niedziela, 23 czerwca 2013

Rozdział 13

Nazajutrz była piękna pogoda. Zaraz po moim przebudzeniu pierwsze co rzuciło mi się w oczy to piękna tęcza na niebie i wyraziste słońce. Wstałam z łóżka i zrobiłam poranną gimnastykę. Poczłapałam do łazienki by się umyć, ubrać w luźną bluzkę na ramiączkach i spodenki jeansowe. Zeszłam na dół, ale ku moim zaskoczeniu chłopaków nie było. Jedynie co zastałam to kartkę na stoliku:
"Poszliśmy do Łukasza. Nie chciałem Cię budzić, bo tak słodko ci się spało. Powinniśmy dzisiaj wrócić. To do zobaczenia ;D Lewy"
Byłam trochę zdenerwowana, że mnie nie zbudzili. Chętnie odwiedziłabym mojego kolegę, ale z drugiej strony będę miała więcej czasu dla siebie. Najpierw weszłam na fejsa z nadzieją, że Mika będzie dostępna. Tak też było.
Siemkaa, pyszczku ;D - napisała.
Elo :) Jak się żyje? Tęsknię za tobą, debilu ;*
A myślisz, że ja nie? ;( A spoko. Poznałam w Hannoverze takiego przystojniaka, że szook! :*
Pieprzysz! A co ty tam robiłaś? ;o
Postanowiłam pozwiedzać trochę... ;) No wiesz. A z resztą Leitner coś mi mówił o tym miejscu.
Ajajajjj , Leitner ;D Pamiętam jak nie odrywaliście wzroku od siebie. Mmmm... Romantico;*
Weź, wyjdź, mała ;D ;* To tylko kumpel...
Jasne, jasne ;) No to opowiedz mi o tym rzekomym przystojniaku ;D
Eeee ... Ciekawa jesteś! :P Przecież ty masz twojego Mario :3
Ekhm... MOJEGO?! Hello, nie jesteśmy ze sobą!
Dusiek, mnie nie okłamiesz :D Widzę, że jest między wami coś więcej niż przyjaźń, ale boicie się sobie tego wyjaśnić! :)
O, nie, nie! Tu się grubo mylisz, kochana;* Ja się nie boję. Po prostu nie chcę robić tego pierwszego kroku. Przecież to on jest facetem. Nie to nie! Niech wie, że mnie nie tak łatwo zdobyć :)
Mmmm... Podoba mi się twój tok myślenia;D Co porabiasz?
Obecnie... Siedzę ;P Wybieram się do skateparku:* Dawno tam nie byłam... No i oczywiście później do Kuby. Kurde, nawet nie wiesz jak tęsknię za tym człowieczkiem!
Domyślam się ;* No to ja spadam, bo dzisiaj wieczór mam odlot! ;) Oczywiście do Dortmundu ;D Mam zamiar jeszcze pozwiedzać...
Yhym, pozwiedzać... :D No, narka bejbe ;*
Haahaah, Bye :D
Zamknęłam laptop i poszłam do swojego pokoju. Wyciągnęłam spod łóżka deskorolkę na której nauczyłam się jeździć. Ach, te czasy... Zapomniałam już jak się idzie do tego parku, więc postanowiłam zapytać jednego z przechodniów. Kierując się drogą pokazaną przez miłego staruszka znalazłam się na krawężniku. Zawsze siedziałam tutaj aż do wieczora z moim przyjacielem. Przypatrywałam się chłopakom na rampie, aż nagle ktoś dotknął mojego ramienia. Odwróciłam głowę, a moim oczom ukazała się wysoka postać z rozpromienioną opaloną twarzą, czarnymi oczami i włosami, z białą bluzką z krótkim rękawem, jeansami z metalowym łańcuszkiem. Tak, to był ten sam człowiek za którym tak bardzo tęskniłam...
- Ymm, mógłbym się dosiąść? - spytał niepewnie - Jestem Kuba, a ty?
- Nie, nie możesz - uśmiechnęłam się szeroko - To ja, Nadia
- Sztanga! (taki był mój pseudonim szkolny) - przytulił mnie mocno - Jak ja za tobą tęskniłem!
- A myślisz, że ja nie? - zaśmiałam się pełna radości - Nic się nie zmieniłeś.
