Wstałam rano bardzo
zadowolona. Słońce świeciło pełnym blaskiem, pogoda była taka piękna. Wzięłam
prysznic i wyszłam na pole by wysuszyć włosy. Wzięłam telefon i słuchawki.
Sprawdziłam, było tam około 100 wiadomości. Miło, że niektórzy o tobie
pamiętają. A oto kilka z nich:
"Wszystkiego najlepszego, kochana ;*. Mika"
"Stówka, kuzynka! :D. Szymek"
"Najlepszego! <3. Wika"
"Szczęścia i czego tam tylko chcesz ;). Pozdroo. Lena"
"Szczęścia, pomyślności, niech miłość w twym sercu zagości ;*. Mario"
"Stooo lat, młoda ! ;P. Hummels"
"Wszystkiego naaaj! :D. Moritz"
Duużo jeszcze smsów od BVB i takich tam. Najwięcej zastanawiałam się nad tym:
"Spełnienia marzeń. Pamiętaj nigdy nie ukrywaj tego kim naprawdę jesteś. Szczęścia i najlepszego ogółeeem :*. Majka"
"Nigdy nie ukrywaj tego kim naprawdę jesteś......"
- No właśnie... - powiedziałam smutno do siebie słuchając piosenki o piłce nożnej. Nagle ktoś wystraszył mnie od tyłu i wbił palca w żebro.
- Cześć - uśmiechnął się Gotze.
- To zabolałoo - zaśmiałam się głaskając brzuch - No siemka. A co ty sam?
- Tym razem tak. Postanowiłem od nich odpocząć - mrugnął.
- Hahah , dają w kość, coo?
- I to bardzo. Wszystkiego naaajlepszego - przytulił mnie mocno.
- Dzięki, ale wiesz, że dzisiaj przecież się jeszcze spotkamy - uśmiechnęłam się.
- No wiem. Robisz jakąś imprezkę? - spytał.
- Właśnie niewiem. U mnie zbytnio nie ma miejsca - odpowiedziałam smutno - A trzeba by było całą paczką poimprezować.
- Możesz u mnie - zaproponował.
- Serio? Kochaany jesteś - pocałowałam go w policzek - No to trzeba się już do tego brać. Jest rano… A tak w ogóle to dzięki za esa.
- Hahaha. No to spoko, pomogę ci to jakoś wszystko ogarnąć.
- Najpierw jedźmy do sklepu. Trzeba zakupić jakieś gadżety.
- Oke.
Wsiedliśmy do samochodu Gotzego i pojechaliśmy do oficjalnego sklepu BVB. To było jak raj na ziemi! Kupiliśmy 10 balonów żółto czarnych oraz serpentyny.
- Dobra, a teraz wstąpimy skołować coś do żarcia – oznajmiłam.
Poszliśmy do pobliskiego sklepu spożywczego.
- No to co bierzemy? – spytał mnie Mario.
- Niewiem. Chipsy, rzecz jasna, pepsi, jakieś owoce…
- Eee tam owoce! Lepiej żelki.
- Co wy macie do tych żelków? – spytałam śmiejąc się.
- Cytuję Lewego – powiedział – Są takie sweet – zapiszczał a niektóre osoby się na nas popatrzyły.
- Ty durniu – szepnęłam.
- No co! – zaśmiał się. Wzięliśmy zaopatrzenie i ruszyliśmy w stronę kasy. Do domu mojego kumpla wróciliśmy obładowani reklamówkami.
- Mario, wszystko jest okey, tylko że nie musiałeś za mnie płacić! Mam forsę.
- Oj taam! Przyjaciele sobie pomagają.
Odpowiedziałam tylko uśmiechem. Rozpakowaliśmy wszystko i zaczęliśmy stroić pomieszczenie. Poprzyczepialiśmy balony do ścian, a serpentyny powiesiliśmy na lampie. Na koniec obejrzeliśmy wszystko stojąc w korytarzu.
- Świetnie – stwierdziłam.
- Ej, o czymś zapomnieliśmy – zauważył – Tort i napoje procentowe.
- No faktycznie. I co teraz?
- Chodź, jedziemy jeszcze raz.
Przyjechaliśmy po pół godzinie z alkoholem.
- A tort to będzie około 13.00.
- Ty to wszystko zaplanowałeś? – zdziwiłam się.
- Yhym… Chciałem Ci zrobić niespodziankę.
- Udało Ci się.
- Ale będzie jazdaa! – krzyknął mój kumpel wciągając skrzynki z alkoholem.
- Mario! Ile ty tego kupiłeś?!
- 2 wódki, 7 skrzynek piwa, 3 butelki wina, whisky. Myślę, że powinno wystarczyć.
- Masz nas za pijaków czy co?!
- To się dopiero okaże – mrugnął – O której zaczynasz impre?
- Jak dojdzie tort to zadzwonię do wszystkich.
- Okey, jak chcesz. Cieszysz się? – spytał z uśmiechem.
- Jasne! Nie mogę się doczekać – również odwzajemniłam uśmiech – Dobra to może ja pójdę się przebrać.
- Odwieźć cię?
- Nie, dzięki. Ale pamiętaj, nikogo nie wpuszczaj.
- Się wie – przybił żółwia a ja wyszłam.
Szłam dość szybkim tempem. Myślałam nad tym dlaczego Mario się w to tak bardzo angażuje. Przecież mimo to, że jest moim kumplem mógłby odmówić. Może to co Ania mówiła było prawdą? Według mnie on mnie po prostu wspiera tak jak powinien najlepszy przyjaciel. Po chwili znalazłam się w moim pokoju, a cała zawartość szafy wylądowała na podłodze. Kompletnie nie wiedziałam co ubrać. Wszystkie ciuchy były takie luzackie… Kilka sukienek było w miarę, ale nie na przyjęcie. Większość rzeczy zostawiłam w Poznaniu. Ach, Polska! Jak ja bardzo tęsknię za tamtymi stronami. Tak bardzo chciałabym tam wrócić, ale nie mam ochoty spotykać się z matką, natomiast za ojcem bardzo tęsknię. Postanowiłam, że zadzwonię do mojego drugiego kumpla.
