Leżałam w łóżku
rozmyślając o moim śnie. Kto to mógł być i co chciał mi przekazać? Te pytania
ciągle mnie dręczyły, lecz nikt nie mógł mi na nie odpowiedzieć. Do mojego
pokoju wpadł Kuba siadając na brzegu posłania.
- Siemka - przywitał się z uśmiechem - Wstawaj! Zabieram Cię gdzieś.
- Już, już wstaję - ziewnęłam - A gdzie?
- Zobaczysz - mrugnął zwalając mnie z łóżka.
- Ałła! To bolało - posmutniałam - Zemszczę się, ty ćwoku!
Po chwili rzuciłam się na niego z pięściami śmiejąc się do rozpuku. Akurat wtedy weszła moja kochana trójka.
- Ojj, chyba przeszkodziliśmy - zaśmiał się speszony Marco widząc mnie i bruneta walających się na podłodze.
- Nie, skąd - uśmiechnęłam się wstając - Co was tu kieruje? Łukasz chciał odpocząć?
- Nie byliśmy u niego - wystawił mi język Lewy.
- Wow, postępy robisz! To gdzie się włóczyliście?
- Tu i tam - powiedział blondyn wodząc wzrokiem dokoła.
Widząc, że niczego się nie dowiem nie zadawałam kolejnych pytań. Wyszliśmy na dwór idąc wąskimi uliczkami.
- Ej, ziom gdzie ty nas prowadzisz? - spytałam widząc, że wierni fani Lecha pozostawili po sobie ślady na murach.
- Tam, gdzie spędzałaś całe dnie - uśmiechnął się.
- Boisko...? Skatepark...? - zgadywałam.
- Zobaczysz.
Po dziesięciu minutach znalazłam się na wielkiej sali. Tak, teraz poznaję! To właśnie tutaj miałam treningi z boksu. Pierwsze chwyty, walki i siniaki... Hm... Weszłam na ring ubierając rękawice i natarczywie oraz ze skupieniem bić w worek treningowy. Następnie przypadło mi walczyć z Robertem. Oczywiście, pokonałam go po 15 minutach.
- Ojj, Lewus. Dziewczyna Cię pokonała - drwił z kumpla Mario.
- Ciebie też by pokonała - zaśmiał się Marco, przygasając bruneta.
- Weźcie już się uciszcie! To laska, fory jej dawałem - tłumaczył się Lewandowski.
- Jasne, jasne - mruknęłam podpierając boczki - Ty zawsze mi dajesz fory, tak?
- No a jak! - bronił się - Pamiętasz, gdy jeździliśmy na rowerach i wtedy wygrałaś w wyścigu, albo jak huśtaliśmy się na hamaku i...
- ... i ty spadłeś i złamałeś rękę? Taak, pamiętam - uśmiechnęłam się szyderczo - Aj, Robert, te czasy. Byliśmy wtedy tacy głupi.
- I nic się nie zmieniliście - skwitował Mario za co dostał z pół obrotu w głowę.
- Ej, za co? - sprzeciwił się.
- No niech pomyślę ... Za wszystko - wytknęłam język i zaczęliśmy się bić. Spędziliśmy dosłownie 3 godziny. Już nadchodziła 18.00, tak więc wróciliśmy na kilka minut do domu. Zjedliśmy przygotowane przeze mnie omlety, po czym rzuciliśmy się na łóżko. Tak, cała czwórka, na dwuosobowe łóżko. Lepiej nie opisywać jak to wyglądało. Trzeba wyszczególnić, że tym razem to Marco leżał na Robercie. Pękałam ze śmiechu patrząc na ich wygłupy. Dziwię się, że nie zachęcili ich do występowania w kabarecie. To by było coś!
- To jak? Idziemy gdzieś? - spytałam wstając pełna energii.
- Ooo, nie! - jęknął Lewy - Ja zostaję!
- Ja też - poparł go blondyn - A ty Goetze?
