Właśnie wybierałam
się do pracy, którą załatwiła mi Ania. Narzeczona Roberta. Nawet nieźle się z
nią dogadywałam, lecz rzadko się spotykałyśmy. Była to praca w schronisku dla
zwierząt. Wiedziała, że żywię do nich ogromną miłość. To był mój pierwszy
dzień, więc postanowiłam wyjść pół godziny wcześniej. Na ulicy spotkałam
idących Mario i Marco. Szli na trening, bo w końcu jutro był najważniejszy mecz
rewanżowy Borussi Dortmund i Malagi. Decydował on o przejściu Dortmundu do pół
finału Ligi Mistrzów. Szczerze, to bałam się bardziej tego meczu niż chłopaki.
- O nieee! - jęknęłam smutno na ich widok.
- Ooo .. Naduś! - rozłożył ramiona Marco. Wiedział że żartuję więc ucałował mnie w policzek, a następnie zrobił to Mario - Do pracy idziesz?
- A jak myślisz, lamusie? - od zawsze lubiłam droczyć się z kumplami. Gdy się zebraliśmy, głupawka nawalała na całego.
- No dobra spadaj - dał mi kuksańca w bok Mario - Mam nadzieję, że wbijesz na nasz trening?
- Postaram się. Nie mogę przepuścić okazji jak się kompromitujecie! - odpowiedziałam szybko, na co Reus złapał mnie za rękaw - Puszczaaj! Spóźnię się do roboty, a to mój pierwszy dzień.
- A co mi zrobisz? - pytał dalej.
- Chcesz żyć? - po tych słowach szybko mnie puścił.
- Ej, przypudruj się, bo jakaś czerwona jesteś, buraaku! - wrzaśnął śmiejąc się. Cały Marco! Zawsze musi rzucić jakiś głupi tekst.
- Zamknij japę, bo Lewego na ciebie naślę! - pogroziłam mu.
- Spookojnie, Nadio - pogłaskał mnie po ramieniu Mario - Pożegnałabyś się chociaż noo!
Cmoknęłam go w policzek na pożegnanie jak zawsze i miałam zamiar iść, ale usłyszałam zza pleców głos blondaska.
- A ja co dostanę? - spytał obrażony.
- Tabletki na rozum - wtrącił Gotze.
- Mario, już chyba za późno - rzuciłam i przyspieszyłam kroku. Po piętnastu minutach byłam już na miejscu. Zobaczyłam przed sobą młodego chłopaka, ale starszego ode mnie. Przystojny był, trzeba przyznać. On zapewne miał pracować ze mną.
- Cześć - przywitał się podając mi rękę.
- Cześć - odpowiedziałam.
- Ty zapewne jesteś Nadia? Miło mi cię poznać. Jestem Fabian - uśmiechnął się promiennie - Jestem współwłaścicielem tego schroniska.
- Mi również. Hmm ... No to od czego mam zacząć? - spytałam wkładając ręce do kieszeni.
- Akurat dzisiaj przypada mycie zwierzaków - oznajmił patrząc w kalendarz wiszący na ścianie budynku - Pomożesz mi?
- Po to tu jestem. Ja zaczynam od psów - powiedziałam biorąc gąbkę w ręce, na co Fabian się zgodził.
Jak powiedziałam tak zrobiłam. Pracę skończyłam po 5 godzinach, tak więc postanowiłam już wyjść. Nagle dostałam smsa. Był on od mojego opiekuńczego kumpla ; Lewego:
"Gdzie Cię wcięło? Za chwilę będziemy mieć przerwę"
"Jeszcze wstąpię do apteki. Muszę kupić coś Marco na główkę. Przyda się xD"
"Hahaha , oke głąbie! Czekamy"
" Jaasne, bye!"
Wstąpiłam do domu by przebrać się w bluzę która była Roberta z NY czerwoną, czarne leginsy, białe trampki i czerwony full cap. Szybko ruszyłam w stronę Signal Iduna Park. Akurat zauważyłam chłopaków grzejących już ławę. Mario od razu mnie zauważył.