- Marco? – spytałam niepewnie.
- No?
- Siemka, ej mam do ciebie prośbę.
- Spoko, wal.
- Pojedziesz ze mną na zakupy? Nie mam co ubrać na przyjęcie.
- Jasne. Będę za 10 minut.
Zawsze mogłam na niego liczyć. To jest właśnie przyjaciel. Zastanawiałam się co ja sobie kupię. Poszłam do banku by wypłacić pieniądze z konta. Było ich trochę. Wzięłam pięć stów. Na pewno wystarczy, ale wolę mieć więcej jakby co. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Właź – wpuściłam blondyna.
- Gotowa?
- Tak jakby, tylko jeszcze ogarnę pokój. Chodź, pomożesz mi – szliśmy po schodach, a on zaczął mnie kopać z kolanka w tyłek, aż tak zaliczyłam glebę.
- Marco, idź przede mną.
- Czemu? – spytał smutno – Było taak fajnie.
- Tylko tobie. Wiesz, chcę dożyć moich 18 urodzin.
- Spoko, uratuję cię.
- Mhm, prędzej siebie zabijesz – obydwoje się zaśmialiśmy i weszliśmy do mojego pokoju.
- Woow, tornado tu było? – krzyknął zdziwiony piłkarz.
- Nie narzekaj. Bywało gorzej – mrugnęłam zaczynając zbierać ubrania.
- Gdzie to dać? – spytał zawalony stertą ubrań.
- Rzuć do szafy. Poukładam kiedyś.
- Kiedyś … - powtórzył. Wiedział, że to tak szybko nie nastąpi.
- No to idziemy – zadecydowałam zamykając drzwi.
Szliśmy w ciszy. Każdy myślał o czymś innym. Tylko ja zatopiłam się w wspomnieniach słuchając „Forever Young”. Nagle mimowolnie po moim policzku spłynęła łza. Chciałam to ukryć przed moim towarzyszem, niestety daremnie.
- Ej, co jest? – spytał ocierając moją łzę.
- Nic – odpowiedziałam krótko. Jakoś straciłam humor na całą imprezkę. Nic się nie liczyło.
- Nadia, nie kłam – nie dawał za wygraną.
- Po prostu wracają wspomnienia z dzieciństwa, które nie było za ciekawe…
- Znam cię tyle, a dużo rzeczy o tobie niewiem… Powiesz mi?
- Tak więc, moja matka mnie nienawidzi. Niewiem dlaczego. Ciągle tylko się z nią kłócę, kiedy tylko się spotkamy, natomiast tata jest całkiem inny. Traktuje mnie jak chłopaka, a mi się to podoba sama niewiem czemu. Gdyby nie on, wątpię czy nie popełniłabym samobójstwa o którym tak często myślałam. Nie mam brata, więc nie miałam z kim tak naprawdę pogadać. Brakuje mi charakteru taty. Tak bardzo tęsknię za Poznaniem. Za Polską. Tylko mój ukochany ojciec mnie potrafił zrozumieć, pomóc, porozmawiać, pocieszyć. Wiedział kim ja naprawdę jestem, co kocham, kim chcę być. Moje marzenia są takie nierealne… A mimo to takie bliskie spełnienia. Odkrywał ze mną nowe tajemnice, nauczył mnie jak wytrwać do końca… Dzięki niemu jestem taka silna i odważna, gdyby nie on nie byłoby mnie tutaj.
- Myślałem, że twoja przeszłość jest całkiem inna – wyjąkał zdziwiony chłopak – Że twoje życie to była po prostu bajka. Wymarzony dom, piękne dzieciństwo pełne przygód i wrażeń, troskliwi rodzice. Przecież jesteś taka silna, potrafisz obdarzyć zaufaniem mimo tego wszystkiego…
- Pozory mylą. Moje dzieciństwo byłe pełne przygód i wrażeń, ale nie za bardzo wymarzonych.
- Nie mówmy już o tym. Widzę, że straciłaś humor. Przykro mi.
- Czemu akurat mi się to przydarzyło. Czemu nie potrafię ujawnić światu co ja tak naprawdę kocham – pomyślałam, a po moich policzkach spłynęły kolejne krople łez.
- Ej, kochana. Nie płacz już. Ja, Mario i Robert postaramy się, abyś zapomniała o swojej przeszłości. Już, cii … - przytulił mnie mocno.
- Oooo, jakie gołąbeczki – usłyszałam z daleka głos, należał on oczywiście do mojego trzeciego kumpla.
- Zamknij się, niewiesz o co kaman – odparł sucho Marco.
- Ej co wam. Nadia, wszystko gra?
- Trochę tak. Zapomnijmy już o tym wszystkim, jasne? Chodźmy do tej galerii. Niedługo przyjęcie, a ja nie mam co ubrać. Lewy idziesz z nami?
- Pewnie.
Wszyscy ruszyliśmy w stronę centrum handlowego. Kupiłam sobie to co było mi potrzebne na przyjęcia. Po powrocie do domu zrobiłma się na bóstwo i popędziłam w stronę mojego kumpla. Szybko znalazłam się przed jego drzwiami.
- Sieeema! – krzyknęłam, a Mario wyglądał jakby zobaczył ducha.
- Nie masz co robić tylko ludzi straszyć?! – krzyknął trzymając rękę na żołądku.
- Akurat tak się składa, że nie. Haha, byś widział swoją minę – i zaczęłam go naśladować.
- Dobra już dobra, moresko! – pogłaskał mnie po ramieniu.
- Pff , się znalazł, mops! – krzyknęłam.
- Ty wiesz kurde kto to jest w ogóle mops? – spytał mnie zdziwiony.
- Takie rzeczy się wie.
- To kto?
- Ty. Łohohoho – zaśmiałam się złowieszczo rzucając na kanapę – Przyszedł tort?
