienić bluzki.. Ale nie, jednak nie. Postawię na luz.
- Jestem - oznajmiłam schodząc po schodach. Mario zmierzył mnie wzrokiem i wpatrywał się w moje oczy niczym w jakiś piękny eksponat. Postanowiłam więc chrząknąć.
- Wstąpimy jeszcze do mnie - przemówił - Nie pójdę w dresach.
- Spoko.
Spowolniliśmy kroku, po tym gdy dostałam sms-a od Marco i Roberta, że nie odwiedzą mnie dzisiaj. Byłam im mega wdzięczna za to, że nie będą przeszkadzać. Bo jak to oni, rzucą jakiś głupi tekst i same sprzeczki. Oczywiście nie poważne :D. Tak więc za postanowieniem Goetzego udaliśmy się do jego domu. Przebrał się w czarne spodenki po kolana, oraz niebieską bluzkę z krótkim rękawem. Doradziłam mu by ubrał vansy.
- Jaka cisza bez tych ćwoków - uśmiechnął się.
- Taa, ale co by to było za życie bez nich - stwierdziłam.
- I bez ciebie - dodał.
Postanowiłam już się zamknąć. Nie chciałam przerywać tej ciszy. W mojej głowie ciągle brzmiały te słowa. Po 30 minutach doszliśmy na wybrane miejsce. Mario wyciągnął z torby z nike lustrzankę.
- Co ty masz zamiar robić?
- Sweetaśne fotki - uśmiechnął się.
- Niee! Ja ohydnie wyglądam na zdjęciach - skrzywiłam się.
Rozłożyłam koc, położyłam się na nim i zaczęłam opalać. Na szczęście Bóg obdarzył mnie taką cerą, że nie opalałam się na czerwono. Niestety ktoś obsypał mnie piaskiem.
- Mario! Ja miałam krem na ciele! Teraz piasek mi się lepi do nóg! - wrzasnęłam na niego.
- Bywa - zaśmiał się i począł zakopywać mnie całą w piasku.
- Ty debiluu! - tylko tyle zdążyłam wypowiedzieć, bo chłopak zakrył mi ręką usta i kontynuował swoją czynność. Na koniec wstał, by zobaczyć efekt.
- Teraz pomóż mi wstać! - rozkazałam. Pociągnął mnie za rękę, a ja wstałam bijąc go piaskiem.
- Teraz piasek mam za bluzką! - popatrzyłam na niego smutno.
- Pomóc Ci się go pozbyć? - spytał.
- Nie, dziękuję. Poradzę sobie! - zaśmiałam się odwracając się do niego tyłem i próbując strzepnąć piasek. Nic z tego. Przykleił się do mojego ciała. Odwróciłam się ze złośliwym uśmiechem do mojego towarzysza i zaczęłam go gonić jak małe dziecko. Niestety, później role się odwróciły. Złapał mnie i wziął ręce.
- Mario, puść! - krzyczałam. Mimo to, że ludzie się na nas patrzyli on nie zwracał na to uwagi.
- Nie - wystrzeżył ząbki. Ściągnął sobie koszulkę i pobiegł ze mną prosto do morza. Myślałam, że go zabije. Chciałam się uwolnić ale nic z tego wskoczył ze mną do największej fali. On to ma pomysły.
- Patrz jak ja wyglądam! - patrzyłam na niego z wyrzutem stojąc w wodzie.
- Ładnie - zaśmiał się łaskocząc mnie.
- Hahahahahahah, przestań, nie! - po chwili obydwoje znaleźliśmy się na brzegu. Leżał koło mnie patrząc mi się głęboko w oczy. Przerwałam tą chwilę oblewając go wodą. Po 3 godzinach spędzonych nad wodą, poszliśmy do domów szybko się przebrać, a następnie na boisko. Grałam w stroju Reusa z 11, który mi kiedyś dał, gdy pierwszy się o tym dowiedział. Mario bez przerwy mnie faulował, oszukiwał, wymuszał rożne, popychał, albo łaskotał. Na koniec wziął mi buta, schował go do torby twierdząc, że jest czarodziejem i but zniknął. Tak więc był zmuszony nieść mnie na rękach do domu. Tam o dziwo czekała na mnie moja przyjaciółka. Była zdziwiona tą scenką.
- Yyy .. To może przyjdę później - uśmiechnęła się speszona.
- Nie zostań - nakazałam.
- Zobaczycie się jutro, paa! - Mario zamknął drzwi kładąc mnie na kanapę.
- Wszystko mnie przez ciebie boli - zaśmiałam się - Oddawaj buta.
- Nie oddam - uśmiechnął się cwaniacko trzymając go wysoko. Niestety, przy moim wzroście 166 cm trudno było dosięgnąć jego ręki.
- Oddaj. To nie moje buty tylko Marco.
- No i?
- Prooosze, Mario oddawaj!
- A co za to będę miał? - spytał
- A co chcesz? - wybuchnęłam ponawiając próby wzięcia buta.
- Buziaka - wystrzeżył ząbki.
- Okey - zgodziłam się i pocałowałam go w policzek.
- Nie o takiego buziaka mi chodziło - mrugnął.
- Chyba cię poje*ało - zaśmiałam się.
- Coś czuję, że nie chcesz tego buta - popatrzył się po ścianie zrezygnowany. Wzięłam jego twarz w moje ręce i mocno pocałowałam.
- Emm, zapomniałam telefonu - usłyszałam głos Miki zza pleców - Sorki.
- Ku*wa mać - krzyknął Goetze.
- Nie przerywajcie sobie - uśmiechnęła się - Wpadnę jutro.
- Pa - pożegnałam się machając - Oddawaj tego buta.
- Nie. Nie pamiętam żebyś mi dała tego buziaka - skłamał szczerząc się.
- Kłamczuuuch! Dawaj - wrzasnęłam wywalając go na ziemię i odzyskując utraconą rzecz.
Spędziliśmy ze sobą jeszcze dwie godziny, następnie Mario poszedł do siebie. Cały dzień postanowiłam podsumować gorącą kąpielą, telefonem do Kuby (oczywiście, nie opowiedziałam mu o tym zdarzeniu) i głębokim snem.