- Siema, włóczęgo! - przywitał się serdecznie - Dobrze trafiłaś. Mamy przerwę.
Podeszłam do nich. Usiadłam między Marco a Robertem. Dokoła mnie sami chłopcy, ale mimo to nie czułam się krępująco. W Warszawie miałam tylko towarzystwo chłopaków. Może dlatego że lepiej dogadywałam się z nimi niż dziewczynami. Mieliśmy wiele wspólnych tematów, a jednym z nich była piłka nożna.
- Gdzie macie trenera? - zapytałam.
- Zaraz powinien wrócić. To co, mamy chwilę dla siebie - objął mnie ramieniem Marco.
- Marco, nie podrywaj - wtrącił Mario.
- A co zazdrosny?
- Nadia on taki trochę świrnięty jest, nie? - spytał brunet pokazując przy tym odpowiednio ręką przy czole.
- No to masz coś z nim wspólnego - stwierdziłam - Wy patologiczne neosy!
- Ejj, ja nic nie gadałem - bronił się Lewy - I skąd masz moją bluzę?
- A no wiesz, leżała sobie tak bezużytecznie więc postanowiłam jej nie marnować - odpowiedziałam.
- Jasne, ty to zawsze masz wytłumaczenie.
- Mówisz, masz! A i przy okazji wypierzesz ją dzisiaj, bo za ciekawie to ona nie pachnie - zażartowałam, na co wszyscy się zaśmiali.
Lubiłam tak z nimi gawędzić. Nagle nadszedł Mitchell Langerak, również świetny kumpel.
- Naduuuś! - wrzasnął
- Mitcheel! - wrzasnęłam i wskoczyłam mu na plecy.
- Yeaaa! Jedziemy - krzyknął biegnąc ze mną na plecach. Myślałam że zaraz zaliczę glebę. Czapka spadła mi z głowy, co Mario zauważył i szybko ją zabrał.
- Nie oddam Ci! - zawołał i pomachał mi nią.
W końcu Langerak postawił mnie na ziemie, a ja popędziłam odzyskać moją ukochaną rzecz. Ale Mario ani myślał ją oddać. Włożył pod koszulkę i beszczelnie twierdził, że jej nie ma.
- Leewy, powiedz mu cooś! - poprosiłam go, na co on tylko wzruszył ramionami.
- Marioo nie podrywaj Nadii, bo twojej lasce powiem - Marco postanowił mi pomóc, jak zawsze.
- To sobie gadaj - odpowiedział obojętnie Mario.
Serio zdziwiło mnie to. Czyżby planował zerwanie z swoją dziewczyną? Nawet przez głowę przemknęła mi szalona myśl… Nie, nie. On cię po prostu uwielbia. Napewno mu zależy na Alicji i nie roztsanie się z nią.
- Dobra, dawaj czapę - pociągnęłam Mario za koszulkę i wyrwałam swoją zdobycz.
- Ejj, nie rozbieraj go! Nie przy ludziach - wrzasnął Lewy nie powstrzymując się od śmiechu.
- Co tu się wyrabia, chłopaki? - a no tak, to był trener - Mieliście mieć przerwy 15 minut, a siedzicie tu pół godziny. Już!
Chłopaki posłusznie wybiegli na boisko wykonując ćwiczenia, a następnie rozegrali krótki meczyk. Często przychodziłam na ich treningi. Piłka nożna to moje drugie życie, ale nikt o tym nie wiedział. Trener nawet przyznał, że lepiej grają gdy im towarzyszę.
Było już późne, czerwcowe popołudnie. Nie mogłam doczekać się meczu. Nerwy mnie nie opuszczały, za równo jak i Jurgena Kloppa. Mecz odbędzie się w Dortmundzie. To dobrze, bo nie miałam ochoty wyjeżdżać do Hiszpani. W końcu trening dobiegł końca i wszyscy się rozeszli. Szłam w stronę wyjścia, gdy nagle ktoś mnie w ramiona złapał. To był Marco.
- A ty co, już do domu pędzisz? Chyba cię pogięło! Chodź na piwko z nami, do wieczora jeszcze kupa czasu.
