niedziela, 16 czerwca 2013
Rozdział 12
Wstałam o 7.00 rano. Napisałam smsa do Marco, Mario i Roberta, by przypomnieć im o wyjeździe. Tylko Lewy odpisał. Reszta pewnie była pogrążona w śnie, a w szczególności Goetze. Zwlokłam się do jadalni, zjadłam gofra i poszłam się ubrać. Postanowiłam założyć brązowe rurki z czarnym paskiem, do tego czarną bluzkę z krótkim rękawem, czerwone Converse oraz czerwoną marynarkę. Włosy upięłam w koka i nałożyłam delikatny makijaż. O 8.00 byłam już gotowa. Zapakowałam tylko mp4 i wyszłam z torbą zamykając drzwi. Moim kierunkiem był dom Mario. Stanęłam przed drzwiami i nacisnęłam na dzwonek. Otworzył mi zaspany gospodarz.
- Siemka, śpiochu - przywitałam się - Gotowy?
- Żartujesz? Jeszcze się nie spakowałem - ziewnął i wpuścił mnie do środka.
- A co wczoraj robiłeś?! - wrzasnęłam.
- Emm... No ... Grałem w fife z Felixem - uśmiechnął się.
- Ubierz się i umyj. Spakuję Ci rzeczy - odpowiedziałam zrezygnowana.
- Kochana jesteś - ucałował mnie w policzek i udał się po schodach do łazienki.
Poszłam do jego garderoby. Otworzyłam szafę i spakowałam ubrania według mojego gustu. Jak na chłopaka nieźle się ubierał. Zajęło mi to pół godziny, a mój kumpel dalej nie wyszedł z łazienki.
- Mario?! Ile tam można siedzieć? - krzyknęłam pukając co raz mocniej w drzwi.
- Zaraz wyjdę - oznajmił.
- Taa .. Jasne - westchnęłam i udałam się do jego pokoju. Położyłam się na wygodnym łóżku i czekając na niego pisałam smsy z Teo oraz Kubusiem. Rozmyślałam jak uniknąć spotkania z matką. Niestety, to niemożliwe. Przecież tata z nią mieszka. Dziwię się, że wytrzymuje z taką kobietą jaką jest Kasandra.
- Nie za wygodnie ci? - zaśmiał się wchodząc do pokoju.
- Teraz nie dziwię się dlaczego tak długo śpisz - uśmiechnęłam się wstając - Weź swoją torbę. Spakowałam tylko ubrania.
- Dziękuję. Jesteś najlepszą dziewczyną jaką znam - posłał mi buziaka.
- Nie podlizuj się tak - popchnęłam go delikatnie - Ruszaj się!
Zbiegliśmy po schodach. Mario wziął jeszcze jakieś drobiazgi i pojechaliśmy samochodem w stronę domów pozostałej dwójki. Oczywiście, jak zawsze siedziałam z tyłu. Miejsce pasażera zamówił sobie Lewy. Marco już czekał z walizką przed domem. Wsiadł na tylne siedzenia obok mnie, a Robert obok Mario. Lewy miał więcej ubrań niż ja, kiedy jechałam na dwutygodniowe wakacje. Prawie godzinę się z niego nabijaliśmy. W połowie drogi to Robert zasiadł za kierownicę, a Goetze odwrócił się przodem do nas i ciągle się przyglądał jak dokuczam blondynowi.
- Jezu, co się tam dzieje? - spytał patrząc w lusterko i szeroko się do mnie uśmiechając na co ja pokazałam mu język.
- Nadia mnie gwałci! - krzyknął Reus.
- Co?! Nie, ja, nie! To on - pokazałam palcem - Prawda Mario?
Zapadła cisza.
- Prawda? - pytałam natarczywie.
- Yyy ... - uśmiechnął się złowieszczo Goetze.
- Cioooty - krzyknęłam na nich i odwróciłam się przodem do szyby udając focha.
- Naduuś, nie fochaj się - prosił Marco kładąc głowę na moim ramieniu.
- Odsuń się! - mruknęłam. W tym momencie Mario przeszedł do tyłu zahaczając nogą o siedzenie. Wylądował na kolanach blondyna.
- Ty lepiej leć na dziewczyny, a nie na takiego brzydala - zaśmiał się Lewy.
- Ejj, ja przystojny jestem - sprzeciwił się.
- Yhym.. Bardzo - skrzywiłam się.
- Naduś, Nadusiu, Dusia nie fochaj się na naas - prosił Mario łapiąc mnie w talii.