sobota, 8 czerwca 2013

Rozdział 8



Rano zbudził mnie dźwięk telefonu. To był Robert:
- Co znowu? Nie masz co robić tylko ludzi o świcie budzić? - spytałam zaspana.
- Tak w ogóle to cześć - zaśmiał się - I... jest 12.00 mała. Mamy trening. Wpadniesz?
- Co, kurw*? Mogłeś mnie wcześniej zbudzić - wydarłam się - Jasne, idę się ubrać.
- Hahahah, do zobaczenia.
- No, no pa.
Szybko popędziłam do mojej szafy. Wyciągnęłam bokserkę czarną z logiem BVB i białe krótkie spodenki. Schodziłam już do kuchni, ubierając czarne Converse. Nagle spadłam na dół.
- Jezu, Nadia wszystko gra? - spytała mnie przestraszona przyjaciółka.
- Hahahah, je*łam - zaśmiałam się.
- Wariatka z Ciebie. Nic ci nie jest?
- Niee no co ty! - zaprzeczyłam szybko wstając. Wzięłam jabłko i powiadomiłam Mikę, że nadszedł czas by dowiedziała się z kim ja żyję. Szłyśmy już w stronę S.I.P, kiedy zaczęłam rozmowę:
- Wiesz, zastanawiałam się nad tym, czy nie wyjechać do Polski. Tak na dwa dni.
- Dobry pomysł. Ale musisz kogoś wziąść.
- Wiem. Chcę, żebyś ze mną pojechała. Jutro...
- Kochana, bardzo bym chciała, ale moja mama przyjeżdża do mnie w odwiedziny. Dawno jej nie widziałam...
- Aha, spoko. To spytam się chłopaków. Pozdrów ją ode mnie - uśmiechnęłam się wgryzając się w jabłko. Właśnie wchodziłyśmy na murawę.
- Nadia, ja się wstydzę - wyznała mi trzymając mnie monco za ramię.
- Idziesz ze mną. Wystarczy, że ja jestem śmiała - uśmiechnęłam się.
Chłopcy oczywiście nas powitali. Przedstawiłam wszystkim po kolei Mikę. Siadła koło Leitnera i gawędziła z nim. On był w miarę normalny, więc nieźle się dogadywali. Ja podeszłam do "moich" chłopaków.
- Siemka, Nadia. Słyszałem, że nieźle grasz w piłkę - uśmiechnął się Santana.
- Emm, a skąd o tym wiesz? - spytałam ze zdziwieniem, na co Lewy tylko się uśmiechnął
- Robert, ty debiluuu - krzyknęłam po polsku i kopnęłam go z kolanka w tyłek. Reus wziął mi jabłko i zaczął je gryźć.
- Marco, daj mi to! To moje śniadanie - popatrzyłam na niego smutną minką, na co on pokręcił głową robiąc dziubek z ust i zaczął uciekać. Goniliśmy się tak po całym boisku.
- Huehuehue. I co teraz? - spytał oglądając się za siebie.
- A no nic - powiedziałam przyspieszając. Przezywaliśmy się, biliśmy, turlaliśmy się po ziemi. Nawet się nie zorientowałam, a temu wszystkiemu przypatrywał się trener i wszyscy na boisku. O matko, jaka wpadka!
- Reus, złaź ze mnie - krzyknęłam gdy ten rzucił się na mnie i nie zamierzał wstać. Postanowiłam go zwalić, aż tak że biedactwo spadło na ziemię.
- Chłopaki, do mnie! - przywołał ich trener - Marco robisz 6 kółek, a reszta po 3.
- Ale, trenerze - sprzeciwił się zdyszany blondyn - Ona mnie biła, ja tylko się broniłem!
- Ani słowa - zaśmiał się Klopp.
- Trenerze, a czy Nadia może z nami ćwiczyć? - spytał Kuba.
- Kubuuuś, bądź taki miły i zamknij paszcze - podkreśliłam dwa ostatnie słowa.
- Prooosimy - zawył Piszczek.
- Skoro chcecie - popatrzył na mnie błagalnie Jurgen, na co ja kiwnęłam głową.
- Tylko że ja nie mam stroju. Mats, pożyczę sobie! - oznajmiłam nie czekając na pozwolenie chłopaka, pobiegłam do szatni. Ubrałam na siebie strój BVB i wybiegłam na boisko.
- Słooodko - uśmiechnął się Mario.
- No wieeem - zaśmiałam się.
- To najpierw Marco i Nadia 6 kółek. Pozostali 4.
- Ale miały być 3 - wspomniał Schieber.
- Chcesz więcej?
- Już biegnę.
Biegłam razem z tą trójką. Wygłupialiśmy się. Lewy już skończył biegnąć, więc położył się na murawie. Korzystając z tego, że biegłam koło niego chwycił mnie za nogę i ściągnął buta. Zaczęłam się z nim bić, ale szybko znalazłam się pod nim. Jest silniejszy. Na szczęście nadeszła moja wybawczyni! Narzeczona Roberta.
- Ejj, Robert, zostaw ją! - zaśmiała się Ania - Biedaaaczka.
- Ratunkuuu - krzyknęłam specjalnie, by trener się popatrzył.
- Lewandowski, dodatkowo 3 kółka - zdecydował.
- Ale... No dobra.
Wyśmiałam go i pobiegłam do Ani, by zamienić z nią kilka słów. Tak nam minął trening. Mecze, wygłupy... Skończyliśmy po 3 godzinach. Do domu wróciłam w towarzystwie Miki. Siadłyśmy na kanapie, obydwie zmęczone.
- Padam – odezwała się moja przyjaciółka.
- Taak, stwierdzam, że rozmowa z Leitnerem jest nieziemsko wyczerpująca – zaśmiałam się – ja musiałam robić 6 kółek i to przez tą blondynkę! – pokazałam na plakat Marco.
- Hahah. Biednaa – pogłaskała mnie po ramieniu – Jak wy się lubicie.