- Z nami? Czyli z kim jeszcze?
- Lewy, ja, Marco, i Anka jeszcze przyjdzie - oznajmił mój ziomal.
- O nieee! - jęknęłam smutno na ich widok.
- Ooo .. Naduś! - rozłożył ramiona Marco. Wiedział że żartuję więc ucałował mnie w policzek, a następnie zrobił to Mario - Do pracy idziesz?
- A jak myślisz, lamusie? - od zawsze lubiłam droczyć się z kumplami. Gdy się zebraliśmy, głupawka nawalała na całego.
- No dobra spadaj - dał mi kuksańca w bok Mario - Mam nadzieję, że wbijesz na nasz trening?
- Postaram się. Nie mogę przepuścić okazji jak się kompromitujecie! - odpowiedziałam szybko, na co Reus złapał mnie za rękaw - Puszczaaj! Spóźnię się do roboty, a to mój pierwszy dzień.
- A co mi zrobisz? - pytał dalej.
- Chcesz żyć? - po tych słowach szybko mnie puścił.
- Ej, przypudruj się, bo jakaś czerwona jesteś, buraaku! - wrzaśnął śmiejąc się. Cały Marco! Zawsze musi rzucić jakiś głupi tekst.
- Zamknij japę, bo Lewego na ciebie naślę! - pogroziłam mu.
- Spookojnie, Nadio - pogłaskał mnie po ramieniu Mario - Pożegnałabyś się chociaż noo!
Cmoknęłam go w policzek na pożegnanie jak zawsze i miałam zamiar iść, ale usłyszałam zza pleców głos blondaska.
- A ja co dostanę? - spytał obrażony.
- Tabletki na rozum - wtrącił Gotze.
- Mario, już chyba za późno - rzuciłam i przyspieszyłam kroku. Po piętnastu minutach byłam już na miejscu. Zobaczyłam przed sobą młodego chłopaka, ale starszego ode mnie. Przystojny był, trzeba przyznać. On zapewne miał pracować ze mną.
- Cześć - przywitał się podając mi rękę.
- Cześć - odpowiedziałam.
- Ty zapewne jesteś Nadia? Miło mi cię poznać. Jestem Fabian - uśmiechnął się promiennie - Jestem współwłaścicielem tego schroniska.
- Mi również. Hmm ... No to od czego mam zacząć? - spytałam wkładając ręce do kieszeni.
- Akurat dzisiaj przypada mycie zwierzaków - oznajmił patrząc w kalendarz wiszący na ścianie budynku - Pomożesz mi?
- Po to tu jestem. Ja zaczynam od psów - powiedziałam biorąc gąbkę w ręce, na co Fabian się zgodził.
Jak powiedziałam tak zrobiłam. Pracę skończyłam po 5 godzinach, tak więc postanowiłam już wyjść. Nagle dostałam smsa. Był on od mojego opiekuńczego kumpla ; Lewego:
"Gdzie Cię wcięło? Za chwilę będziemy mieć przerwę"
"Jeszcze wstąpię do apteki. Muszę kupić coś Marco na główkę. Przyda się xD"
"Hahaha , oke głąbie! Czekamy"
" Jaasne, bye!"
Wstąpiłam do domu by przebrać się w bluzę która była Roberta z NY czerwoną, czarne leginsy, białe trampki i czerwony full cap. Szybko ruszyłam w stronę Signal Iduna Park. Akurat zauważyłam chłopaków grzejących już ławę. Mario od razu mnie zauważył.
- Siema, włóczęgo! - przywitał się serdecznie - Dobrze trafiłaś. Mamy przerwę.
Podeszłam do nich. Usiadłam między Marco a Robertem. Dokoła mnie sami chłopcy, ale mimo to nie czułam się krępująco. W Warszawie miałam tylko towarzystwo chłopaków. Może dlatego że lepiej dogadywałam się z nimi niż dziewczynami. Mieliśmy wiele wspólnych tematów, a jednym z nich była piłka nożna.
- Gdzie macie trenera? - zapytałam.