Pod nosem się lekko uśmiechałam. Dyskretnie, by brunet tego nie zauważył.
- Ja już dawno się na was nie focham - zaśmiałam się.
- Paczaj, jaki deeebil! - zaczął mnie bić Goetze.
Około 7.00 rano byliśmy już na miejscu. Postanowiliśmy się zatrzymać w hotelu, a dopiero wtedy gdy się wyśpimy pojechać do "mojego domu". Zasnęliśmy nawet się nie przebierając.
Obudziłam się o 10.00. Nie mogłam doczekać się spotkania z moimi ziomkami. Chłopaki spali jak zabici. Nie budziłam ich tylko poszłam do restauracji coś zjeść, następnie odwiedziłam pobliski park. Po 2 godzinach wróciłam z powrotem zastając ich w bokserkach.
- Emm.. Może byście się ubrali? - spytałam śmiejąc się.
- A co nie podoba ci się? - oburzył się Mario.
- No wiesz, nie przyzwyczaiłam się do takich widoków - rzuciłam i wyszłam do łazienki.
Wszyscy ubrali się tak jak ja: białą bluzkę z krótkim rękawem z napisami na to czarną bluzę rozpinaną, czerwone rurki oraz czarne trampki. Oddaliśmy klucze do recepcji i podążyliśmy do rodzinnego domu, którego obecnie nie można tak nazwać.
W progu ukazała się wysoka, smukła postać z dużą ilością pudru. Właśnie ona nazywała się moją matką.
- Co ty tu robisz? - spytała obojętnie.
- Nie przyszłam do Ciebie. Gdzie ojciec? - wyminęłam ją i wtargnęłam do środka wraz z chłopakami.
- Czy to nie za późno, by sprowadzać kochanków do domu? - wtrąciła dmuchając niedawno pomalowane paznokcie.
- To są moi kumple i nie waż się ich tak nazywać, bo nie ręczę za siebie! A tak w ogóle to jestem pełnoletnia i nie zamierzam się tłumaczyć takiemu komuś jak ty! - wypaliłam.
- Jestem twoją matką! Mam prawo wiedzieć o wszystkim.
- Tak? Teraz sobie przypomniałaś o swojej córce? Gdzie byłaś przez te wszystkie lata kiedy cię najbardziej potrzebowałam? Właśnie przez ciebie uciekłam stąd... Miałam dość patrzenia na twoją gębę i słuchania twoich rozkazów. Skończyło się! Nie będę już taka pokorna dla ciebie jak dawniej. Przez te kilka miesięcy nauczyłam się, że nie warto zwracać uwagi na takie osoby jak ty! Najpierw zastanów się jaka jest prawdziwa mama, a później twierdź, że taka jesteś - popatrzyłam na nią wrogo.
- Dość! Wynoś się z tego domu! - pociągła mnie za rękaw, lecz ja mocno ją szarpnęłam.
- Nie zapominaj, że to też moja posiadłość - odgryzłam się - Jeśli ktoś ma się wynosić to tylko ty.
- Jak ty się do mnie odnosisz?! - wrzasnęła podbuzowana moją pewnością siebie.
- Tak jak na to zasługujesz - mruknęłam.
- Jesteś rozpieszczoną gówniarą! Jacob robił wszystko, by jego córeczce nic nie brakowało! A teraz proszę. Wyrosła z Ciebie taka ladacznica! - wykrzyczała mi prosto w twarz.
- Nie pozwolę, by taka lala mnie obrażała, jasne?! - wrzasnęłam i wymierzyłam jej siarczystego policzka. Poczułam na swoim brzuchu ręce, które odciągały mnie od tej żmiji. To był Mario.
- Nadia, spokój, już! - krzyknął, a ja przestałam się szarpać z jego objęć - Nie warto.
- Masz rację - zmierzyłam ją wzrokiem i poszłam do góry - Chodźcie.
- A ty gdzie? - popatrzyła na mnie tymi wyłupiastymi oczyma.
- Tam gdzie cię nie ma - odgryzłam się i wraz z kumplami pobiegłam przed siebie.
- I to jest twoja matka? - spytał zażenowany całą sytuacją Robert.
- Też się dziwię - popatrzyłam na niego smutno.