- A ja pójdę - uśmiechnął się - Narka! Tylko nie róbcie nic nieprzyzwoitego - mrugnął zamykając drzwi. Każdy się domyśla o co chodziło naszemu "Niemieckiemu Messiemu".
Szliśmy tak w ciszy spoglądając kątem oka na siebie. Trochę niezręcznie czułam się w tej sytuacji, ale nie mogłam nic poradzić.
- To gdzie masz zamiar iść? – spytał cicho.
- Na razie przed siebie – pokazałam ręką – Też cię ciekawi co robi ta dwójka?
- Tak, ale wolę już nie myśleć – uśmiechnął się cwaniacko. Jemu tylko jedno w głowie.
- Na jak długo tu jesteśmy?
- Nie wiem. Może po jutrze już pojedziemy. Nic tu po mnie – spuściłam głowę – Zastanawiam się czy tutaj w ogóle wracać…
- Opuścisz Łukasza, Kubę, tatę? – spytał niepewnie.
Wiedziałam, że padnie takie pytanie.
- Kiedyś nastąpi taki dzień, kiedy się z nimi rozstanę. Może to będzie dla mnie trudne, ale trzeba żyć dalej. Przecież wiesz, że ja, ty, Marco i Robert też nie będziemy na zawsze ze sobą. Rozejdziecie się do innych klubów, przeprowadzicie i… stracę was – czułam, że chce mi się płakać. Musiałam się powstrzymać.
- Nadia, co ty wygadujesz – objął mnie ramieniem lekko potrząsając – Zawsze będziemy się trzymać razem. Możliwe, że nie tak często ale…
- Właśnie, Mario. Nie będziemy spotykać się przez kilka dni, tygodni, miesięcy, a później? Później całkiem urwie nam się kontakt i to wszystko pójdzie w zapomnienie…
- Ja nigdy cię nie zapomnę – uśmiechnął się lekko.
Według mnie to było słodkie. Faktycznie, jestem trochę zauroczona w tym chłopaku… Mogłabym powiedzieć, że nawet więcej niż trochę. Nie chciałam dopuścić do siebie myśli o tym, że kiedyś nie będę go widywała… To jest niemożliwe!
- Zmieńmy temat – zdecydował widząc moją minę – Twój kumpel tam jest – zauważył.
- Heej – uśmiechnął się szeroko Teo obejmując mnie – Gdzie to się włóczycie, hmm?
- Hej, Łukasz! Tak chodzimy… A ty? – spytałam patrząc w jego oczy.
- Na trening pędzę – wyjaśnił – Pójdziecie ze mną?
- Ok – kiwnęliśmy głowami – Dawno nie widziałam chłopaków z Lecha
- Taa, im też ciebie brakuje – uśmiechnął się – Uważaj, na pewno będą się rzucać.
- Ciekawa jestem czy w ogóle mnie pamiętają – zaśmiałam się.
- Ciebie się nie da zapomnieć – parsknął Teo – To jak przeskakiwałaś przez bramy by być na naszym treningu, jak goniłaś chłopaków długie godziny, jak wlałaś ketchup do butów Kuby, jak…
- Tak wiem, wiem, nie musisz mi tego wypominać. Dużo rozrabiałam – uspokoiłam go.
Śmialiśmy się tak całą drogę, podstawiając nogi i popychając się. W końcu dotarliśmy na stadion, na którym właśnie miał się odbywać trening. O dziwo nikogo jeszcze nie było! Czyżby Łukasz przyszedł przed czasem? Wow, ten człowiek się zmienia.
- Jak widać jesteśmy sami – spostrzegł Mario rozglądając się po pomieszczeniach.
- Chłopaki zaraz przyjdą – upewnił go Teo – Zawsze się spóźniają.
- Skąd ja to znam – uśmiechnął się mój towarzysz.
- Ej chłopaki, to może ja polecę do sklepiku, póki ich nie ma – wtrąciłam – Dalej ten sam?