- Nie. Dostawca musiał go przywieść – zażartował.
- Nie przemądrzaj się tak, cioto! Pokaż, chcę go zobaczyć – nalegałam.
- Nie no co ty! Zobaczysz na przyjęciu – zdecydował.
Byłam taka ciekawa jak to zawsze ja. Nie miałam co robić więc włączyłam TV … Nikt z Polski (chodzi mi o najbliższych) oprócz Szczęsnego nie złożył mi życzeń, przykre. Ale tak to już bywa. Mario dołączył się do mnie zanużając rękę w misce popcornu. Przełączałam po kanałach.
- Ooo … Zostaw to! – krzyknął pokazując palcem na ekran. Oczywiście program wybrany przez niego to: „Truuudne sprawyy”. Oglądałam ten odcinek kilka razy więc zaczęłam przyglądać się sufitowi xD . Nagle zadzwonił telefon.
- Nadka? – spytała niepewnie dziewczyna.
- Aniaa! Cześć – uśmiechnęłam się szeroko.
- Hej. Co tam u Ciebie?
- A luuzik. Impreza się szykuje. Chłopcy wszystko zorganizowali.
- To świetnie. A co robisz?
- Aaaa, siedzę z jedym z ćwoków – posłałam złowieszczy śmiech w stronę Mario.
- z Mario? – zgadnęła.
- Ejj, dobra jesteś – zaśmiałyśmy się – Skąd wiesz?
- Można było się domyśleć – odparła tajemniczo – Słyszałam od Roberta, że coś przygnębiona byłaś.
- Ten to wszystko musi powiedzieć – podniosłam głos – No trochę.
- Wytłumaczył mi, że się „ mizialiście z Reusikiem” – cytowała.
- Ooo matkoo, jaki debil! – położyłam rękę na głowie – Hahah, on mnie zwyczajnie pocieszał. Lewy widzi to co chce, a nie to co jest.
- No nie do końca – zaśmiała się Ann.
- Możesz wyrażać się jaśniej? – spytałam wściekła, że jest taka tajemnicza.
- To Robert spostrzegł, że Mario chciałby być kimś więcej dla ciebie …
- Weźcie się ludzie ogarnijcie – krzyknęłam do telefonu – To tylko kumpel. Narka, bo ktoś puka do drzwi.
- Taa, Pa.
Poszłam otworzyć drzwi, ale tam nikogo nie było. Wróciłam z powrotem do Mario.
- Ej, niewiesz kto pukał? – spytałam zdziwiona.
- Wiem.
- No to kur*a raczysz mi powiedzieć? – wypaliłam.
- To ja.. Słyszałem, że coś o nas gadasz – zaśmiał się – A najczęściej to rzadko kiedy jest coś pozytywnego.
- Wariat! Moja wina, że się tak zachowujecie?
- Ejj, już 15.00. No to ja dzwonię do Marco i Lewego – oznajmiłam i sięgnęłam po telefon.
- Siema, cioto! – przywitałam Roberta – Przychodź już. Zaraz zaczynamy! Mam sobie z tobą jeszcze do pogadania..
- Boje się, mamuuuusiu – rozdarł się na całego, aż słychać było echo w jego pokoju – Zaraz będę.
- Okey, Lewy już załatwiony – spostrzegł Gotze.
- Załatwiony to on dopiero będzie – pomyślałam i wykonałam telefon do Marco.
- Siemka – odpowiedział radośnie.
- Wpadaj do Mario.
- Oke. Daj mi 10 minut.
- No.
Rozłączyłam się i zatknęłam ręką usta.
- Co jest? – odezwał się Mario wyłączając tv.
- Nie powiedziałam Lewemu, że jesteśmy u Ciebie.
- A taam! Trochę się pomęczy – poprawił się na kanapie Mario.
Pomyślałam, że dobrze mu tak. A później to się dopiero z nim rozprawię.
- Prezent dam ci wtedy, kiedy oni przyjdą – powiedział.
- To ty jeszcze masz dla mnie prezent? – zdziwiłam się – Wystarczająco dla mnie zrobiłeś.
- Mam nadzieję, że ci się spodoba – uśmiechnął się lekko. Po chwili u nas znalazł się już Reus.
- Stóówka, kochaniem! – krzyknął wchodząc do domu z otwartymi ramionami.
- Hahah, danke! Kochaniem?? Tęczą rzygaam – krzyknęłam i wpadłam mu w ramiona.
- Wyglądasz bosko – obkręcił mnie w kółko - Hahahahah, Zaraz wracam. Idę po niespodziankę do samochodu – uśmiechnął się blondyn.
Aż się bałam co to będzie. Przecież po nim można się spodziewać wszystkiego. Dosłownie… Przyszedł z wielkim miśkiem, aż takim, że widać było tylko nogi Marco do kolan. Misiek ubrany był w barwy BVB. Na koszulce były wszystkie podpisy zawodników, a na niej oprócz tego widniało moje imię, oraz dostałam jeszcze bejsbolówkę. Wiedział jaką mam słabość do tych podobnych czapek. Postarał się.
- Jakie słoodkie – uśmiechnęłam się i ucałowałam go w policzek – Dzięki Marcoo!
- Spoko. A gdzie Lewy? – spytał rozglądając się po mieszkaniu.
- Zgubił się – parsknął śmiechem Mario.
- A ty co robisz? – dosiadł się do przyjaciela blondyn i uderzył go z łokcia
- Oglądam – odpowiedział spokojnie – Ałła, ty gnoju!
- Ooojeju, przepraszam, skarbie. Jakoś ci to wynagrodzę – próbował pocałować kumpla w policzek.
- Chyba nawet wiem jak – mruknęłam pod nosem.
- Ale zboook! – krzyknęli obydwoje.
- Ciicho już – szepnęłam, a do pokoju wpadł zdyszany Robert.
- Nadia, nie… nie łaska powiedzieć, że … że jesteś u niego? – pokazał na Mario.