- Taa, jak pies z kotem – przytaknęłam – Chcesz coś do picia?
- Kakao jak masz – uśmiechnęła się.
- Jasne, że mam – odpowiedziałam i powoli pokierowałam się w stronę aneksu kuchennego. Przyrządziłam zachciankę Miki, a sobie zrobiłam kawę mrożoną. Z braku tematów, ponieważ wszystkie wyczerpały się tamtej nocy włączyłam Tv. Leciały powtórki Ligi hiszpańskiej, Mika oglądała z zaciekawieniem, ze względu na przystojniaków. Ja tam wolałam naszych Borussen.
- Ej, Nadia lecimy na zakupy? – spytała gdy magazyn się skończył.
- Aaa co skończył się program z twoimi hiszpankami? – zakpiłam – Spoko, ale się pójdę przebrać. Nie wybiorę się tam w barwach BVB.
- Czekaam.
Pobiegłam do góry, pomalowałam się, uczesałam wysokiego kucyka, ubrałam koszulkę z kołnierzykiem na którym były ćwieki, czarne rurki i kremowe baleriny. Po chwili zeszłam do mojej kumpeli.
- Gdzie się tak odstawiłaś? – spytałam zmieżając ją wzrokiem – Ogar, idziemy tylko na zakupy.
- Nie chcę ci przynieść wstydu – zaśmiała się.
- Dobra, chodź już – pogoniłam ją biorąc czarną torebkę. Po 20 minutach drogi byłyśmy już w galerii. Oczywiście pierwszym sklepem odwiedzonym przeze mnie był Nike. Tym razem nic sobie tam nie kupiłam. Byłam więc zmuszona chodzić z Miką do H&M i takich tam.. W końcu zakupiła sobie tunikę, o której od dawna marzyła. Ja kupiłam sobie długi naszyjnik z 3 centymetrowym napisem: Belive. Zadowolone wróciłyśmy do swoich domów. Drzwi do mojego domu były otwarte. No tak, kto inny to mógł być jak nie oni. Cała Borussia rozłożyła się na kanapie i krzyczeli niczym małe dzieci grając w fifę. Codzienny widok…
- Widzę, że się rozgościliście – rzuciłam patrząc jak Mario kiwie się w lewo i prawo, oraz drze jak jakieś dziecko. W kim ja się zakochałam?
- Dajce mi pyknąć meczyk – prosiłam, a raczej rozkazałam siadając między Lewym a Piszczkiem.
- Bo ty umiesz! – zadrwił Langerak.
- Lepiej od was, cioty! – sprzeciwiłam się wyrywając joystick Kubie.
- Marco zagrasz? – spytałam.
- No jasnee, znowu chcę cię zobaczyć jak się marasz, złotko! – krzyknął.
- Jestem Borussią to ci od razu mówię – uśmiechnęłam się szyderczo.
- Ejj no. Ja chcę nimi być! – zrobił smutną minkę.
- Nie, ja nimi jestem!
- Nie chce żebyś była mną w fifie!
- Przeżyje, dawaj mi too! – wrzasnęłam gdy Reus wziął mi joystick.
- Nie! – krzyknął – Mamuuuuusiu – zrobił maślane oczka patrząc na Roberta.
- Słucham, córeczko? – zadrwił z kumpla Lewy.
- Ona mnie bijee – pokazał na mnie palcem.
- Słusznie, daj jej joystick! – zaśmiał się – Już!
- Ty idioootko! – wybuchnęli śmiechem piłkarze.
- Dobra ty będziesz Realem. Rozgromię cię!
- Powodzenia, mała – uśmiechnął się lekko, gdy mecz już się zaczął. Wszyscy patrzyli na nas dziwnie. Zachowywaliśmy się gorzej niczym małpy w zoo. Ale opłaciło się bo wygrałam 3:2.
- Hahaha, Reeus, jaka ciota. Dziewczyna cię pokonała! – wyśmiał go Mario.
- Bieedny Reusik – pogłaskali go po ramieniu Łukasz i Błaszczyk.
- Ojj, cienko, cienko! – poklaskałam w dłonie – Trzymaj tak dalej.
- Weźcie się ogarnijciee – zaśmiał się Lewandowski – Nie martw się, córeczko, kupię ci różową sukieneczkę.
Wszyscy się roześmialiśmy z tego teatrzyku. No tak to już jest, gdy masz przyjaciół bezmózgowców.
Marco, Mario i Robert zadecydowali bez mojej wiedzy, że u mnie zanocują, bo się „boją”. Tak więc, reszta zawodników pożegnała się ze mną jak przystało i wyszli. O dziwo, nie pozostawili zbytniego bałaganu.
- No więc, co wy tu jeszcze robicie? – spytałam trójcę, która wlepiała we mnie oczy.
- Siedzimy – odpowiedział Mario.
- No chyba widzę – popatrzyłam na niego.
- Mamy zamiar zostać tu z Tobą – uśmiechnął się cwaniacko Marco.
- Wiesz, ja w porównaniu do Ciebie, umiem o siebie zadbać – zażartowałam.
- Nocujemy u Ciebie i już – zadecydował Mario.
- Nie powiedziałam, że się zgadzam. Robert, a ty nie powinieneś do Anki lecieć?
- Razem z Ewą pojechały gdzieś.
- Taa, ona też ma cię dość – mruknęłam.
- Słyszałem! – wrzasnął.
- Dziękuję za powiadomienie – uśmiechnęłam się – No to co macie zamiar robić, łosie? – spytałam dosiadając się do nich.
- No nie wieem.
- Heem, tylko ciekawe jak się pomieścicie. Marco ty śpisz z Mario, a Lewy na ziemi – zaśmiałam się.
- Nie ma mowy! My śpimy z tobą – zadecydował Gotzeus.
- Ciekawe. Ja chcę się wyspać, a znając was będziecie mnie bić, albo zwalać z łóżka.
- Nie masz wyjścia – uśmiechnął się Robert.
- Mam jeden pokój gościnny. Są tam dwa łóżka. Więc nie zadowole was spaniem ze mną!