- Dalej – poczochrał mi włosy blondyn, a ja pobiegłam tam, gdzie chciałam. Wracając z tymbarkiem spotkałam już wszystkich na murawie, a Mario siedział na trybunach. Teodorczyk zna tych chłopaków jak własną kieszeń! Nawet bardziej. Widząc moją postać, rzucili się na mnie z całusami i uściskami, jakbyśmy się wieki nie widzieli. Właśnie tak się wtedy czułam. Rozmawialiśmy do wieczora o wszystkim i o niczym. Całą grupką mnie odprowadzili i wrócili do swych domów, ponieważ była już 24.00. Nie miałam ochoty wracać do posiadłości, więc wpadłam na pomysł by przejść się nad staw.
- Miałaś kiedyś tak, że kochałaś osobę, ale nie byłaś pewna czy czuje to samo? – spytał nagle Goetze siadając na trawie.
- Mam tak – uśmiechnęłam się lekko. Oj, Mario, gdybyś wiedział co ja do ciebie czuję.
- To nie jest takie łatwe, wiem – dotknęłam delikatnie jego dłoni.
- Jak sprawdzić, czy ona też cię kocha? – spytał zamyślony ściskając bardziej moją rękę z uśmiechem.
- Gdybym wiedziała jak to zrobić, dawno już tonęłabym w ramionach ukochanego – wyznałam smutno.
Przez kilka godzin siedzieliśmy tak trzymając się za ręce.
- Wracajmy już. Zmęczona jestem - poprosiłam.
- To chodź - pomógł mi wstać. Szliśmy przez ponure ulice, przy których znajdowały się stare kamienice i nieprzyjemne tunele. Odruchowo chwyciłam Mario za rękę, lecz szybko ją cofnęłam. On jednak dał mi tą pewność i splótł nasze palce u dłoni. Teraz czułam się o wiele pewniejsza i mogłam z nim iść na koniec świata, a nawet dalej, jeśli to możliwe. Nie spostrzegłam kiedy byliśmy już pod moim domem. Wchodząc do pokoju zauważyłam, że Marco i Robert słodko śpią. Postanowiłam ich nie budzić, ale się nie powstrzymałam i musiałam pocałować ich w policzek. Nie wiadomo dlaczego nadal trzymałam dłoń Goetzego.
- Sorry - szepnęłam.
- Spoko, fajnie było dzisiaj, co? - spytał, gdy wychodziliśmy na korytarz.
- Bardzo. Idź się umyj, ale się pospiesz - poklepałam go po plecach.
Po 15 minutach wrócił z wielkim uśmiechem.
- Co ty robiłeś w tej łazience co taki uśmiechnięty? - spytałam.
- Nic - odparł znikając za drzwiami mojej sypialni.
Poszłam sprawdzić z czego piłkarz ma taką radochę. No tak, umył się moim malinowym płynem do kąpieli. Ja go chyba zabiję! Mimo wszystko się roześmiałam. I tak jest słodki - pomyślałam. Weszłam pod prysznic, a po 30 minutach znalazłam się również w pokoju.
- Mario, śpisz? - spytałam, lecz nie otrzymałam odpowiedzi. Podeszłam do łóżka na którym spał wraz z blondynem. Mina Reusa wywołała u mnie niepohamowany śmiech, na szczęście nikogo nim nie obudziłam. Podeszłam bliżej bruneta i szepnęłam:
- Dziękuję - po czym pocałowałam go w policzek.
- Słodka jesteś - zamruczał, a ja uderzyłam go poduszką. Nie miałam siły dalej się z nim droczyć. Każde z nas śpiąc, miało uśmiech na ustach.
- Siemka - przywitał się z uśmiechem - Wstawaj! Zabieram Cię gdzieś.
- Już, już wstaję - ziewnęłam - A gdzie?
- Zobaczysz - mrugnął zwalając mnie z łóżka.
- Ałła! To bolało - posmutniałam - Zemszczę się, ty ćwoku!