- Odkąd tu jesteś? - spytał uwalniając mnie z uścisku
- Od wczoraj. Przyjechałam z Lewym i Gotzeusem - uśmiechnęłam się lekko - Postanowiłam tu przyjść, a później pokierować się w stronę twojego domu.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że cię widzę - pocałował mnie w czoło - Chodź, idziemy na rampę.
Spędziliśmy ze sobą prawie cały dzień jeżdżąc na desce, rozmawiając o wszystkim i o niczym, żartując i wygłupiając się. Tak bardzo mi tego brakowało. Oczywiście, pomyślisz sobie, że mam przecież tą trójkę, a im też nieźle odbija. Dla mnie to nie to samo. Kuba jest całkiem inny... Z pozoru taki sam, nawet sama nie wiem czym się różni. Zbliżał się już wieczór. Ubrałam jego ciepłą bluzę i wolnym krokiem gawędząc podążyliśmy w stronę mojego domu.
- Spotkamy się jeszcze jutro? - spytał patrząc na mnie ze słodkim uśmieszkiem.
- Oczywiście - pocałowałam go w policzek oddając bluzę - Dziękuję...
- Za co? - zdziwił się.
- Za to, że po prostu jesteś... Kocham Cię, ziom - uśmiechnęłam się i zatopiłam w jego ramionach. Wypuścił mnie z objęć i czochrając włosy odszedł. Patrzyłam na tą sytuację, modląc się w duchu by nie odszedł na zawsze... Weszłam do domu, a tam oczywiście zostałam przywitana bardzo serdecznie.
- Gdzieś ty się podziewała? - wydzierała się w niebogłosy moja "matka".
- Naprawdę, interesuje cię to? - popatrzyłam z wyrzutem na jej twarz.
- Czemu się tak do mnie odnosisz? - spytała nieco łagodniej.
- Bo nie potrafię inaczej - odpowiedziałam, nie wiedząc czemu brzmiało to jak pytanie. Nie słuchając co ma mi do powiedzenia wzięłam tymbarki i poszłam do swojego pokoju. Zastałam tam swoich kumpli, siedzących na parapecie okna. Siadłam na dywanie pod drugim oknem i wpatrywałam się w strugi deszczu. Akurat zaczęło padać. Położyłam napoje na stoliku.
- Nadia, dlaczego nie powiedziałaś że już przyszłaś? - spytali dostrzegając mnie po 5 minutach.
- Co, też będziecie robić mi wyrzuty jak ona? - krzyknęłam. Nie panowałam nad sobą. Nie teraz...
- Uspokój się - usiadł obok mnie Mario - Widocznie los postawił ci na drodze takiego człowieka, ponieważ dzięki temu będziesz silniejsza..
Nic nie odpowiedziałam tylko z łzą w oku oparłam się o jego ramię.
- Tak bardzo chciałabym mieć taką kochaną matkę jak inni - wydusiłam z siebie ocierając łzę.
- Nie martw się. Ona nie jest warta twojej miłości - pogłaskał mnie po głowie Marco i również mocno przytulił.
- Chłopaki mają rację. Może ona nie przepada za tobą, ale masz nas... Zawsze będziemy przy tobie - uśmiechnął się Robert, powtarzając czynność po Reusie.
Tkwiliśmy w takim uścisku dopóki nie usłyszałam otwierających się drzwi.
- Nadia ... - usłyszałam ochrypły głos. Należał on do mojego taty. Chłopcy usiedli bez ruchu patrząc na postać w drzwiach. Wstałam tylko z miejsca, nie podbiegając do niego i nie rzucając mu się w ramiona. Musiałam być twarda, pomimo że pragnęłam to zrobić.
- Nie przywitasz się z ojcem? - spytał cicho.
- Oczekujesz, że wtulę się w twoje ramiona po tym jak o mnie zapomniałeś? Przez prawie rok nie zadzwoniłeś do mnie, nie wysłałeś głupiego smsa... Nic... Nawet na urodziny. Wiesz jak to rani? Tato, czy ja tak dużo oczekuję? - spytałam. Czułam jak moje serce z każdym głosem pęka na kawałki.
- Przepraszam... Wyjaśnię ci to, ale na osobności - zerknął na moich kumpli. Poszłam w ich stronę i rzekłam:
- Ja pójdę dowiedzieć się czegoś więcej. Za chwilę wam pościelę łóżka, ok?
- Jasne. Trzymaj się - przybili mi po kolei żółwika. Podążyłam więc razem z tatą do jego sypialni, ponieważ w salonie siedziała Kasandra. Znając ją przekonałaby tatę czułymi słówkami, by tylko się mnie pozbyć. Siadłam na skraju łóżka i przypatrywałam się ojcu.