Weszliśmy do mojej świątyni. Nic się nie zmieniło. Po lewo było łóżko, na którym poprzyczepiane były kapsle z tymbarka, szafka nocna z lampką w kształcie piłki, obok niej książka. Po drugiej stronie był sztuczny kwiatek, a na jego doniczce były poprzyczepiane kartki z wpisami od znajomych, a nad nim zdjęcie z Teodorczykiem. Ściana miała niebieski kolor z wielkim herbem Lecha Poznań. Na wprost wejścia znajdowało się biurko, a na nim pełno drobiazgów. Obok był mój ukochany kącik: duże okno, biały pluszowy dywan, białe poduszki, a nad tym poprzyczepiane wszystkie fotki z przyjaciółmi. Trzecia ściana była żółto-czarna z logo BvB i widniały na niej plakaty zawodników tego klubu. O nią oparta była kremowa sofa z szklanym stolikiem i fotelem "piłka nożna". Na prostopadłej do niej ściany były szafy, półki i komody. Prawie na środku pokoju do sufitu przyczepiony był na grubej linie wór bokserski i rękawice. Oto moje królestwo... Zapomniałam wam wspomnieć, że niezła byłam w tym sporcie. Zajęłam w Warszawie kilka razy 1 miejsce.
- Wow, jak na dziewczynę to niezły pokój - patrzył z niedowierzaniem Robert - Ty trenujesz boks?
- No wiesz ... - zaczęłam - Tak trochę.
- 5 razy pierwsze miejsce?! - zdziwił się Marco - Jestem z Ciebie dumny, Nadio
- Dziękuję, Reusik - pocałowałam go w policzek.
- Jeździsz na deskorolce? - spytał Mario wyciągając ją spod łóżka.
- Yhym... Właśnie w skateparku poznałam Kubę - wspomniałam tą chwilę z uśmiechem - Idziemy do Łukasza?
- Pewnie - odparł Lewy.
Sięgnęłam do kieszeni po telefon i wybrałam numer kolegi.
- Teo?
- Nadiaa! - wrzasnął do telefonu.
- Opanuj emocje, bejbee - zaśmiałam się - Jestem w Polsce. Wpadam do Ciebie za 5 minut.
- Czekam, kochana - po tych słowach rozłączył się.
- Zbierajcie się,cioty mooje - uśmiechnęłam się radośnie.
Przy naszych wygłupach byliśmy tam później niż ustaliłam. Zapukałam do drzwi. W nich ukazał się mój kochany kumpel.
- Nadia! – wrzasnął i mocno mnie przytulił – Tęskniłem.
- Dobra, bo mnie udusisz – pocałowałam go w policzek – Ja też! Aha, zapomniałam. To jest Mario, Marco, a to Lewy… Kojarzysz?
- Roberta, naturalnie! – uśmiechnął się i przybił piątkę z kolegą.
- A wy jesteście zapewne z Borussi Dortmund? – zagadał po niemiecku.
- Skąd wiesz? – zdziwiłam się patrząc na przyjaciela.
- Jestem piłkarzem, wiem wszystko – zaśmiał się – Wchodźcie.
- Ta, jasnee… No ty jesteś wszechstronnie uzdolniony – dodał sarkazm Lewy.
- A żebyś chciał wiedzieć – krzyknął krzątając się po kuchni.
Nieustannie rozmawiali o zawodzie piłkarza i jak im się powodzi. Nie dziwię się, przecież Łukasz i Robert na pewno się za sobą stęsknili.
- Wiecie co? Pokopałbym sobie piłkę – odezwał się blondyn.
- Ja też – stwierdziłam – Idziemy na boisko.
Szliśmy tak gawędząc o ekstraklasie, meczach i tym podobne. Ja tylko słuchałam ich znudzona, ponieważ o wszystkim już wiedziałam. Ale chłopcy, jak to chłopcy muszą ciągle wracać do tego tematu.
- A ty, Duśka, jak sprawy zawodowe? – spytał Teodorczyk, kiedy zakończyli dyskusję.
- Jak to jak, normalnie. Nic się nie zmieniło – odpowiedziałam.
- Nic nie dążysz w kierunku nożnej, boksu... – ciągnął dalej.
- Chciałabym być kimś, ale nie chcę też by ucierpiało na tym moje życie prywatne – wyjaśniłam.
- Musisz wybrać – poklepał mnie po ramieniu.
- Wiem o tym – mruknęłam patrząc na niego z uśmiechem.
- Mam pomysł, może wybralibyśmy się jutro na ring? Tam gdzie trenowałaś? – wypalił Łukasz.
- Bujasz! Serio? Dziękuję! – rzuciłam mu się w ramiona – Chciałabym znowu wrócić do tych czasów.
- Ile tu jesteście?
- Wszystko zależy od Nadi – odparł Marco.