- Zaraz powinien wrócić. To co, mamy chwilę dla siebie - objął mnie ramieniem Marco.
- Marco, nie podrywaj - wtrącił Mario.
- A co zazdrosny?
- Nadia on taki trochę świrnięty jest, nie? - spytał brunet pokazując przy tym odpowiednio ręką przy czole.
- No to masz coś z nim wspólnego - stwierdziłam - Wy patologiczne neosy!
- Ejj, ja nic nie gadałem - bronił się Lewy - I skąd masz moją bluzę?
- A no wiesz, leżała sobie tak bezużytecznie więc postanowiłam jej nie marnować - odpowiedziałam.
- Jasne, ty to zawsze masz wytłumaczenie.
- Mówisz, masz! A i przy okazji wypierzesz ją dzisiaj, bo za ciekawie to ona nie pachnie - zażartowałam, na co wszyscy się zaśmiali.
Lubiłam tak z nimi gawędzić. Nagle nadszedł Mitchell Langerak, również świetny kumpel.
- Naduuuś! - wrzasnął
- Mitcheel! - wrzasnęłam i wskoczyłam mu na plecy.
- Yeaaa! Jedziemy - krzyknął biegnąc ze mną na plecach. Myślałam że zaraz zaliczę glebę. Czapka spadła mi z głowy, co Mario zauważył i szybko ją zabrał.
- Nie oddam Ci! - zawołał i pomachał mi nią.
W końcu Langerak postawił mnie na ziemie, a ja popędziłam odzyskać moją ukochaną rzecz. Ale Mario ani myślał ją oddać. Włożył pod koszulkę i beszczelnie twierdził, że jej nie ma.
- Leewy, powiedz mu cooś! - poprosiłam go, na co on tylko wzruszył ramionami.
- Marioo nie podrywaj Nadii, bo twojej lasce powiem - Marco postanowił mi pomóc, jak zawsze.
- To sobie gadaj - odpowiedział obojętnie Mario.
Serio zdziwiło mnie to. Czyżby planował zerwanie z swoją dziewczyną? Nawet przez głowę przemknęła mi szalona myśl… Nie, nie. On cię po prostu uwielbia. Napewno mu zależy na Alicji i nie roztsanie się z nią.
- Dobra, dawaj czapę - pociągnęłam Mario za koszulkę i wyrwałam swoją zdobycz.
- Ejj, nie rozbieraj go! Nie przy ludziach - wrzasnął Lewy nie powstrzymując się od śmiechu.
- Co tu się wyrabia, chłopaki? - a no tak, to był trener - Mieliście mieć przerwy 15 minut, a siedzicie tu pół godziny. Już!
Chłopaki posłusznie wybiegli na boisko wykonując ćwiczenia, a następnie rozegrali krótki meczyk. Często przychodziłam na ich treningi. Piłka nożna to moje drugie życie, ale nikt o tym nie wiedział. Trener nawet przyznał, że lepiej grają gdy im towarzyszę.
Było już późne, czerwcowe popołudnie. Nie mogłam doczekać się meczu. Nerwy mnie nie opuszczały, za równo jak i Jurgena Kloppa. Mecz odbędzie się w Dortmundzie. To dobrze, bo nie miałam ochoty wyjeżdżać do Hiszpani. W końcu trening dobiegł końca i wszyscy się rozeszli. Szłam w stronę wyjścia, gdy nagle ktoś mnie w ramiona złapał. To był Marco.
- A ty co, już do domu pędzisz? Chyba cię pogięło! Chodź na piwko z nami, do wieczora jeszcze kupa czasu.
- Z nami? Czyli z kim jeszcze?
- Lewy, ja, Marco, i Anka jeszcze przyjdzie - oznajmił mój ziomal.
- To dobrze! Wreszcie
trochę kobiecego towarzystwa - uśmiechnęłam się. - Nie ma to jak nasza paczka.
- Mówiłem Ci pół roku
temu, kiedy się tu przeprowadziłaś, że serio będziesz szczęśliwa - Lewy nie
musiał mi tego przypominać. Świetnie pamiętałam jego słowa.