- Spoko, ale ja śpię u ciebie w pokoju – zaśmiał się Mario.
- A to czemu?! Nie mam zamiaru spać na materacu, cioto! – sprzeciwiłam się.
- Bo masz wygodne łóżko, a Marco strasznie chrapie!
- Nie prawda – oburzył się Reus – Ja tylko oddycham.
- Taa .. – odpowiedział Mario.
- No dobra. Lewy na kanapie, ja na materacu, Marco też w pokoju gościnnym, ale nie na jednym, uprzedzam – popatrzyłam na blondyna na co on posmutniał – A Mario w moim ukochanym pokoju.
- Spoko – uśmiechnął się Goetze.
- Dobra, no to ja idę wam pościelić, a wy wybierzcie jakiś film. Nie mam zamiaru cały wieczór patrzyć na wasze ochydne buźki! – rzuciłam idąć po pościel.
- Miło mi – odpowiedział sarkazmem Lewy.
- Ejj, ja przystojny jestem! – sprzeciwił się Marco.
- No jak nałożysz make up, naturalnieee – dodał Mario.
Później trwała sprzeczka, której już nie słyszałam, bo wyszłam na górę. Wzięłam kołdry, poduszki i dwa materace, po czym podążyłam do pokoju gościnnego. Gdzie miałam spać z Marco. Pościeliłam je i zeszłam na dół z kołdrą i poduszką.
- Ooo, jak miło że tak o nas dbasz – uśmiechnął się słodko Goetze biorąc kołdrę.
- To nie dla ciebie, debiluu! – wyrwałam mu rzecz po czym on spadł z kanapy.
- No widzicie, to dla mnie! – pokazał język Robert.
- Nie ciesz się, Lewy. Czeka cię spanie na kanapie – przypomniałam mu, ale on dalej droczył się z kumplami.
- Dobra, dziewczynki – westchnęłam siadając między Marco a Mario – Jaki film wybraliście?
- Rec. Zajebisty horror – oznajmił Robert wkładając płytkę do odtwarzacza DVD.
- Jeszcze masz plazmę, ale będzie się oglądało – pocierał ręce Mario.
- Ejj, bo się będę bała! – powiedziałam ze smutną minką.
- Spoko, zawsze możesz się przytulić – poruszał brwiami brunet.
- No chyba nie skorzystam – zaśmiałam się. Właśnie zaczął się seans. Patrzyć na minę Marco bezcenne. Mimowolnie musiałam skorzystać z oferty mojego kumpla. Ten film był bardzo straszny. A Mario szczęśliwy jak małe dziecko objął mnie ramieniem i dalej oglądał tą scenkę. Nawet nie zauważyłam kiedy przytulił się do mnie Marco, a do Marco Robert. Musiało to wyglądać! xD Reus i Lewandowski zaczęli zakrywać oczy kołdrą, Nie wiem po co jak mimo to patrzyli. Ja nie musiałam tego robić, bo z całej siły ściskałam brzuch Mario. Nie ukrywam, aż tak słaba nie jestem.
- Nadia mocniej się nie da? Biedny Mario wątrobę mu zgnieciesz – zaśmiał się Lewy.
- Ty nie lepszy. Ośliniłeś sobie kołdrę – odpowiedziałam mu.
- To Marco! – bronił się.
- Taa, jasne – pokazał mu środkowy palec.
- Jesteście jak dzieci – stwierdziłam.
- I za to nas kochasz – dodał blondyn.
- Dokładnie – uśmiechnęłam się – Robert już usypia. Chodźcie na górę, damy mu spokój.
- No dobra – posmutniał Mario kończąc bić kumpla – Kolorowych snów, żabko.
- Dobranoc, ropucho – pożegnali się mile, po czym Lewy zakrył się kołdrą. Zgasiłam światło i na palcach wyszłam po schodach. Oczywiście, chłopaki musieli iść jak najgłośniej się da, by zdenerwować Lewandowskiego.
- Aaał, Marco nie szczyp mnie! – zasyczałam.
- Sorka, myślałem, że to Mario – szepnął.
- Raniiisz – zrobiłam smutną minkę i przyspieszyłam kroku. Taa, właśnie wtedy zaczęliśmy się gonić po schodach, a następnie po korytarzu. Na szczęście Goetze skręcił już do mojego pokoju. Pozostało mi tylko jakoś uspokoić Marco.
- Ejj, blondynko! – uderzyłam go wchodząc do pokoju.
- Brunet! – odgryzł się.
- Dobra idź ty już lepiej śpij – powiedziałam rzucając się na łóżko.
- Czemu ja mam różową kołdrę? – spytał z wyrzutem.
- Dobieram do osobowości, blondynko – mruknęłam i zamknęłam oczy.
Szybko zasnęłam. Niestety w nocy wybudziłam się ze snu. Był okropny! Śnił mi się ten horror tylko że tam aktorem głównym byłam ja. Chciałam się przytulić do Marco, ale on spał jak zabity. Postanowiłam nawet nie próbować go budzić. Moje próby byłyby daremne i tak dalej by spał. Tak więc wyszłam z pokoju biorąc kołdrę. Moim kierunkiem była sypialnia, w której spał Mario.
- Mario – szepnęłam podchodząc do niego.
- Co się stało? – spytał zaspany.
- Mogę z Tobą spać?
- Jasne, chodź – zrobił mi miejsce koło siebie. Położyłam się na ciepłym łóżku, a on mocno mnie przytulił.
- Co cię do mnie sprowadza? – uśmiechnął się.
- Śnił mi się Rec tylko, że ja, ty, Marco i Robert tam byliśmy zamiast tych aktorów i…
- Cii. To tylko sen. Śpij już – przerwał mi jeszcze bardziej wtulając mnie w siebie. Po chwili zasnęłam otoczona jego ramionami. Ta chwila mogła trwać wiecznie…

____________________________________________________________________________________________

"Otoczona czułością, zaszczycona obecnością, otulona jego bliskością odpłynęła w krainę snu, lecz wtedy jeszcze nie wiedziała, że niedługo powróci do szarej rzeczywistości, a zapach jego perfum pozostanie na jej ciele..."