Po chwili rzuciłam się na niego z pięściami śmiejąc się do rozpuku. Akurat wtedy weszła moja kochana trójka.
- Ojj, chyba przeszkodziliśmy - zaśmiał się speszony Marco widząc mnie i bruneta walających się na podłodze.
- Nie, skąd - uśmiechnęłam się wstając - Co was tu kieruje? Łukasz chciał odpocząć?
- Nie byliśmy u niego - wystawił mi język Lewy.
- Wow, postępy robisz! To gdzie się włóczyliście?
- Tu i tam - powiedział blondyn wodząc wzrokiem dokoła.
Widząc, że niczego się nie dowiem nie zadawałam kolejnych pytań. Wyszliśmy na dwór idąc wąskimi uliczkami.
- Ej, ziom gdzie ty nas prowadzisz? - spytałam widząc, że wierni fani Lecha pozostawili po sobie ślady na murach.
- Tam, gdzie spędzałaś całe dnie - uśmiechnął się.
- Boisko...? Skatepark...? - zgadywałam.
- Zobaczysz.
Po dziesięciu minutach znalazłam się na wielkiej sali. Tak, teraz poznaję! To właśnie tutaj miałam treningi z boksu. Pierwsze chwyty, walki i siniaki... Hm... Weszłam na ring ubierając rękawice i natarczywie oraz ze skupieniem bić w worek treningowy. Następnie przypadło mi walczyć z Robertem. Oczywiście, pokonałam go po 15 minutach.
- Ojj, Lewus. Dziewczyna Cię pokonała - drwił z kumpla Mario.
- Ciebie też by pokonała - zaśmiał się Marco, przygasając bruneta.
- Weźcie już się uciszcie! To laska, fory jej dawałem - tłumaczył się Lewandowski.
- Jasne, jasne - mruknęłam podpierając boczki - Ty zawsze mi dajesz fory, tak?
- No a jak! - bronił się - Pamiętasz, gdy jeździliśmy na rowerach i wtedy wygrałaś w wyścigu, albo jak huśtaliśmy się na hamaku i...
- ... i ty spadłeś i złamałeś rękę? Taak, pamiętam - uśmiechnęłam się szyderczo - Aj, Robert, te czasy. Byliśmy wtedy tacy głupi.
- I nic się nie zmieniliście - skwitował Mario za co dostał z pół obrotu w głowę.
- Ej, za co? - sprzeciwił się.
- No niech pomyślę ... Za wszystko - wytknęłam język i zaczęliśmy się bić. Spędziliśmy dosłownie 3 godziny. Już nadchodziła 18.00, tak więc wróciliśmy na kilka minut do domu. Zjedliśmy przygotowane przeze mnie omlety, po czym rzuciliśmy się na łóżko. Tak, cała czwórka, na dwuosobowe łóżko. Lepiej nie opisywać jak to wyglądało. Trzeba wyszczególnić, że tym razem to Marco leżał na Robercie. Pękałam ze śmiechu patrząc na ich wygłupy. Dziwię się, że nie zachęcili ich do występowania w kabarecie. To by było coś!
- To jak? Idziemy gdzieś? - spytałam wstając pełna energii.
- Ooo, nie! - jęknął Lewy - Ja zostaję!
- Ja też - poparł go blondyn - A ty Goetze?
- A ja pójdę - uśmiechnął się - Narka! Tylko nie róbcie nic nieprzyzwoitego - mrugnął zamykając drzwi. Każdy się domyśla o co chodziło naszemu "Niemieckiemu Messiemu".
Szliśmy tak w ciszy spoglądając kątem oka na siebie. Trochę niezręcznie czułam się w tej sytuacji, ale nie mogłam nic poradzić.
- To gdzie masz zamiar iść? – spytał cicho.
- Na razie przed siebie – pokazałam ręką – Też cię ciekawi co robi ta dwójka?
- Tak, ale wolę już nie myśleć – uśmiechnął się cwaniacko. Jemu tylko jedno w głowie.