Kiedy tak
siedzieliśmy i popijaliśmy złoty napój, Anka, która już zdążyła przyjść i
poruszyła temat Alice.
- Mario, a jak tam Alice?
- - Właśnie. Ostatnio jej na treningach wcale nie widać - dodał Lewy.
- Mario, a jak tam Alice?
- - Właśnie. Ostatnio jej na treningach wcale nie widać - dodał Lewy.
- Ech... no dobra,
będę szczery. Między nami się kompletnie zepsuło. Miała się do mnie nawet
wprowadzić, ale teraz wiem, że na pewno do tego nie dojdzie. - wyznał Mario -
Bardzo możliwe, że się rozstaniemy. Już w ogóle się nie dogadujemy.
Byłam w takim szoku,
że masakra. Jeszcze niedawno myślałam, że są zgraną parą, a teraz on mówi że to
koniec?!
- Nie przejmuj się tym, Mario! - próbowałam go pocieszyć - Przecież to nie twoja wina!
- Dzięki, kochana jesteś. - przytulił mnie do siebie. Czułam piękny zapach jego perfum.
- Wiecie co? Jutro spotkam się z Alice i wyznam jej, że to koniec. Nie ma sensu dalej ciągnąć tego kryzysu. Kilka razy mnie już zdradziła i zrównała z błotem. Nie mam zamiaru dalej znosić jej humorków.
- Stary, będzie dobrze! Ja nie mam dziewczyny - powiedział Marco - Wystarczycie mi wy.
W końcu postanowiliśmy wszyscy się rozejść. Robert i Anka poszli do siebie, Marco również, a Mario zaproponował, że mnie odprowadzi.
- Wyobraź sobie jakby teraz zobaczyła nas twoja dziewczyna - zachichotałam.
- Nie obchodzi mnie to za bardzo. Wie, że jesteśmy bliskimi przyjaciółmi i nie przepada za moją paczką. Jeśli sądzi, że dla niej zrezygnuję z was to się grubo myli. Nie kocham jej i mam nadzieję, że ona mnie też. A nawet jestem tego w połowie pewny.
- Jesteś pewny, że chcesz ją zostawić? - zapytałam.
- Tak. To nie ma sensu. To jest jak więzienie. To twój blok?
- Tak, tutaj mieszkam. To do zobaczenia - przytuliłam bruneta na pożegnanie i pocałowałam w policzek, co odwzajemnił.
- Wspaniały dzień ... - stwierdziłam z uśmiechem rzucając się na moją wygodną kanapę - Kto wie, może mam u niego jakieś szanse... - rozmarzyłam się chwilowo po czym uderzyłam otwartą dłonią w środek czoła - Co mnie opanowało! Przecież to tylko przyjaciel i tak na zawsze pozostanie, a ja nigdy nie znajde swojej miłości. Takie jest moje przeznaczenie. Siedziałam tak jeszcze długo na kanapie rozmyślając, aż nagle wybudził mnie dzwonek telefonu. Na wyświetlaczu było zdjęcie Teo.
- Nadia? - spytał nie pewnie.
- Łukaasz! - krzyknęłam - Jeeeju, nawet niewiesz jak tęskniłam.
- Ja też. Brakuje mi twoich tekstów - zaśmiał się.
- Mi tych rozmów ... Codziennych.
- Kiedyś się musimy spotkać, koniecznie. Co porabiasz ciekawego?
- A dopiero wróciłam z chłopakami z piwka. Po treningu muszą zarzyć jakiś doping.
- Wiem to po sobie, a z nimi jak?
- Nic się nie zmieniło. Mózgu jak nie mieli tak dalej nie będą mieć – zachichotałam – Ale w końcu to moi kumple więc nie dziwię się dlaczego tacy są.
- Hahah, a Lewy? Dawno go nie widziałem. Ostatnio miesiąc temu albo i więcej na meczu reprezentacjii.
- A ten Robert… Szkoda gadać . Kolejny do grupki.
- Taaa, jemu to zawsze odwalało. A u ciebie jak tam? Jak się żyje w Dortmundzie?