KOMENTOWAĆ PROSZĘ!!!

czwartek, 6 czerwca 2013

Rozdział 7



To był nikt inny jak Mika. Weszła z trzaskiem zamykając drzwi do domu. Po chwili znalazła się w moim pokoju.
- Przyznam, że ciszej nie mogłaś wejść - wyszczerzyłam się i mocno się przytuliłyśmy.
- Poczekaj tu na chwilę, ja idę zamknąć drzwi - oznajmiłam i zniknęłam za ścianą sypialni. Przekręciłam klucz i poczęłam robić kakao. Podałam przyjaciółce gorący kubek ulubionego napoju i zaczęłyśmy pogawędkę.
- Tyle ostatnio się działo - mówiła, przerywając dmuchaniem zwartości kubka - Jest tyle tematów.
- Przed nami cała noc - zaśmiałam się - Mam nadzieję, że wystarczy. Dawno cię nie widziałam, co robiłaś przez te dni?
- Byłam na wakacjach z siostrą. Rzadko się spotykamy, tak więc chciałyśmy spędzić razem ten czas. A ty, misiek?
- Ciągle spędzałam czas z chłopakami. Wiesz jak to z nimi jest - uśmiechnęłam się lekko.
- Ty to masz szczęście - pokiwała głową Mika, pijąc napój, a ja powtórzyłam czynność.
- Ee tam, nie przesadzaj - usiadłam po turecku na łóżku przed kumpelą - Też przecież nie masz najgorzej. Kiedyś pójdziesz ze mną na trening to cię zapoznam z tymi ćwokami.
- A właśnie, a propo treningów... Powiedziałaś im o piłce?
- Tak, przed chwilą - wyszczerzyłam ząbki - Najpierw dowiedział się Marco, a Lewy i Mario przez przypadek. Zobaczyli mnie jak gram z blondaskiem na boisku. A to pech!
- Może i lepiej. Znając ciebie nigdy byś im nie powiedziała - zaśmiała się moja towarzyszka - Lubisz ich co?
- Kocham jak braci. Ciebie też, mychoo - przytuliłam ją mocno - Ale czuję, że jednego kocham bardziej niż pozostałych.
- Oooo, Naduś się zakochała - zanuciła Miki.
- Jeszcze Ci nie opowiedziałam wszystkiego, a ty już wyciągasz wnioski, młoda! - wrzasnęłam szturchając ją.
- No to słucham! - usadowiła się wygodnie i popijała kakao.
- Od kilku dni zaczęłam czuć do Mario coś więcej niż tylko przyjaźń. I tak dalej, wiesz o co chodzi. A dzisiaj, gdy było mi zimno pożyczył mi bluzę... Na koniec, pożegnał mnie nie tylko zwyczajnym uściskiem jak zawsze, tylko pocałował mnie w policzek, prawie w kącik ust. Ostatnio zachowuje się tak... No nie wiem jak, ale imponuje mi tym.
- Bujasz! - wytrzeżyła gały moja przyjaciółka i zaśmiała się rozmyślając jak wtedy mogła wyglądać.
- Porąbało Cie? Po co miałabym takie coś wymyślać.
- Wiem, że gadasz prawdę, ale nie miałam co powiedzieć - wtedy razem wybuchnęłyśmy ogromnym śmiechem - Dla niego też nie jesteś chyba obojętna...
- Myślisz?
- No, raczej! Choćby przeanalizuj dzisiejszy dzień. Przecież to nie jest normalne! Nadia!
- Chyba masz rację, ale nie zamierzam robić tego pierwszego kroku. Jeśli mu na mnie zależy, odważy się.
- No wątpię. Zależy ci na nich, a nie powiedziałaś im o swoim talencie... - ciągła dalej.
- Matkoo, ile będziesz mi to wypominać?
- All life - uśmiechnęła się Mika - Przyniosłam ze sobą żelki.
- Chcesz żebym przytyła? - spytałam z wyrzutem.
- Kochana, jesteś chuda, więc nie przejmuj się zbytnio kaloriami - pocieszyła mnie.
Oglądnęłyśmy jakąś komedię romantyczną. Moja kumpela oczywiście uwielbiała takie filmy. Ja tam nie gustowałam w tym podobnych rodzajach, ale były takie momenty w których mnie naprawdę zaciekawiło. Była już godzina 1.00. My nadal nie miałyśmy co robić.
- Chcesz coś do picia? Ejj, mam piwko! - przypomniałam sobie.
- Na co czekasz?! Przynoś!
Zeszłam na dół po napoje procentowe. Zjawiłam się w moim pokoju z 8 puszkami piwa. Nie obyło się bez gubienia napojów po drodze xD
- Jeezu, Duśka, masz zamiar to wypić? - zdziwiła się.
- Dortmund zmienia ludzi. Masz - wręczyłam jej jedną puszkę i zaczęłyśmy pić łyk po łyku.
Mika wodząc wzrokiem po pomieszczeniu napotkała album z fotografiami. Jeden zatytułowany był: Dzieciństwo , a drugi: od 2012 roku.
- Oglądamy? - spytała.
- Spoko - uśmiechnęłam się zgniatając już pusty pojemnik.
- Ooo patrz jakie słodkie - wzruszyła się przyjaciółka, gdy na zdjęciu byłam ja i Wojtek w wieku 2 lat. Młody całuje mnie w policzek.
- Te czasy - wspomniałam. Pooglądałyśmy albumy, pogadałyśmy o chłopakach i postanowiłyśmy ułożyć się do snu. Była już 4.00

wtorek, 4 czerwca 2013

Rozdział 6



Po kilku minutach zjawił się Marco, ubrany w jeansy i koszulę w kratkę. Wyglądał świetnie. Szliśmy ulicami Dortmundu i rozmawialiśmy:
- Co tam u Ciebie? Dawno się o to nie pytałem - uśmiechnął się lekko Marco. Zauważyłam, że to był sztuczny uśmiech.