- Przez te miesiące nie dzwoniłem do ciebie, bo po pierwsze Kasandra mi zabroniła, a po drugie...
- A ty jak zwykle jej słuchasz - przerwałam mu - Tato, ty jesteś osobą dorosłą, nie powinieneś słuchać kogoś takiego jak ona, tylko sam decydować o swoim życiu. Faktycznie jesteście małżeństwem, ale tylko na papierach. Widzę, że nie jesteś z nią szczęśliwy. Kiedy ostatnio wyszliście razem? Kiedy w ogóle spędzaliście czas sam na sam, nie w domu? To nie jest związek dwóch osób, które wskoczyłyby za sobą w ogień. To jest jakiś koszmar, tato, czy ty tego nie widzisz?!
- To nie jest takie proste. Posłuchaj, kochanie - położył dłoń na moim ramieniu - Sam już nie wiem czy kocham dalej twoją matkę. Czasami jest taka miła dla mnie, ale nie mogę patrzeć na to, jak cię traktuje. To jest nie do zniesienia. Dlatego do ciebie nie dzwoniłem. Nie chciałem przypominać ci o domu i o tych przykrościach jakie tu przeżyłaś. Uwierz mi, nie było łatwo... Z dnia na dzień brakowało mi twojego poczucia humoru, porad... Przepraszam.
- Teraz cię rozumiem - uśmiechnęłam się lekko - Ale tato, dlaczego ty stoisz z boku? Dlaczego mnie nie bronisz przed nią?
- Bo ja... ja nie mogę... - wydusił spuszczając głowę.
- Jak to... Nie możesz? - zdziwiłam się - Wytłumaczysz mi o co tu w ogóle chodzi?!
- Jeszcze nie teraz. Obiecuję, że kiedyś powiem ci dlaczego ona się tak zachowuje - uśmiechnął się - Mamy chwilę dla siebie, tak więc opowiadaj co tam u ciebie słychać. Kim są ci chłopcy z którymi przyjechałaś? Znam ich, chyba na meczach nie raz widziałem tych facetów.
- To są piłkarze, a zarazem najlepsi przyjaciele. Nie licząc oczywiście Kuby. Tak bardzo mi go brakuje. Mimo to, że teraz jestem blisko niego czuję jakąś pustkę... Ja... Ja nie potrafię tego określić. Czuję jakbym traciła coś co było jedno na całe życie, coś bardzo ważnego... Jak bym bez tego po prostu nie istniała... Jestem taka pusta i bezradna... Sama już nie wiem - odpowiedziałam zrezygnowana.
- Córeczko... Jeśli mam być z tobą szczery... Wydaje mi się, że to miłość. Żywisz do niego coś więcej niż tylko przyjaźń... Stał się cząstką twojego życia.
- Nie, no co ty! Przecież ja go nie kocham, tato... Wiesz, że jest dla mnie jak brat.
- Jak uważasz... Powiem ci tylko jedno: Miłości nie oszukasz... - pocałował mnie w policzek i wyszedł.
Ciągle rozważałam jego słowa, aż wreszcie przypomniałam sobie, że zostawiłam Marco, Mario i Roberta w moim pokoju. Weszłam do pomieszczenia, jak zawsze nie zważając na to czy już śpią.
- Będę spała na materacu - oznajmiłam - Moje łóżko jest duże, więc dwie osoby się na nim zmieszczą.
- Ja będę tą jedną - podniósł rękę Mario.
- Na to wygląda, że będziesz spał z Marco - uśmiechnęłam się... Starałam się,by ten uśmiech nie wyglądał sztucznie.
- Nieee .. - jęknęli.
- Lewy ty będziesz też na materacu, ok? - spytałam - Zaraz ci przyniosę.
- No spoko.
Pościeliłam im łóżko, a mi i Robertowi materace. Była już 2.02. Ja dalej nie mogłam spać. Siadłam na dywanie i oparta o okno rozmyślałam o tym wszystkim. W tym samym momencie dostałam smsa.
"Też nie możesz spać??" Jak się domyślacie był on od Kuby.
"Skąd wiesz?"
"Domyślam się:) Chłopaki śpią?"
"Jak zabici. Co porabiasz?"
"Siedzę przy oknie, oglądam gwiazdy..."
"Ja też... Rozmyślam nad tym wszystkim... Nie ogarniam już nic..."