- A no wiesz… Jakoś mi się tak zapomniało – zaśmiałam się.
- Dobra, nieważne – uśmiechnął się szeroko – Wszystkiego najlepszegooo!
Wręczył mi full cap z BVB oraz srebrną bransoletkę z dwoma serduchami.
- Leewy, dziękuję! – wpadłam mu w ramiona – Nie musiałeś.
- Dla ciebie wszystko – odpowiedział i złożył mi pocałunek na czole.
- No to jeszcze ja – Mario podniósł się z kanapy i zniknął gdzieś za ścianą.
- Spełnienia marzeń, a szczególnie szczęścia – uśmiechnął się wręczając mi bukiet róż i otwierane serce naszyjnik ze złota. Otworzyłam niepewnie, a tam było logo BVB.
- Dziękuuuuję – przytuliłam go mocno – Kochani jesteście.
- Należy ci się – wyszczerzyli zęby.
- Ekhm … Lewy, mam z Tobą do pogadania – oznajmiłam siadając obok niego i uderzając pięścią w moją drugą otwartą dłoń.
- Yyyym… Tak? – wyjąkał patrząc na ruch moich rąk.
- Czy jesteś w stanie powtórzyć mi to co przekazałeś Ann? – spytałam ostrzejszym tonem.
- Czyli? – spytał wstając z kanapy z miną przerażenia.
- Nie pamiętasz? – nie dawałam za wygraną i powoli wstawałam z kanapy, a za mną słyszałam śmiechy Gotzeusa – Chętnie ci przypomnę.
- Nie ma takiej konieczności. Przecież nic nie powiedziałem! – tłumaczył się brunet.
- Serio? A nie przypominasz sobie tego? – spytałam i zaczęłam cytować, to co mi Anka przekazała.
- Kur*a mać – rozdarł się i zaczął gonić po całym pokoju a ja za nim. W końcu go dopadłam. Postanowiłam walnąć go poduchą. I tak zaczęła się III wojna światowa, która zakończyła się tak, że wszystkie piórka znajdowały się na ziemi.
- Hahah, no nieźle! – zaśmiał się Reus siadając na kanapę. Wszyscy zrobili to samo.
- Nadia! Jeszcze tort! – przypomniał sobie Robert.
- To ty też o tym wiesz? – zdziwiłam się, a po chwili dowiedziałam się, że Marco również. Przed moimi oczami ukazał się piękny tort żółty z wielkim logiem BVB. Czułam, że te urodziny pozostaną na długo w mojej pamięci. Zdmuchnęłam świeczki i rozdałam wszystkim po kawałku torta. Siadłam między chłopakami. Tak. Między nimi, bo Marco siadł na kolana Mario.
- Ejj, Lewy paczaj jakie to słoodkie – przytuliłam się do niego a a on się uśmiechnął i szepnął mi do ucha.
- Chętnie coś zrobiłbym tym pedałom – wyszeptał.
- Czytasz mi w myślach – zaśmiałam się.
- Marco, Mario, miloordy moje – zawołałam – Muszę wam coś powiedzieć.
- Spoko, gadaj! – odpowiedział Mario zwalając swojego kumpla z kolan, a ten spadł na podłogę. Kolejny powód do śmiechu.
- Przybliżcie się do mnie – rozkazałam – Wiecie, no nie chcę żeby Robert słyszał.
- Ha ha! – wywalił język Marco narzeczonemu Ann.
- No więc tak – powiedziałam patrząc w oczy Mario. Były one takie piękne! Cofam poprzednie zdanie. I zaczęłam coś szeptać, następnie obydwaj mieli masę z torta na policzku lub nosie.
- Hahah, piona, mała! – krzyknął Lewy śmiejąc się z nich.
- Jaaakie matoły – zaśmiał się Marco.
- Debile trzymają się razem – stwierdziłam z uśmiechem. Sięgneliśmy następnie po procenty. Każdy wypił po 8 piwach. Byliśmy kompletnie pijani, ale jeszcze jako tako trzymaliśmy się na nogach.
- Zagrajmy w butelkę – zaproponował Robert, na co reszta przystała. Wypadło na Marco.
- Okey, stary – zaśmiał się – Pocałuj Nadię.
Bez otrząsania się, Reus zbliżył moją buźkę do siebie i pocałował mnie w usta namiętnie.
- Uuuu – krzyknął Mario i jego kumpel.
Gdy skończyliśmy grać w butelkę, śpiewaliśmy na całego i tańczyliśmy na stole, zjeżdżaliśmy na sankach po schodach oraz różne inne nie na miejscu czynności. W końcu wszyscy po kilku kieliszkach wódki, piwach i 3 lampkach wina zaliczyliśmy zgona. Ja najwięcej wypiłam i Marco z czego można było wcześniej wywnioskować xD. Tak zakończyła się moja osiemnastka. Jeszcze pozostał jutrzejszy dzień świętowania, bo chłopaki nie przepuszczą tak łatwo. Z tego co pamiętam zasnęłam siedząc na kanapie, obok mnie był Lewy, na dywanie Marco, a na fotelu Mario. Hahah, bieeedny Reusik, niczym bezbronny psiak. No cóż takie jego życie przy nas.
Strój Nadii na przyjęcie:
"Wszystkiego najlepszego, kochana ;*. Mika"
"Stówka, kuzynka! :D. Szymek"
"Najlepszego! <3. Wika"
"Szczęścia i czego tam tylko chcesz ;). Pozdroo. Lena"
"Szczęścia, pomyślności, niech miłość w twym sercu zagości ;*. Mario"
"Stooo lat, młoda ! ;P. Hummels"
"Wszystkiego naaaj! :D. Moritz"
Duużo jeszcze smsów od BVB i takich tam. Najwięcej zastanawiałam się nad tym:
"Spełnienia marzeń. Pamiętaj nigdy nie ukrywaj tego kim naprawdę jesteś. Szczęścia i najlepszego ogółeeem :*. Majka"
"Nigdy nie ukrywaj tego kim naprawdę jesteś......"