Po chwili podszedł do mnie mały chłopczyk.
- Mogę autograf? – spytał lekko sepleniąc.
- Emm, a może sobie mnie z kimś pomyliłeś? - spytałam zdziwiona.
- Nie - upierał się - Ty jeśteś Nadia Hanf. Baldzio Cię Lubię. Widziałem jak glas w piłkę. Chciałbym być taki jak ty - uśmiechnął się słodko.
- Oooo .. - zauroczyli się chłopcy.
Miło, że ktoś Cię zna. Nawet takie maleństwo w wieku 3 lat.
- Proszę - wręczyłam mu mój podpis - Sam tutaj jesteś?
- Tiak - pokiwał głową - A mogę z Tobą zdjęcie?
- Oczywiście - uśmiechnęłam się promiennie - Chłopaki zrobicie mi fotkę?
- Jasne - odpowiedział wesoło Lewy, a Mario z rozmarzonym uśmieszkiem przyglądał mi się tymi ciemnymi oczyma. Wzięłam na ręce chłopczyka i przytuliłam jego policzek do mojego. Po zrobionym zdjęciu popatrzyłam mu głęboko w niebieskie oczka i spytałam:
- A powiesz mi jak masz na imię?
- Tomek.
- Dobrze, Tomusiu, chciałbyś się ze mną dzisiaj pobawić?
- Tiaaak! - krzyknął radośnie.
- To chodź, pójdziemy się spytać mamusi czy możesz, okey?
- Dobla - odpowiedział całując mnie słodko w policzek. Wzięłam go za rączkę.
- A chcesz, by Lewy, Mario i Marco z nami szli?
- Chcem.
- No to idziemy - zaśmiał się Mario chwytając malca za drugą dłoń. Tak świetnie to wyglądało.
Po kilku minutach znaleźliśmy się już pod boiskiem za zgodą rodziców. Chętnie spędzałam z nim czas ucząc go jak się kopie piłkę. Dosłownie przez te kilka godzin pokochałam malca jak własne dziecko. Niestety, wszystko co dobre kiedyś się kończy. Ten dzień przypieczętowałam długą, relaksującą kąpielą, rozmową z Miką na skype, a co najważniejsze długim snem…
______________________________________________________________
"Cieszyła ją każda chwila spędzona z przyjaciółmi, byli jej natchnieniem, nadzieją na lepsze dni. Nawet najokropniejszy krzyk nienawiści krążący w najciemniejsze zakamarki szczęścia nie był w stanie zagłuszyć tak wielkiej miłości między nimi.."
A takie tam wypociny.. ;c Coś mi się nie udał ten rozdział. Wiem, że każda czytelniczka czeka na związek pomiędzy Mario a Nadią. No niestety jeszcze Was trochę potrzymam w niepewności, kochane :) Mam nadzieję, że wiecie co robić. A teraz taki mały szantażyk, nie żeby coś ;3
NASTĘPNY ROZDZIAŁ ZA 8 KOMENTARZY, MIŚŚKI :D
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Nie udał się ? ty chyba żartujesz!! Jest super :-D
OdpowiedzUsuńJa tam się tak nie palę do tego związku... Spokojnie, powoli, małymi kroczkami - to się najbardziej ludziom podoba, bo trzyma w napięciu. Aż się chce wiedzieć więcej i czeka aż uchylisz rąbka tajemnicy pisząc kolejny rozdział. ;D
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńW każdym bądź razie - masz we mnie wiernego czytelnika! ;D
UsuńMiło ;*
UsuńRozdział jak zwykle fajnyy, czekam na następny :)
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńŚwietny ^^
OdpowiedzUsuńzapraszam do mnie
http://patrz-na-tych-obok.blogspot.com
Świetny, świetny! ;* Kocham tego bloga, jest taki ... zajebisty :D Pisz dalej.
OdpowiedzUsuńDzięki.
UsuńSuper. Mam nadzieję, że niedługo Nadia będzie z Mario :)
OdpowiedzUsuńGenialny rozdział, kochana :) Czekam z niecierpliwością na następny!
OdpowiedzUsuńJa właśnie wolę gdy to tak się ciągnie... Nie tak od razu. Wtedy jest taka niepewność i aż chce się czytać kolejne rozdziały :) Piszesz świetnie, masz talent dziewczyno ^^ Życzę weny.
OdpowiedzUsuńBrak mi słów... :) Idealne!
OdpowiedzUsuńAww ... :* Super, Mega, Zabawny, Genialny, Słoodki :)
OdpowiedzUsuń