- Może być. Zastanawiam się czy nie pojechać do Polski. Tak na kilka dni. Oczywiście z Wami - spytałam wpatrując się w biegające dzieci.
- Jesteś pewna, że chcesz spotkać się z matką? - popatrzył na mnie.
- Nie z nią. Tylko z tatą. Dawno go nie widziałam. Tak bardzo chciałabym, żeby mnie przytulił. Brakuje mi go.
- Polecimy z Tobą do Poznania. Spotkasz się z ojcem i po kilku dniach wrócimy z powrotem do Dortmundu, okey? - spytał. Wiedział jakie jest to dla mnie ważne.
- Naprawdę?
- Pewnie. Zadzwonię jutro do chłopaków. Wylot do Polski jest chyba za 3 dni.
- Dziękuję Ci, Marco - przytuliłam go mocno - Chodźmy gdzieś w ciche miejsce. Muszę Ci coś powiedzieć.
- Mam się bać? - zaśmiał się.
- Nie dotyczy to Ciebie - upewniłam go.
Reus bardziej znał okolice, więc zaprowadził mnie na pagórek. Nie było tam żadnego domu, ani głosu ludzkiego. Tylko piękna łąka usiana rozmaitymi kwiatami. Siadłam na największym wzgórku i wpatrywałam się w zachodzące słońce.
- Ładnie tu - szepnęłam.
- Tak. Zawsze przychodzę do tego miejsca, by przemyśleć sobie kilka spraw.
Posiedzieliśmy na chwilę w milczeniu. W końcu blondyn jako pierwszy się odezwał.
- Co chciałaś mi powiedzieć? - spytał bawiąc się trawą.
- Bo ja... - znowu zabrakło mi odwagi. Czemu aż tak się zmieniłam? Gdzie popełniłam błąd? Gdzieś po drodze zgubiłam moją szczerość.
- Czuję, że coś ukrywasz - odwrócił się przodem do mnie i patrzył mi głęboko w oczy, na co ja spuściłam głowę.
- Ja nie jestem taka jaką mnie znacie - wydusiłam.
- Jesteśmy z Tobą tyle, że wiemy jaka potrafisz być - uśmiechnął się.
- Mi nie chodzi o charakter. Tylko o moje zainteresowania. Marco, ja... Skłamałam - przyznałam smutno.
- Jak to skłamałaś? - spytał z niedowierzaniem mój towarzysz.
- Moim życiem nie jest tak jak innych dziewczyn oglądanie dramatów romantycznych, przeżywanie koszmarów gdy mi się paznokieć złamie, czy wiatr poplącze mi włosy. Nie jestem taka pusta jak inne by dbać tylko i wyłącznie o siebie. Moje życie to nie chodzenie prawie w każdy dzień do kosmetyczki, fryzjera lub solarium. Moje życie to... Moje całe życie to piłka... - wyjąkałam i głęboko westchnęłam. Nareszcie mogłam to komuś powiedzieć. Poczułam ogromną ulgę w sercu.
- A... Ale jak to? - pytał dalej - Czemu mi o tym nie powiedziałaś?!
- Tak to. Moim drugim światem jest piłka nożna. To ... To jest jak narkotyk. Nie mogę przestać grać, dlatego robiłam to po kryjomu. Nie chciałam, byście mnie uważali za chłopczycę. Myślałam wtedy, że nigdy nie znajdę chłopaka i... Bałam się. Pierwszy raz w życiu się czegoś bałam. Gdy chodziłam do gimnazjum czy podstawówki, grałam jako jedyna z chłopakami w nogę, w klubie piłki nożnej, który potem zmienił nazwę na Lech Poznań. To było coś pięknego. Zostać piłkarzem to takie nierealne marzenie, a mimo to tak bliskie spełnienia! Wstydzę się komukolwiek to wyznać. Nawet Lewemu...
- Kochana! Nie możesz tak tego dusić w sobie - powiedział podekscytowany - Nigdy nie spotkałem jeszcze kogoś takiego. Widać, jak to mówisz to na twojej twarzy jest takie przejęcie... Taka miłość. Musisz to ujawnić światu.
- Marco, nie teraz. Proszę.
- To jest niesamowite - zaśmiał się i mocno mnie przytulił - Dochowam tajemnicy, ale musisz to jeszcze komuś powiedzieć. Nie możesz tak tego w sobie trzymać.
- Może i masz rację - uśmiechnęłam się - Mario będzie zadowolony z tego, że ma taką kumpelę.
Zauważyłam, że gdy wymówiłam imię jego przyjaciela. Marco posmutniał
- Wszystko gra?
- Kiedyś będziemy musieli się rozstać …
- Jak to? Nie rozumiem.
- No, nie będziemy wiecznie w Borussi. Mario pójdzie gdzie indziej, ja gdzie indziej a Lewy jeszcze gdzie indziej. Każdy w swoją stronę… Będzie mi ich brakowało. Ciebie też.
- Nasza przyjaźń, całej czwórki przetrwa wszystko – przytuliłam go.
- Obiecujesz? – spytał jak małe dziecko, któremu mówi się, że pójdzie na karuzelę.
- Obiecuję – uśmiechnęłam się – Marco…
- Tak? – spytał patrząc na swoje adidasy.
- Masz jeszcze czas? – zapytałam niepewnie.
- Dla ciebie zawsze, mała – uśmiechnął się słodko. Lubiłam jak tak do mnie mówił…
- Pójdziesz ze mną na boisko?
- Ale, teraz? – zdziwił się – Przecież za chwilę będzie ciemno. Już 20.00.
- Przeszkadza Ci to? Jeśli się boisz, możesz na mnie liczyć – zażartowałam z kumpla.
- Bardzo śmieszne – stwierdził patrząc na mnie z obrazą, która jak się dowiedziałam była tylko udawana – Chodźmy. Tylko jeszcze pójdziemy do mnie. Nie mam piłki.
Poszliśmy szybkim krokiem do domu Marco. Na szczęście znajdował się on niedaleko. Po 5 minutach byliśmy na miejscu. Czekałam na niego podpierając ścianę przy drzwiach wejściowych. Szedł po schodach, ale po chwili usłyszałam, że zawraca.