- No właśnie... - powiedziałam smutno do siebie słuchając piosenki o piłce nożnej. Nagle ktoś wystraszył mnie od tyłu i wbił palca w żebro.
- Cześć - uśmiechnął się Gotze.
- To zabolałoo - zaśmiałam się głaskając brzuch - No siemka. A co ty sam?
- Tym razem tak. Postanowiłem od nich odpocząć - mrugnął.
- Hahah , dają w kość, coo?
- I to bardzo. Wszystkiego naaajlepszego - przytulił mnie mocno.
- Dzięki, ale wiesz, że dzisiaj przecież się jeszcze spotkamy - uśmiechnęłam się.
- No wiem. Robisz jakąś imprezkę? - spytał.
- Właśnie niewiem. U mnie zbytnio nie ma miejsca - odpowiedziałam smutno - A trzeba by było całą paczką poimprezować.
- Możesz u mnie - zaproponował.
- Serio? Kochaany jesteś - pocałowałam go w policzek - No to trzeba się już do tego brać. Jest rano… A tak w ogóle to dzięki za esa.
- Hahaha. No to spoko, pomogę ci to jakoś wszystko ogarnąć.
- Najpierw jedźmy do sklepu. Trzeba zakupić jakieś gadżety.
- Oke.
Wsiedliśmy do samochodu Gotzego i pojechaliśmy do oficjalnego sklepu BVB. To było jak raj na ziemi! Kupiliśmy 10 balonów żółto czarnych oraz serpentyny.
- Dobra, a teraz wstąpimy skołować coś do żarcia – oznajmiłam.
Poszliśmy do pobliskiego sklepu spożywczego.
- No to co bierzemy? – spytał mnie Mario.
- Niewiem. Chipsy, rzecz jasna, pepsi, jakieś owoce…
- Eee tam owoce! Lepiej żelki.
- Co wy macie do tych żelków? – spytałam śmiejąc się.
- Cytuję Lewego – powiedział – Są takie sweet – zapiszczał a niektóre osoby się na nas popatrzyły.
- Ty durniu – szepnęłam.
- No co! – zaśmiał się. Wzięliśmy zaopatrzenie i ruszyliśmy w stronę kasy. Do domu mojego kumpla wróciliśmy obładowani reklamówkami.
- Mario, wszystko jest okey, tylko że nie musiałeś za mnie płacić! Mam forsę.
- Oj taam! Przyjaciele sobie pomagają.
Odpowiedziałam tylko uśmiechem. Rozpakowaliśmy wszystko i zaczęliśmy stroić pomieszczenie. Poprzyczepialiśmy balony do ścian, a serpentyny powiesiliśmy na lampie. Na koniec obejrzeliśmy wszystko stojąc w korytarzu.
- Świetnie – stwierdziłam.
- Ej, o czymś zapomnieliśmy – zauważył – Tort i napoje procentowe.
- No faktycznie. I co teraz?
- Chodź, jedziemy jeszcze raz.
Przyjechaliśmy po pół godzinie z alkoholem.
- A tort to będzie około 13.00.
- Ty to wszystko zaplanowałeś? – zdziwiłam się.
- Yhym… Chciałem Ci zrobić niespodziankę.
- Udało Ci się.
- Ale będzie jazdaa! – krzyknął mój kumpel wciągając skrzynki z alkoholem.
- Mario! Ile ty tego kupiłeś?!
- 2 wódki, 7 skrzynek piwa, 3 butelki wina, whisky. Myślę, że powinno wystarczyć.
- Masz nas za pijaków czy co?!
- To się dopiero okaże – mrugnął – O której zaczynasz impre?
- Jak dojdzie tort to zadzwonię do wszystkich.
- Okey, jak chcesz. Cieszysz się? – spytał z uśmiechem.
- Jasne! Nie mogę się doczekać – również odwzajemniłam uśmiech – Dobra to może ja pójdę się przebrać.
- Odwieźć cię?
- Nie, dzięki. Ale pamiętaj, nikogo nie wpuszczaj.
- Się wie – przybił żółwia a ja wyszłam.
Szłam dość szybkim tempem. Myślałam nad tym dlaczego Mario się w to tak bardzo angażuje. Przecież mimo to, że jest moim kumplem mógłby odmówić. Może to co Ania mówiła było prawdą? Według mnie on mnie po prostu wspiera tak jak powinien najlepszy przyjaciel. Po chwili znalazłam się w moim pokoju, a cała zawartość szafy wylądowała na podłodze. Kompletnie nie wiedziałam co ubrać. Wszystkie ciuchy były takie luzackie… Kilka sukienek było w miarę, ale nie na przyjęcie. Większość rzeczy zostawiłam w Poznaniu. Ach, Polska! Jak ja bardzo tęsknię za tamtymi stronami. Tak bardzo chciałabym tam wrócić, ale nie mam ochoty spotykać się z matką, natomiast za ojcem bardzo tęsknię. Postanowiłam, że zadzwonię do mojego drugiego kumpla.
- Marco? – spytałam niepewnie.
- No?
- Siemka, ej mam do ciebie prośbę.
- Spoko, wal.
- Pojedziesz ze mną na zakupy? Nie mam co ubrać na przyjęcie.
- Jasne. Będę za 10 minut.
Zawsze mogłam na niego liczyć. To jest właśnie przyjaciel. Zastanawiałam się co ja sobie kupię. Poszłam do banku by wypłacić pieniądze z konta. Było ich trochę. Wzięłam pięć stów. Na pewno wystarczy, ale wolę mieć więcej jakby co. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Właź – wpuściłam blondyna.
- Gotowa?
- Tak jakby, tylko jeszcze ogarnę pokój. Chodź, pomożesz mi – szliśmy po schodach, a on zaczął mnie kopać z kolanka w tyłek, aż tak zaliczyłam glebę.
- Marco, idź przede mną.