- A w prawdzie nie mam tu rodziny, ale przyjaciele mi wystarczą. Marco, Mario i Lewy do końca zryli mi bańkę, Ania znalazła mi pracę w schornisku. Chyba lepiej być nie może, a u ciebie, Wojtek?
- Też świetnie! Brakuje mi bardzo tych naszych codziennych wygłupów… Oho, chłopaki mnie wzywają. Muszę kończyć, mała. Trzymaj się.
- No spoko, na razie.
Odłożyłam telefon, a raczej rzuciłam na kanapę. Patrzyłam w okno wspominając te chwile spędzone z Teodorczykiem… Jak wspinaliśmy się na najwyższe drzewo, jak uczył mnie jeździć na deskorolce, jak biliśmy się nieustannie przy czym wtórowaliśmy śmiechem, jak grałam z nim w piłkę, jak wracaliśmy późnymi wieczorami do domu, przez co dostawaliśmy zawsze karę, jak wymykaliśmy się potajemnie przez okno… To wszystko minęło. Tak samo jak życie, szkoda że te czasy nigdy nie wrócą. Włączyłam telewizor na polskim kanale. Akurat leciały Trudne Sprawy. Bardzo to lubiłam. Razem z Lewym lub Wojtkiem to oglądaliśmy. Bardzo tęskniłam za domem, tam w Warszawie. To życie wtedy było takie beztroskie, a każda nawet minimalna rzecz cieszyła. Tęskniłam za tatą. Z mamą moje relacje były całkiem zawalone, a tata jak tata. On tylko wiedział o tym kim ja naprawdę jestem w głebi duszy. A między innymi chodzi mi właśnie o futbol. Była już 22.00 gdy skończyłam oglądać jakiś romantyczny film. Postanowiłam wziąć relaksującą kompiel i wskoczyć pod ciepłą kołdrę. Jutro kolejny dzień pracy, tak więc musiałam być chociaż w połowie wypoczęta. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. O 23.00 byłam już w łóżku.
„Bo przyjaciele są jedni na całe życie, niepowtarzalni. Zrozumieją cię nawet jeśli nic nie powiesz, pocieszą nie wiedząc o co chodzi, powygłupiają się z Tobą a później się tego nie wstydzą. Rzadko kiedy są takie ideały. Ale ja właśnie takich spotkałam”
- Nie przejmuj się tym, Mario! - próbowałam go pocieszyć - Przecież to nie twoja wina!
- Dzięki, kochana jesteś. - przytulił mnie do siebie. Czułam piękny zapach jego perfum.
- Wiecie co? Jutro spotkam się z Alice i wyznam jej, że to koniec. Nie ma sensu dalej ciągnąć tego kryzysu. Kilka razy mnie już zdradziła i zrównała z błotem. Nie mam zamiaru dalej znosić jej humorków.
- Stary, będzie dobrze! Ja nie mam dziewczyny - powiedział Marco - Wystarczycie mi wy.
W końcu postanowiliśmy wszyscy się rozejść. Robert i Anka poszli do siebie, Marco również, a Mario zaproponował, że mnie odprowadzi.
- Wyobraź sobie jakby teraz zobaczyła nas twoja dziewczyna - zachichotałam.
- Nie obchodzi mnie to za bardzo. Wie, że jesteśmy bliskimi przyjaciółmi i nie przepada za moją paczką. Jeśli sądzi, że dla niej zrezygnuję z was to się grubo myli. Nie kocham jej i mam nadzieję, że ona mnie też. A nawet jestem tego w połowie pewny.
- Jesteś pewny, że chcesz ją zostawić? - zapytałam.
- Tak. To nie ma sensu. To jest jak więzienie. To twój blok?
- Tak, tutaj mieszkam. To do zobaczenia - przytuliłam bruneta na pożegnanie i pocałowałam w policzek, co odwzajemnił.