- No chyba nie będziesz tak stać – zachichotał – Chodź na górę.
- Ale ty idziesz pierwszy – powiedziałam szybko popychając go. Dobrze sobie zapamiętałam jak się skończyło nasze wchodzenie na piętro. No nie ukrywam, jego garderoba nie grzeszyła czystością. Tyle szafek i półek, a mimo to wszystko walało się po podłodze. Przeskakując porozwalane buty doszłam do szafy.
- Ej, stary ty masz więcej ubrań niż ja – zauważyłam otwierając po kolei wszystkie szafki i zerkając na całokształt. Obydwoje się zaśmialiśmy. Wręczył mi strój BVB oczywiście z jego imieniem, oraz korki. Miał rozmiar 37, ponieważ gdy kiedyś w dzieciństwie grał w klubie jeszcze przetrwały mu buty. Dziwne, przy takim porządku. Miałam już zamiar wyjść, lecz blondyn zawołał:
- Gdzie idziesz?
- No chyba do łazienki, idiotoo! Przebrać się muszę.
- Możesz tutaj. Nie mam nic przeciwko – uśmiechnął się łobuzersko, na co ja spiorunowałam go dziwnym spojrzeniem
- Zboczuch! – krzyknęłam.
- Od rana same komplementy – zaśmiał się, a ja pokierowałam się w stronę łazienki. Ta łazienka była taka piękna. Zapewne kosztowała tyle co dwa pomieszczenia w moim domu. Ale… W końcu to piłkarz, więc może sobie pozwolić na luksusy. Przebrałam się i wyszłam.
- Jaaak słodko! – zrobił sweetaśną minkę.
- Dziękuję – zaśmiałam się – Ile ty masz tych koszulek?
- Około 15 – stwierdził myśląc.
Marco był już gotowy więc wzięliśmy tylko piłkę i podążyliśmy na boisko. Miałam nadzieję, że nikt nie zobaczy mnie w tym stroju. Ale by były jaja :D . Po piętnastu minutach przed moimi oczyma ukazała się piękna, soczystozielona murawa, dwie bramki, trybuny, linie boczne, rożne, piłka… Przypomniały mi się te rozgrywki z dzieciństwa. Porażki, wygrane… Wzięłam głęboki oddech, uśmiechnęłam się do kolegi i wbiegliśmy na boisko. Byłam tak pełna radości, jakby miało spełnić się moje największe marzenie. Po minutowej sprzeczce Marco zadecydował, że on zacznie. Matka natura nauczyła ustępowania głupszym. Biedny Reusik zwijał się na murawie, po tym jak go sfaulowałam ślizgając się. Podeszłam do niego pytając z troską:
- Wszystko ok?
- Wiesz trochę mnie boli … - nie dokończył, ponieważ pociągnął mnie za rękę i wywalił koło siebie. Leżeliśmy tak wpatrując się w niebo.
- To niesprawiedliwe – stwierdziłam ze smutkiem patrząc na niego.
- Mała, sprawiedliwość dzisiaj nie istnieje – uśmiechnął się złowieszczo i wstał. Przywłaszczył sobie oczywiście piłkę.
- Ejj, a mi nie łaska pomóc wstać?! – krzyknęłam gdy on strzelał bramki po drugiej stronie boiska.
- Bóg obdarzył cię rękami i nogami – zawołał nie przerywając swojej czynności.
- Dżentelmen posrany – mruknęłam zawiązując buta.
- Słyszałem! – oznajmił – Strzeliłem ci 6 goli.
- Braawo! Jarasz się, że wbiłeś w puste okienko. Jakbyś się nie skapnął, bejbe to ja za ten czas leżałam na murawie – popatrzyłam na niego z politowaniem.
- No to teraz stawaj na budzie – rozkazał – Patrzyć jak się kompromitujesz, bezcenne!
Stanęłam tak, jak mój przyjaciel chciał na środku bramki. Skupiłam swój wzrok tylko i wyłącznie na piłkę, bo na strzelca lepiej się nie patrzyć xD Obroniłam tak ponad 5 goli, aż w końcu udało mu się wbić i było 3:0. Postanowiłam kiwnąć go i tak zrobiłam. Podążyłam do bramki, a ona zaszeleściła. Po pół godzinie było 3:2. Zarządziliśmy przerwę. Marco miał przy sobie wodę, z której później zostało niecałe pół zawartości.
- Niezła jesteś – pochwalił mnie – Nie wiedziałem, że tak grasz.
- Cieszę się, że mogłam Ci to powiedzieć – uśmiechnęłam się lekko, a on objął mnie ramieniem.
Blondyn zawiadomił mnie, że jeszcze odpocznie. Ja nie chciałam marnować czasu, więc wzięłam piłkę w swoje ręce i zaczęłam wykonywać różne tricki. Reus z dumą i lekkim uśmiechem przyglądał się raz mojej twarzy, a raz piłce, która podkręcała się przy każdym dotknięciu mojego ciała.
- Nadia..?! – usłyszałam krzyk zdziwienia za plecami. Popatrzyłam na mojego kumpla, a on na mnie. Więc, jeśli to nie był on to był … Mario i Robert. O nie, tylko nie oni! Nie chciałam, żeby dowiedzieli się w taki sposób. Miałam zamiar odłożyć tą sprawą na jutro, albo pojutrze, albo… Odwróciłam się tyłem udając, że nic nie słyszałam. Niestety, mój plan nie wypalił. Lewy podszedł do mnie i popatrzył mi się w oczy.
- Co wy tu robicie? – spytałam nieśmiało.
- Raczej co ty tu robisz?! – ciągnął dalej brunet.
- Przecież ty nie interesujesz się zbytnio piłką – wtrącił Goetze.
- Też tak myślałem, dopóki nie dowiedziałem się co kryje w sobie nasza ukochana istota – odpowiedział im Marco.
- Przepraszam Was, chłopaki… - wyjąkałam i usiadłam koło Mario.
- Ale… Czemu ty nic nie powiedziałaś? – spytał mnie kumpel.