- Czemu? – spytał smutno – Było taak fajnie.
- Tylko tobie. Wiesz, chcę dożyć moich 18 urodzin.
- Spoko, uratuję cię.
- Mhm, prędzej siebie zabijesz – obydwoje się zaśmialiśmy i weszliśmy do mojego pokoju.
- Woow, tornado tu było? – krzyknął zdziwiony piłkarz.
- Nie narzekaj. Bywało gorzej – mrugnęłam zaczynając zbierać ubrania.
- Gdzie to dać? – spytał zawalony stertą ubrań.
- Rzuć do szafy. Poukładam kiedyś.
- Kiedyś … - powtórzył. Wiedział, że to tak szybko nie nastąpi.
- No to idziemy – zadecydowałam zamykając drzwi.
Szliśmy w ciszy. Każdy myślał o czymś innym. Tylko ja zatopiłam się w wspomnieniach słuchając „Forever Young”. Nagle mimowolnie po moim policzku spłynęła łza. Chciałam to ukryć przed moim towarzyszem, niestety daremnie.
- Ej, co jest? – spytał ocierając moją łzę.
- Nic – odpowiedziałam krótko. Jakoś straciłam humor na całą imprezkę. Nic się nie liczyło.
- Nadia, nie kłam – nie dawał za wygraną.
- Po prostu wracają wspomnienia z dzieciństwa, które nie było za ciekawe…
- Znam cię tyle, a dużo rzeczy o tobie niewiem… Powiesz mi?
- Tak więc, moja matka mnie nienawidzi. Niewiem dlaczego. Ciągle tylko się z nią kłócę, kiedy tylko się spotkamy, natomiast tata jest całkiem inny. Traktuje mnie jak chłopaka, a mi się to podoba sama niewiem czemu. Gdyby nie on, wątpię czy nie popełniłabym samobójstwa o którym tak często myślałam. Nie mam brata, więc nie miałam z kim tak naprawdę pogadać. Brakuje mi charakteru taty. Tak bardzo tęsknię za Poznaniem. Za Polską. Tylko mój ukochany ojciec mnie potrafił zrozumieć, pomóc, porozmawiać, pocieszyć. Wiedział kim ja naprawdę jestem, co kocham, kim chcę być. Moje marzenia są takie nierealne… A mimo to takie bliskie spełnienia. Odkrywał ze mną nowe tajemnice, nauczył mnie jak wytrwać do końca… Dzięki niemu jestem taka silna i odważna, gdyby nie on nie byłoby mnie tutaj.
- Myślałem, że twoja przeszłość jest całkiem inna – wyjąkał zdziwiony chłopak – Że twoje życie to była po prostu bajka. Wymarzony dom, piękne dzieciństwo pełne przygód i wrażeń, troskliwi rodzice. Przecież jesteś taka silna, potrafisz obdarzyć zaufaniem mimo tego wszystkiego…
- Pozory mylą. Moje dzieciństwo byłe pełne przygód i wrażeń, ale nie za bardzo wymarzonych.
- Nie mówmy już o tym. Widzę, że straciłaś humor. Przykro mi.
- Czemu akurat mi się to przydarzyło. Czemu nie potrafię ujawnić światu co ja tak naprawdę kocham – pomyślałam, a po moich policzkach spłynęły kolejne krople łez.
- Ej, kochana. Nie płacz już. Ja, Mario i Robert postaramy się, abyś zapomniała o swojej przeszłości. Już, cii … - przytulił mnie mocno.
- Oooo, jakie gołąbeczki – usłyszałam z daleka głos, należał on oczywiście do mojego trzeciego kumpla.
- Zamknij się, niewiesz o co kaman – odparł sucho Marco.
- Ej co wam. Nadia, wszystko gra?
- Trochę tak. Zapomnijmy już o tym wszystkim, jasne? Chodźmy do tej galerii. Niedługo przyjęcie, a ja nie mam co ubrać. Lewy idziesz z nami?
- Pewnie.
Wszyscy ruszyliśmy w stronę centrum handlowego. Kupiłam sobie to co było mi potrzebne na przyjęcia. Po powrocie do domu zrobiłma się na bóstwo i popędziłam w stronę mojego kumpla. Szybko znalazłam się przed jego drzwiami.
- Sieeema! – krzyknęłam, a Mario wyglądał jakby zobaczył ducha.
- Nie masz co robić tylko ludzi straszyć?! – krzyknął trzymając rękę na żołądku.
- Akurat tak się składa, że nie. Haha, byś widział swoją minę – i zaczęłam go naśladować.
- Dobra już dobra, moresko! – pogłaskał mnie po ramieniu.
- Pff , się znalazł, mops! – krzyknęłam.
- Ty wiesz kurde kto to jest w ogóle mops? – spytał mnie zdziwiony.
- Takie rzeczy się wie.
- To kto?
- Ty. Łohohoho – zaśmiałam się złowieszczo rzucając na kanapę – Przyszedł tort?
- Nie. Dostawca musiał go przywieść – zażartował.
- Nie przemądrzaj się tak, cioto! Pokaż, chcę go zobaczyć – nalegałam.
- Nie no co ty! Zobaczysz na przyjęciu – zdecydował.
Byłam taka ciekawa jak to zawsze ja. Nie miałam co robić więc włączyłam TV … Nikt z Polski (chodzi mi o najbliższych) oprócz Szczęsnego nie złożył mi życzeń, przykre. Ale tak to już bywa. Mario dołączył się do mnie zanużając rękę w misce popcornu. Przełączałam po kanałach.
- Ooo … Zostaw to! – krzyknął pokazując palcem na ekran. Oczywiście program wybrany przez niego to: „Truuudne sprawyy”. Oglądałam ten odcinek kilka razy więc zaczęłam przyglądać się sufitowi xD . Nagle zadzwonił telefon.
- Nadka? – spytała niepewnie dziewczyna.
- Aniaa! Cześć – uśmiechnęłam się szeroko.