- Wspaniały dzień ... - stwierdziłam z uśmiechem rzucając się na moją wygodną kanapę - Kto wie, może mam u niego jakieś szanse... - rozmarzyłam się chwilowo po czym uderzyłam otwartą dłonią w środek czoła - Co mnie opanowało! Przecież to tylko przyjaciel i tak na zawsze pozostanie, a ja nigdy nie znajde swojej miłości. Takie jest moje przeznaczenie. Siedziałam tak jeszcze długo na kanapie rozmyślając, aż nagle wybudził mnie dzwonek telefonu. Na wyświetlaczu było zdjęcie Teo.
- Nadia? - spytał nie pewnie.
- Łukaasz! - krzyknęłam - Jeeeju, nawet niewiesz jak tęskniłam.
- Ja też. Brakuje mi twoich tekstów - zaśmiał się.
- Mi tych rozmów ... Codziennych.
- Kiedyś się musimy spotkać, koniecznie. Co porabiasz ciekawego?
- A dopiero wróciłam z chłopakami z piwka. Po treningu muszą zarzyć jakiś doping.
- Wiem to po sobie, a z nimi jak?
- Nic się nie zmieniło. Mózgu jak nie mieli tak dalej nie będą mieć – zachichotałam – Ale w końcu to moi kumple więc nie dziwię się dlaczego tacy są.
- Hahah, a Lewy? Dawno go nie widziałem. Ostatnio miesiąc temu albo i więcej na meczu reprezentacjii.
- A ten Robert… Szkoda gadać . Kolejny do grupki.
- Taaa, jemu to zawsze odwalało. A u ciebie jak tam? Jak się żyje w Dortmundzie?
- A w prawdzie nie mam tu rodziny, ale przyjaciele mi wystarczą. Marco, Mario i Lewy do końca zryli mi bańkę, Ania znalazła mi pracę w schornisku. Chyba lepiej być nie może, a u ciebie, Wojtek?
- Też świetnie! Brakuje mi bardzo tych naszych codziennych wygłupów… Oho, chłopaki mnie wzywają. Muszę kończyć, mała. Trzymaj się.
- No spoko, na razie.
Odłożyłam telefon, a raczej rzuciłam na kanapę. Patrzyłam w okno wspominając te chwile spędzone z Teodorczykiem… Jak wspinaliśmy się na najwyższe drzewo, jak uczył mnie jeździć na deskorolce, jak biliśmy się nieustannie przy czym wtórowaliśmy śmiechem, jak grałam z nim w piłkę, jak wracaliśmy późnymi wieczorami do domu, przez co dostawaliśmy zawsze karę, jak wymykaliśmy się potajemnie przez okno… To wszystko minęło. Tak samo jak życie, szkoda że te czasy nigdy nie wrócą. Włączyłam telewizor na polskim kanale. Akurat leciały Trudne Sprawy. Bardzo to lubiłam. Razem z Lewym lub Wojtkiem to oglądaliśmy. Bardzo tęskniłam za domem, tam w Warszawie. To życie wtedy było takie beztroskie, a każda nawet minimalna rzecz cieszyła. Tęskniłam za tatą. Z mamą moje relacje były całkiem zawalone, a tata jak tata. On tylko wiedział o tym kim ja naprawdę jestem w głebi duszy. A między innymi chodzi mi właśnie o futbol. Była już 22.00 gdy skończyłam oglądać jakiś romantyczny film. Postanowiłam wziąć relaksującą kompiel i wskoczyć pod ciepłą kołdrę. Jutro kolejny dzień pracy, tak więc musiałam być chociaż w połowie wypoczęta. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. O 23.00 byłam już w łóżku.
„Bo przyjaciele są jedni na całe życie, niepowtarzalni. Zrozumieją cię nawet jeśli nic nie powiesz, pocieszą nie wiedząc o co chodzi, powygłupiają się z Tobą a później się tego nie wstydzą. Rzadko kiedy są takie ideały. Ale ja właśnie takich spotkałam”
Super, kiedy następny ? :D
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci bardzo :) Emm ... Już jest, ale dzisiaj dodaję czwarty :*
UsuńLol fajnyyy ;)
OdpowiedzUsuńHah, Dziękować ;3
Usuń