- Serio, chcesz wiedzieć?! Wstydziłam się, rozumiesz?! Wstydziłam! Pomyślałam sobie, że tylko chłopaki grają w nogę i nie będę się wyróżniać. Postanowiłam to ukryć przed wszystkimi. Myślicie że było mi lekko?! Chodząc na wasze treningi walczyłam z moim sumieniem. Miałam ochotę wyjść na to boisko i grać razem z wami… Ale na szczęście coś mi nie pozwoliło. Próbowałam wam to powiedzieć, ale za każdym razem, ktoś zaczynał nowy temat, a później zabrakło mi odwagi. Postanowiłam więc z tym skończyć. W gimnazjum odeszłam z klubu piłkarskiego w którym grałam jedyna z dziewczyn i chciałam zacząć nowe życie. Wyjechałam do Dortmundu, myśląc, że tu zapomnę o tym wszystkim… Niestety to jest jak nałóg! Nie mogę tego zostawić… To jest niemożliwe.
- Nadia, zamurowało mnie… - przemówił Lewy rozmyślając nad tym co wyznałam – No ale czemu to ukrywasz?
- Bo… Nie chciałam, by ktoś uważał mnie za chłopczycę. Myślałam, że gdy tego nie zataję… To nigdy nie znajdę miłości… - wyjąkałam obracając piłkę.
- Marco już o tym wie? – spytał Mario.
- Tak. Dowiedział się dzisiaj – odpowiedziałam – Nie miejcie mi tego za złe, ale…
- Spokojnie, młoda – pogłaskał mnie po ramieniu Robert – Możesz na nas liczyć.
Uśmiechnęliśmy i objęliśmy się. Cieszyło mnie to, że zareagowali tak a nie w inny sposób. Dobrze jest mieć takich przyjaciół jakimi byli właśnie oni.
- Zagrasz? – spytał szczerząc się Mario.
- Jasne – odpowiedziałam. Cała nasza paczka wyszła na murawę. Rozegraliśmy mecz. Byłam w składzie z Lewym, a ta nierozłączna dwójka grała przeciwko nam. Oczywiście wygraliśmy 5:3. Dwa gole strzeliłam ja, a pozostałe mój kumpel. Zmęczeni zeszliśmy z boiska. Odwróciłam się, by jeszcze raz ujrzeć oświetlone boisko. Spojrzałam z tęsknotą i uśmiechem.
- Chodź, Nadio – popchnął mnie lekko Marco.
- Masz talent – wszczął rozmowę Robert.
- Ej, chłopaki obiecujecie, że nikomu ani słowa? – spytałam patrząc na nich.
- My nie, ale ty musisz – zdecydował Mario.
- Poje*ało Cie? – wrzasnęłam.
- Mnie nie, ale czy ciebie, w to nie wątpię – zaśmiał się – Nadia, ty cioto!
- Mores.
- Zbok
- Idź na drzewo rąbać kokosy i prostować banany.
- Stare to tak samo jak ty – pokazał mi język Goetze.
- Ale jare. I jesteś starszy, pedale!
- Tylko nie pedale, kochanie.
Pozostała dwójka zaczęła się śmiać z naszych „kłótni”
- Nie mów tak do mnie!
- Nie mogę, kochanie.
- Marcoo, powiedz mu coś – poprosiłam kumpla.
- Coś – wyjąkał cały czerwony.
- To nic nie da kochanie – śmiał się w najlepsze brunet.
- Jeśli się nie zamkniesz, to z miłą chęcią przekrzywię ci ten słodki ryjek! – wrzasnęłam mu prosto w twarz
- Moje kochanie uważa, że mam słodki ryjek – jarał się Mario.
- Ej, ej uspokójcie się! – wtrącił Robert, opanowując swój śmiech – Rozejm.
- Rozejm – powtórzyliśmy równocześnie.
- Obiecacie, że cokolwiek się stanie, będziemy przyjaciółmi? – wypalił Marco.
- A tobie co? – spytał Goetze.
- Chcę mieć pewność.
- Nie wierzysz nam? – zdziwiłam się.
- Nie to chciałem powiedzieć…
- Dobra, dobra nie dręczmy go – uśmiechnął się Lewy. On zawsze umie znaleźć rozwiązanie sytuacji.
- Przyjaciele na zawsze – upewniłam go.
- Na zawsze – powtórzyła reszta i złożyliśmy przysięgę „splutymi dłońmi”. Zaczęliśmy się śmiać.
- Zimno mi – mruknęłam głaskając rękę. Mario słysząc to zarzucił mi na plecy bluzę z BVB.
- Dziękuję – posłałam mu słodki uśmiech.
- Uuuu .. – zawył Reus.
- Ty nie wyj, tylko się od niego ucz! – poradziłam przyspieszając kroku.
- Narka – pożegnał się Marco całując mnie tradycyjnie w policzek, a chłopakom podając rękę.
Po chwili również Robert był zmuszony się z nami pożegnać. Najbliżej mnie znajdował się dom drugiego bruneta. Szliśmy więc w ciszy. Stanęliśmy przed jego domem. Uścisnęliśmy się na pożegnanie. Oprócz tego, ku mojemu zdziwieniu pocałował mnie w policzek, ale bliżej ust… Prawie w sam kącik. Uśmiechnął się tajemniczo i wszedł do środka. Wpatrywałam się kilka sekund w jego dom, aż wreszcie ruszyłam w drogę powrotną do mojego budynku. Idąc tak uśmiechałam się rozmarzona… Ten jego boski uśmiech, oczy pałające radością i tajemniczością, poczucie humoru… Jeszcze ten taki jakby pocałunek… To wszystko takie piękne. Wchodząc do domu rzuciłam torbą na środek korytarza i rzuciłam okiem na zegarek. Była już 23.00. Nie chciało mi się spać, więc zadzwoniłam do Miki.
- Halo? – usłyszałam jej miękki głos w słuchawce telefonu.
- Zbieraj się, nocujesz u mnie – zawiadomiłam ją i się rozłączyłam.
Po 30 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. To był nikt inny jak… M