- Hej. Co tam u Ciebie?
- A luuzik. Impreza się szykuje. Chłopcy wszystko zorganizowali.
- To świetnie. A co robisz?
- Aaaa, siedzę z jedym z ćwoków – posłałam złowieszczy śmiech w stronę Mario.
- z Mario? – zgadnęła.
- Ejj, dobra jesteś – zaśmiałyśmy się – Skąd wiesz?
- Można było się domyśleć – odparła tajemniczo – Słyszałam od Roberta, że coś przygnębiona byłaś.
- Ten to wszystko musi powiedzieć – podniosłam głos – No trochę.
- Wytłumaczył mi, że się „ mizialiście z Reusikiem” – cytowała.
- Ooo matkoo, jaki debil! – położyłam rękę na głowie – Hahah, on mnie zwyczajnie pocieszał. Lewy widzi to co chce, a nie to co jest.
- No nie do końca – zaśmiała się Ann.
- Możesz wyrażać się jaśniej? – spytałam wściekła, że jest taka tajemnicza.
- To Robert spostrzegł, że Mario chciałby być kimś więcej dla ciebie …
- Weźcie się ludzie ogarnijcie – krzyknęłam do telefonu – To tylko kumpel. Narka, bo ktoś puka do drzwi.
- Taa, Pa.
Poszłam otworzyć drzwi, ale tam nikogo nie było. Wróciłam z powrotem do Mario.
- Ej, niewiesz kto pukał? – spytałam zdziwiona.
- Wiem.
- No to kur*a raczysz mi powiedzieć? – wypaliłam.
- To ja.. Słyszałem, że coś o nas gadasz – zaśmiał się – A najczęściej to rzadko kiedy jest coś pozytywnego.
- Wariat! Moja wina, że się tak zachowujecie?
- Ejj, już 15.00. No to ja dzwonię do Marco i Lewego – oznajmiłam i sięgnęłam po telefon.
- Siema, cioto! – przywitałam Roberta – Przychodź już. Zaraz zaczynamy! Mam sobie z tobą jeszcze do pogadania..
- Boje się, mamuuuusiu – rozdarł się na całego, aż słychać było echo w jego pokoju – Zaraz będę.
- Okey, Lewy już załatwiony – spostrzegł Gotze.
- Załatwiony to on dopiero będzie – pomyślałam i wykonałam telefon do Marco.
- Siemka – odpowiedział radośnie.
- Wpadaj do Mario.
- Oke. Daj mi 10 minut.
- No.
Rozłączyłam się i zatknęłam ręką usta.
- Co jest? – odezwał się Mario wyłączając tv.
- Nie powiedziałam Lewemu, że jesteśmy u Ciebie.
- A taam! Trochę się pomęczy – poprawił się na kanapie Mario.
Pomyślałam, że dobrze mu tak. A później to się dopiero z nim rozprawię.
- Prezent dam ci wtedy, kiedy oni przyjdą – powiedział.
- To ty jeszcze masz dla mnie prezent? – zdziwiłam się – Wystarczająco dla mnie zrobiłeś.
- Mam nadzieję, że ci się spodoba – uśmiechnął się lekko. Po chwili u nas znalazł się już Reus.
- Stóówka, kochaniem! – krzyknął wchodząc do domu z otwartymi ramionami.
- Hahah, danke! Kochaniem?? Tęczą rzygaam – krzyknęłam i wpadłam mu w ramiona.
- Wyglądasz bosko – obkręcił mnie w kółko - Hahahahah, Zaraz wracam. Idę po niespodziankę do samochodu – uśmiechnął się blondyn.
Aż się bałam co to będzie. Przecież po nim można się spodziewać wszystkiego. Dosłownie… Przyszedł z wielkim miśkiem, aż takim, że widać było tylko nogi Marco do kolan. Misiek ubrany był w barwy BVB. Na koszulce były wszystkie podpisy zawodników, a na niej oprócz tego widniało moje imię, oraz dostałam jeszcze bejsbolówkę. Wiedział jaką mam słabość do tych podobnych czapek. Postarał się.
- Jakie słoodkie – uśmiechnęłam się i ucałowałam go w policzek – Dzięki Marcoo!
- Spoko. A gdzie Lewy? – spytał rozglądając się po mieszkaniu.
- Zgubił się – parsknął śmiechem Mario.
- A ty co robisz? – dosiadł się do przyjaciela blondyn i uderzył go z łokcia
- Oglądam – odpowiedział spokojnie – Ałła, ty gnoju!
- Ooojeju, przepraszam, skarbie. Jakoś ci to wynagrodzę – próbował pocałować kumpla w policzek.
- Chyba nawet wiem jak – mruknęłam pod nosem.
- Ale zboook! – krzyknęli obydwoje.
- Ciicho już – szepnęłam, a do pokoju wpadł zdyszany Robert.
- Nadia, nie… nie łaska powiedzieć, że … że jesteś u niego? – pokazał na Mario.
- A no wiesz… Jakoś mi się tak zapomniało – zaśmiałam się.
- Dobra, nieważne – uśmiechnął się szeroko – Wszystkiego najlepszegooo!
Wręczył mi full cap z BVB oraz srebrną bransoletkę z dwoma serduchami.
- Leewy, dziękuję! – wpadłam mu w ramiona – Nie musiałeś.
- Dla ciebie wszystko – odpowiedział i złożył mi pocałunek na czole.
- No to jeszcze ja – Mario podniósł się z kanapy i zniknął gdzieś za ścianą.
- Spełnienia marzeń, a szczególnie szczęścia – uśmiechnął się wręczając mi bukiet róż i otwierane serce naszyjnik ze złota. Otworzyłam niepewnie, a tam było logo BVB.
- Dziękuuuuję – przytuliłam go mocno – Kochani jesteście.
- Należy ci się – wyszczerzyli zęby.
- Ekhm … Lewy, mam z Tobą do pogadania – oznajmiłam siadając obok niego i uderzając pięścią w moją drugą otwartą dłoń.
- Yyyym… Tak? – wyjąkał patrząc na ruch moich rąk.
- Czy jesteś w stanie powtórzyć mi to co przekazałeś Ann? – spytałam ostrzejszym tonem.
- Czyli? – spytał wstając z kanapy z miną przerażenia.
- Nie pamiętasz? – nie dawałam za wygraną i powoli wstawałam z kanapy, a za mną słyszałam śmiechy Gotzeusa – Chętnie ci przypomnę.
- Nie ma takiej konieczności. Przecież nic nie powiedziałem! – tłumaczył się brunet.
- Serio? A nie przypominasz sobie tego? – spytałam i zaczęłam cytować, to co mi Anka przekazała.
- Kur*a mać – rozdarł się i zaczął gonić po całym pokoju a ja za nim. W końcu go dopadłam. Postanowiłam walnąć go poduchą. I tak zaczęła się III wojna światowa, która zakończyła się tak, że wszystkie piórka znajdowały się na ziemi.
- Hahah, no nieźle! – zaśmiał się Reus siadając na kanapę. Wszyscy zrobili to samo.
- Nadia! Jeszcze tort! – przypomniał sobie Robert.
- To ty też o tym wiesz? – zdziwiłam się, a po chwili dowiedziałam się, że Marco również. Przed moimi oczami ukazał się piękny tort żółty z wielkim logiem BVB. Czułam, że te urodziny pozostaną na długo w mojej pamięci. Zdmuchnęłam świeczki i rozdałam wszystkim po kawałku torta. Siadłam między chłopakami. Tak. Między nimi, bo Marco siadł na kolana Mario.
- Ejj, Lewy paczaj jakie to słoodkie – przytuliłam się do niego a a on się uśmiechnął i szepnął mi do ucha.
- Chętnie coś zrobiłbym tym pedałom – wyszeptał.
- Czytasz mi w myślach – zaśmiałam się.
- Marco, Mario, miloordy moje – zawołałam – Muszę wam coś powiedzieć.
- Spoko, gadaj! – odpowiedział Mario zwalając swojego kumpla z kolan, a ten spadł na podłogę. Kolejny powód do śmiechu.
- Przybliżcie się do mnie – rozkazałam – Wiecie, no nie chcę żeby Robert słyszał.
- Ha ha! – wywalił język Marco narzeczonemu Ann.
- No więc tak – powiedziałam patrząc w oczy Mario. Były one takie piękne! Cofam poprzednie zdanie. I zaczęłam coś szeptać, następnie obydwaj mieli masę z torta na policzku lub nosie.
- Hahah, piona, mała! – krzyknął Lewy śmiejąc się z nich.
- Jaaakie matoły – zaśmiał się Marco.
- Debile trzymają się razem – stwierdziłam z uśmiechem. Sięgneliśmy następnie po procenty. Każdy wypił po 8 piwach. Byliśmy kompletnie pijani, ale jeszcze jako tako trzymaliśmy się na nogach.
- Zagrajmy w butelkę – zaproponował Robert, na co reszta przystała. Wypadło na Marco.
- Okey, stary – zaśmiał się – Pocałuj Nadię.
Bez otrząsania się, Reus zbliżył moją buźkę do siebie i pocałował mnie w usta namiętnie.
- Uuuu – krzyknął Mario i jego kumpel.
Gdy skończyliśmy grać w butelkę, śpiewaliśmy na całego i tańczyliśmy na stole, zjeżdżaliśmy na sankach po schodach oraz różne inne nie na miejscu czynności. W końcu wszyscy po kilku kieliszkach wódki, piwach i 3 lampkach wina zaliczyliśmy zgona. Ja najwięcej wypiłam i Marco z czego można było wcześniej wywnioskować xD. Tak zakończyła się moja osiemnastka. Jeszcze pozostał jutrzejszy dzień świętowania, bo chłopaki nie przepuszczą tak łatwo. Z tego co pamiętam zasnęłam siedząc na kanapie, obok mnie był Lewy, na dywanie Marco, a na fotelu Mario. Hahah, bieeedny Reusik, niczym bezbronny psiak. No cóż takie jego życie przy nas.
Strój Nadii na przyjęcie:
Heh świetne! Uwielbiam to opowiadanie. Kiedyś Ci już to mówiłam, ale powtórzę jeszcze raz- SUPER PISZESZ! Na prawdę masz talent!
OdpowiedzUsuńKiedy kolejny rozdział :D
Danke, Klaudia ;3 Już dzisiaj :)
Usuńbardzo fajne, czekam na kolejny rozdzial :)
OdpowiedzUsuńSuper! Naprawdę extra!
OdpowiedzUsuńKiedy kolejny rozdział?
Już dzisiaj :D A teraz dotyczy to wszystkich co komentują i czytają:
UsuńBardzo wam dziękuję za te komentarze. Naprawdę motywują ;* Rozdziały będę dodawała w wolnym czasie, a teraz nie za dużo go mam także przepraszam za długie przerwy. Postaram się to kiedyś nadrobić ;*
Wspaniały rozdział :-P Mega!! Nadia i Marco się pocalowali :-* Oczywiście jak to na każdej imprezie bywa gra w butelkę obowiązkowa ;-) Właśnie wtedy dzieją się różne dziwne rzeczy. :-P Coś mi się wydaje, że Marco ciągnie do Nadii. Ale to są tylko takie moje ciche myśli. Chciałabym żeby byli razem. :-* Czekam na kolejny rozdział. Mam nadzieję że będzie on z pikantnymi szczegółami <3 Pozdrawiam i przesyłam gorące buziaki ;-) Życzę weny kochana ...
OdpowiedzUsuńDziękuję ;* Ale niestety muszę cię zasmucić, kochana, ponieważ jak narazie planuję by Nadia była z Mario... Później się zobaczy. Ojj, pikantne szczegóły obowiązkowo ;) Hahah. Pozdrawiam ;*
Usuń