"Taa... To wszystko jest takie trudne. Ale ja nie myślę o tym wszystkim, myślę o Tobie;*"
":)..."
"Robisz to samo, tak?:D"
"Nikt mnie nie zna tak dobrze, jak ty;*... Przepraszam, ale nie chce mi się pisać. Mam ochotę pobyć sama. Nie miej mi tego za złe... Obiecuję, że jutro się spotkamy".
"Spoko, rozumiem. Jakby co, to dzwoń... Trzymaj się, mała <3"
„Na razie. Dziękuję Ci za wszystko. To do jutra?”
„Do jutra;D”
Uśmiechnęłam się lekko do ekranu. Niestety, po chwili zamieniło się to w łzy. Łzy bólu… Tak pragnę przytulić moją matkę, porozmawiać z nią sam na sam, o pierwszej miłości, o tym jak mi się wiedzie w życiu. Tato to nie to samo…
- Nadia – szepnął Robert siadając na materacu – Czemu nie śpisz?
- Nie dam rady… - popatrzyłam na niego.
- Wszystko w porządku? – spytał troskliwie siadając obok mnie.
- Nie – ucięłam krótko – Opowiedz mi o swoim życiu…
- Moje życie nie było aż takie jak twoje. Miałem dobre relacje z matką, a z tatą? W ogóle się prawie nie widywałem. Rzadko był w domu… Brakowało mi tego – wyznał spuszczając głowę.
- Teraz wiesz co czuję…
- Nie płacz już, kochana – przytulił mnie – Masz mnie i tą dwójkę. Za wszelką cenę postaramy się, żebyś była szczęśliwa. Będziemy twoją rodziną.
- Obiecujesz?
- Obiecuję. A teraz kładź się spać – poklepał mnie po ramieniu.
Jak kazał tak zrobiłam, ale nie zamknęłam oczu. Leżałam tak aż do rana czekając jak chłopcy się zbudzą. Wstałam więc z materaca i podeszłam do łóżka na którym spał Mario i Marco. Pocałowałam w policzek tą dwójkę i miałam zamiar wyjść zrobić im śniadanie, lecz Reus mi w tym przeszkodził pociągając mnie na łóżko.
- Gdzie idziesz? – spytał.
- Daleko! Aż na dół – zaśmiałam się – Idę zrobić śniadanie tym śpiochom.
- Tak wcześnie? – zdziwił się.
- Nie spałam w ogóle… Idziesz ze mną?
- Jasne – uśmiechnął się.
Wstaliśmy z łóżka i podążyliśmy do kuchni. Nigdy nie pomyślałabym, że robienie kanapek może być taką frajdą. Położyłam na wielką tacę 3 kubki soku, talerz kanapek z nutellą oraz jabłka.
- Marco nie zaczepiaj mnie, bo zwalę to wszystko – odparłam, idąc po schodach.
- Dobra, już dobra – zaśmiał się, a weszłam ja po cichu do pokoju. Natomiast on zrobił to z takim hukiem, że umarłego by wskrzesił.
- Głośniej się nie da? – spytał zaspany Lewy.
- Sory, ale to on – pokazałam na uśmiechniętego blondyna – Mario nawet nie drgnął.
- Chętnie go obudzę – wtrącił Reus.
Podszedł do kolegi i delikatnie szepnął do ucha:
- Kochanie… Wstawaj kur*wa – ostatnie dwa słowa wykrzyczał tak głośno, że śpioch wstał jak tylko umiał z łóżka.
- Marco, ty deklu! – uderzył go z buta.
- Nadia mi kazała cię zbudzić – bronił się.
- Ale nie w taki sposób – dodał Robert.
- Dobra! Zrobiłam wam śniadanie razem z Marco – uśmiechnęłam się kładąc tacę na małym stoliczku.
- Kochana jesteś – pocałowali mnie w policzek.
Zjedliśmy posiłek i po kolei udaliśmy się do łazienki. Następnie wszyscy już ubrani zeszliśmy na dół. Oczywiście, tam jak zwykle zastałam moją matkę. Niestety, będę musiała przez najbliższe 3 dni przyzwyczaić się do tego widoku. Rzuciliśmy się na kanapę i poczęliśmy oglądać horror, nie zwracając uwagi na inne osoby. Po dwugodzinnym seansie zabraliśmy się za sprzątanie pokoju, który był cały w popcornie.
- Matko, tornado tu było? – spytał tata śmiejąc się.