- Na jak długo tu jesteśmy?
- Nie wiem. Może po jutrze już pojedziemy. Nic tu po mnie – spuściłam głowę – Zastanawiam się czy tutaj w ogóle wracać…
- Opuścisz Łukasza, Kubę, tatę? – spytał niepewnie.
Wiedziałam, że padnie takie pytanie.
- Kiedyś nastąpi taki dzień, kiedy się z nimi rozstanę. Może to będzie dla mnie trudne, ale trzeba żyć dalej. Przecież wiesz, że ja, ty, Marco i Robert też nie będziemy na zawsze ze sobą. Rozejdziecie się do innych klubów, przeprowadzicie i… stracę was – czułam, że chce mi się płakać. Musiałam się powstrzymać.
- Nadia, co ty wygadujesz – objął mnie ramieniem lekko potrząsając – Zawsze będziemy się trzymać razem. Możliwe, że nie tak często ale…
- Właśnie, Mario. Nie będziemy spotykać się przez kilka dni, tygodni, miesięcy, a później? Później całkiem urwie nam się kontakt i to wszystko pójdzie w zapomnienie…
- Ja nigdy cię nie zapomnę – uśmiechnął się lekko.
Według mnie to było słodkie. Faktycznie, jestem trochę zauroczona w tym chłopaku… Mogłabym powiedzieć, że nawet więcej niż trochę. Nie chciałam dopuścić do siebie myśli o tym, że kiedyś nie będę go widywała… To jest niemożliwe!
- Zmieńmy temat – zdecydował widząc moją minę – Twój kumpel tam jest – zauważył.
- Heej – uśmiechnął się szeroko Teo obejmując mnie – Gdzie to się włóczycie, hmm?
- Hej, Łukasz! Tak chodzimy… A ty? – spytałam patrząc w jego oczy.
- Na trening pędzę – wyjaśnił – Pójdziecie ze mną?
- Ok – kiwnęliśmy głowami – Dawno nie widziałam chłopaków z Lecha
- Taa, im też ciebie brakuje – uśmiechnął się – Uważaj, na pewno będą się rzucać.
- Ciekawa jestem czy w ogóle mnie pamiętają – zaśmiałam się.
- Ciebie się nie da zapomnieć – parsknął Teo – To jak przeskakiwałaś przez bramy by być na naszym treningu, jak goniłaś chłopaków długie godziny, jak wlałaś ketchup do butów Kuby, jak…
- Tak wiem, wiem, nie musisz mi tego wypominać. Dużo rozrabiałam – uspokoiłam go.
Śmialiśmy się tak całą drogę, podstawiając nogi i popychając się. W końcu dotarliśmy na stadion, na którym właśnie miał się odbywać trening. O dziwo nikogo jeszcze nie było! Czyżby Łukasz przyszedł przed czasem? Wow, ten człowiek się zmienia.
- Jak widać jesteśmy sami – spostrzegł Mario rozglądając się po pomieszczeniach.
- Chłopaki zaraz przyjdą – upewnił go Teo – Zawsze się spóźniają.
- Skąd ja to znam – uśmiechnął się mój towarzysz.
- Ej chłopaki, to może ja polecę do sklepiku, póki ich nie ma – wtrąciłam – Dalej ten sam?
- Dalej – poczochrał mi włosy blondyn, a ja pobiegłam tam, gdzie chciałam. Wracając z tymbarkiem spotkałam już wszystkich na murawie, a Mario siedział na trybunach. Teodorczyk zna tych chłopaków jak własną kieszeń! Nawet bardziej. Widząc moją postać, rzucili się na mnie z całusami i uściskami, jakbyśmy się wieki nie widzieli. Właśnie tak się wtedy czułam. Rozmawialiśmy do wieczora o wszystkim i o niczym. Całą grupką mnie odprowadzili i wrócili do swych domów, ponieważ była już 24.00. Nie miałam ochoty wracać do posiadłości, więc wpadłam na pomysł by przejść się nad staw.
- Miałaś kiedyś tak, że kochałaś osobę, ale nie byłaś pewna czy czuje to samo? – spytał nagle Goetze siadając na trawie.
- Mam tak – uśmiechnęłam się lekko. Oj, Mario, gdybyś wiedział co ja do ciebie czuję.
- To nie jest takie łatwe, wiem – dotknęłam delikatnie jego dłoni.
- Jak sprawdzić, czy ona też cię kocha? – spytał zamyślony ściskając bardziej moją rękę z uśmiechem.
- Gdybym wiedziała jak to zrobić, dawno już tonęłabym w ramionach ukochanego – wyznałam smutno.
Przez kilka godzin siedzieliśmy tak trzymając się za ręce.
- Wracajmy już. Zmęczona jestem - poprosiłam.
- To chodź - pomógł mi wstać. Szliśmy przez ponure ulice, przy których znajdowały się stare kamienice i nieprzyjemne tunele. Odruchowo chwyciłam Mario za rękę, lecz szybko ją cofnęłam. On jednak dał mi tą pewność i splótł nasze palce u dłoni. Teraz czułam się o wiele pewniejsza i mogłam z nim iść na koniec świata, a nawet dalej, jeśli to możliwe. Nie spostrzegłam kiedy byliśmy już pod moim domem. Wchodząc do pokoju zauważyłam, że Marco i Robert słodko śpią. Postanowiłam ich nie budzić, ale się nie powstrzymałam i musiałam pocałować ich w policzek. Nie wiadomo dlaczego nadal trzymałam dłoń Goetzego.
- Sorry - szepnęłam.
- Spoko, fajnie było dzisiaj, co? - spytał, gdy wychodziliśmy na korytarz.
- Bardzo. Idź się umyj, ale się pospiesz - poklepałam go po plecach.
Po 15 minutach wrócił z wielkim uśmiechem.
- Co ty robiłeś w tej łazience co taki uśmiechnięty? - spytałam.
- Nic - odparł znikając za drzwiami mojej sypialni.
Poszłam sprawdzić z czego piłkarz ma taką radochę. No tak, umył się moim malinowym płynem do kąpieli. Ja go chyba zabiję! Mimo wszystko się roześmiałam. I tak jest słodki - pomyślałam. Weszłam pod prysznic, a po 30 minutach znalazłam się również w pokoju.
- Mario, śpisz? - spytałam, lecz nie otrzymałam odpowiedzi. Podeszłam do łóżka na którym spał wraz z blondynem. Mina Reusa wywołała u mnie niepohamowany śmiech, na szczęście nikogo nim nie obudziłam. Podeszłam bliżej bruneta i szepnęłam:
- Dziękuję - po czym pocałowałam go w policzek.
- Słodka jesteś - zamruczał, a ja uderzyłam go poduszką. Nie miałam siły dalej się z nim droczyć. Każde z nas śpiąc, miało uśmiech na ustach.
Faajny rozdział, świetnie piszesz, czekam na następny ;)
OdpowiedzUsuńHmphmfwmf *-*
OdpowiedzUsuńMniej więcej tak zareagowałam na ten rozdział ;D
Coś się dzieje, coś się dziej Hurra! Nie żeby mi tak spieszno było do tego ale zaciesz mam jakiego dawno nie miałam.
Potrafisz człowieka napełnić pozytywną energią! <3
Hahah, polecam się na przyszłość, kochana <3 A dziękuję :) Przy końcówce mnie coś tak wzięło, ale to zasługa Tigera ;D hahah.
UsuńJezuuuu dodawaj już następny :D czemu robisz takie długie przerwy ? <3 nie żeby coś ale ja chcę następne :)
OdpowiedzUsuńBo czasu za bardzo nie mam. Przepraszam :* Dzisiaj dodam, bo przez ten tydzień mnie nie będzie, także trochę wcześniej.
Usuń