- Można tak powiedzieć – uśmiechnęłam się całując go w policzek – Jak ci się spało?
- Wspaniale. Masz na dzisiaj jakieś plany? – spytał, na co ja popatrzyłam na chłopaków. Ich miny mówiły same za siebie.
- Nie, nie mam – odparłam – Chciałabym spędzić ten czas z Tobą. Co ty na to?
- Miałem mówić to samo. To jak, może boisko? – spytał z uśmiechem.
- Jak ty mnie znasz – przybiłam mu żółwika.
- A mnie zostawisz samą, kociaku? – wtrąciła smutnym głosem Kasandra.
- Posłuchaj mnie, kochanie. Nadia przyjeżdża tu tylko raz na kilka miesięcy. To moja córka i kocham ją najbardziej na świecie. Stęskniłem się, zrozum mnie – tłumaczył się niczym małe dziecko. Aż mi się go żal zrobiło… Biedny…
- No dobra, ale wracaj szybko – krzyknęła – Najlepiej bez niej – dodała szeptem.
Podeszłam do niej szybkim krokiem i wygarnęłam ściszonym tonem kilka spraw:
- Posłuchaj mnie, może i jesteś moją matką, ale nie pozwolę ci tak do mnie mówić. Też mam swoje prawa i granice cierpliwości. Jeśli cokolwiek zrobisz mnie lub moim przyjaciołom nie ręczę za siebie, obiecuję. Uwierz mi, chciałabym mieć taką mamę jak mają inne dzieci. Kochającą, będącą dla ciebie niczym przyjaciółka. Ale, niestety, ja takiego daru nie otrzymałam. Nie raz tego żałuję. No, ale cóż poradzić, takie jest życie. Postaram się z wszystkich sił zapomnieć o Tobie, bo przeszłości nie wymarzę, jeśli nawet tak bardzo bym tego pragnęła. Nigdy nie będę cię kochała tak mocno jak tatę. Nie zasługujesz na to.
Ulżyło mi na sercu, gdy wypowiedziałam to wszystko. Niech wie, że ze mną tak łatwo jej nie pójdzie. Oj nie! Ja to nie ojciec, biegnący do niej na każde zawołanie. Tak więc chłopaki poszli na miasto, a ja razem z tatą w stronę boiska.
- Tęskniłam za tym miejscem – uśmiechnęłam się lekko wspominając te czasy, gdy ganiałam za piłką wraz z Teo. Byliśmy wtedy tacy mali, niewiedzący o życiu, nieprzejmujący się jutrem. Jak to wszystko się zmienia…
Wybiegliśmy na boisko. Rozegraliśmy kilka zaciętych meczy. Tata czuł się wtedy tak swobodnie… Nie mogę tego opisać. W każdym bądź razie całkiem inaczej niż przy tej kobiecie. Wróciliśmy do domu zmęczeni. Wzięłam prysznic i postanowiłam zrobić sobie drzemkę. W śnie mijałam ciemne korytarze jakiegoś labiryntu, dokoła słyszałam złowieszczy śmiech lub szepty. Po chwili przede mną stanęła postać we mgle. Długie włosy opadające kaskadą aż do pasa, oraz nieskazitelnie biała tunika. Była taka promienna… Mówiła do mnie, że zawsze będzie przy mnie, chciała powiedzieć coś jeszcze, coś bardzo ważnego lecz zniknęła…

 ________________________________________________________________________________
Mamy 13 !! Trochę późno, ale to od Was zależało. Zaraz po roku szkolnym mnie nie będzie przez tydzień. W każdym razie do 7 lub 8 lipca, więc nie będę dodawała regularnie rozdziałów. Ten trochę i się nie udał... Ale krytykę pozostawiam Wam.

8 komentarzy:

  1. Rozdzial swietny!Szkoda ze cie nie bedzie: c. Czekam na nn <3.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zwykle fajny :) kocham ten blog <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepraszam za to ale nie widziałam zakładki spam ;( ;*
    Zapraszam do siebie na nowy rozdział ;)
    http://thiswonderfulworld0.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. hej hej hej, super rozdział i fajne opko.
    cieszę się że tu trafiłam, bo przyjemnie się czytało
    zapraszam do mnie, skomentuj, zaobserwuj, jeśli oczywiście chcesz ;)
    http://football-i-inne-imaginy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Kolejny rozdział zapraszam ;)
    http://thiswonderfulworld0.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń