czwartek, 13 czerwca 2013

Rozdział 11



Tym razem nie obudziły mnie promienie słońca, lecz troskliwy Robert. Jednak wolałabym, żeby świeciło to słonko. Niestety, pogoda nie była wymarzona. Ciemne chmury zawisły nad Dortmundem. Była 9.00.
- Duśka, pobudka! - wrzasnął mi do ucha.
- Czy ty kur*a chcesz żebym ogłuchła?! - spytałam go trzymając się za głowę.
- Od samego rana zaczynasz być miła - zaśmiał się.
- Staram się jak mogę - posłałam mu szyderczy uśmiech - Idę do łazienki.
Nabrałam trochę wody w dłonie i obmyłam twarz. Popatrzyłam się w lustro i pomyślałam kim ja będę w przyszłości? Jakie będzie jutro? Na te pytania nigdy nie otrzymam odpowiedzi. Wyszłam już przebrana z pomieszczenia. Poczłapałam do pokoju i ponownie rzuciłam się na łóżko.
- Nadia ty śpiochu - wparował Robert - Chodź na dół. Śniadanie czeka.
Zeszłam mimowolnie do jadalni. Na stole ujrzałam pyszne kanapki z szynką, pomidorem, ogórkiem oraz sałatą zieloną. Postarał się.
- Mmm, pycha – pochwaliłam go – Nie zjesz ze mną?
- Zjadłem w domu. Ania nie puściłaby mnie bez śniadania. Wiesz jaka ona jest – uśmiechnął się.
- Taka dziewczyna to skarb – przyznałam – Lewy, dziękuję.
- Za co?
- Za to, że mi pomagasz nawet jeśli tego nie potrzebuję, że przy mnie jesteś mimo wszystko.
- Nie masz za co dziękować – uśmiechnął się – Chcesz jeszcze kawy?
- Nie, dzięki. Robert możemy porozmawiać? – zapytałam.
- Jasne, mała, ale nie teraz. Ja mam trening, a ty idziesz ze mną - uśmiechnął się.
- Tylko lecę po torbę - uśmiechnęłam się. Wzięłam żółto-czarną torbę na ramię i wszyliśmy.
- Chciałaś o czymś pogadać – przypomniał sobie mój towarzysz.
- No tak… - przytaknęłam. Jakoś teraz nie miałam ochoty na tą rozmowę.
- Więc? Nadia, widzę, że coś Cię trapi – zauważył Robert, patrząc na mnie.
-Jestem już pełnoletnia, a ja kompletnie nie wiem kim chcę zostać – wyjaśniłam niepewnie.
- Chodzi o zawód? – spytał, pomimo iż wiedział jaka jest odpowiedź – No to może zacznijmy od tego co Cię interesuje.
- Emm… Trochę praca fotografa. Ale najbardziej to mnie kręci piłka, sam wiesz – uśmiechnęłam się – Ale jakoś nie wyobrażam sobie siebie jako piłkarza.
- Dlaczego? Dużo jest dziewczyn, które trenują nogę – zdziwił się moim zachowaniem.
- Sama nie wiem. Nie mówmy już o tym – zdecydowałam.
Doszliśmy już do Signal Iduna Park. Na murawie jeszcze były pustki. Podążyliśmy więc w stronę szatni. Tam czekał już Marco.
- Ooo.. Co ci się stało, że tak wcześnie? – zdziwiłam się obecnością piłkarza. Przywitaliśmy się tak jak zawsze i siadłam obok niego.
- Ludzie się zmieniają – zaśmiał się.
- Ty się nigdy nie zmienisz, kochasiu – pokazałam mu język i wyszłam z szatni. Robert tylko się zaśmiał i pokręcił głową.
- Mario nie ma? – spytał.
- Jak widać nie. Znając jego na pewno się spóźni – westchnął blondyn zawiązując buta – A gdzie poszła Nadia?
- Nie wiem. Jak chcesz to ją zapytaj – odpowiedział mu Lewy.
- I mówisz to z takim spokojem? – zdziwił się – Stary, nie poznaję Cię.
- Od kilku dni ja też siebie nie poznaję – uśmiechnął się lekko – Ta mała zmieniła nas wszystkich.
- Jest całkiem inna. Jeszcze nigdy nie spotkałem takiej dziewczyny jak ona. Zrozumie każdego, potrafi pocieszyć, jest szczera do bólu, szalona, śmiała, wyluzowana, wszystko bierze jako żart, rzadko kiedy się obraża, a jeśli się martwi to ma poważny powód. Ładna twarz, sylwetka, kocha nogę… Ideał.
- Właśnie dlatego zawróciła w głowie naszemu Goetzowi – dodał Robert, akurat wtedy gdy ich kolega wszedł.
- Siema, o czym gadacie? – spytał rzucając torbę w kąt.
- O niczym – odpowiedzieli chłopcy patrząc znacząco po sobie.
- Okey, to ja się lecę przebrać – uśmiechnął się i pobiegł po strój zawodnika.
 Na murawie, jak zawsze chłopaki wariują. Marco z Mario i Lewym bawią się w berka, Łukasz z Kubą tańczą tango, Kevin, Mats i Marcel noszą się na plecach, a pozostali w miarę normalnie ćwiczą podania.
- Odbijamy – uśmiechnęłam się i zaczęłam tańczyć z Piszczem –Ejj, czemu ja muszę męskie kroki?
- Hahah, no tak wyszło – zaśmiał się. Oczywiście, ja umiałam tańczyć tylko hip-hop, breakdance i tym podobne. Nieźle to wyglądało. Po chwili obydwoje wylądowaliśmy na ziemi.
- Wstawaj – podał mi rękę mój „partner” – Fajnie mi się z tobą tańczyło – przytulił mnie mocno.
- Ooo.. Mam rozumieć, że robimy niedźwiadka – krzyknął Mario i nagle wszystkie osoby zaczęły mnie tulić.
- Gdzie Nadia? – spytał trener, nie widząc mojej postaci. Podniosłam rękę, stojąc ściśnięta między piłkarzami.
- Chłopaki, poprzytulacie się później – zaśmiał się trener – Na boisko!
- Odtulaamy – oznajmił smutno Lewy.
Siadłam obok trenera na ławce rezerwowych.
- Dziękuję za uratowanie życia – uśmiechnęłam się patrząc na piłkę.
- Widać, że Cię kochają – popatrzył się na mnie życzliwie – A Mario to chyba szczególnie.
- Naprawdę? – spytałam niczego nieświadoma.
- Nie mów, że tego nie zauważyłaś – szturchnął mnie ramieniem tak jakbyśmy się znali co najmniej od 5 lat.
- No tak trochę – przytaknęłam przyglądając się Goetzowi. Zauważył to i mi pomachał.
- A ty?
- Co ja?
- Czujesz coś do niego? – spytał.
- No trochę – odpowiedziałam. No oczywiście, że go kocham! Ale nie powiem tego trenerowi. Jeszcze powiedziałby Mario, a ja nie chcę, żeby dowiedział się od obcej osoby. Wybiegłam na boisko robiąc im fotki. Robili różne postawy i miny. Myślałam, że pęknę ze śmiechu. Trening już dobiegł końca. Umówiłam się z Robertem przed bramką wyjściową. Stałam tak patrząc na zdjęcie bruneta. Było takie słodkie. Ten jego uśmiech…
- Na co tak patrzysz? – spytał.
- Na Ciebie – zaśmiałam się – Nie myślałeś o pracy modela?
- Aaa tam, wolę piłkę. Możesz zostać moim prywatnym fotografem – mrugnął obejmując mnie.
- Dziękuję za pozwolenie.
Cała nasza trójka poszła do domu Lewego. Siedzieliśmy rozmawiając do późnego wieczora. Jutro z samego rana mieliśmy wyjechać do Polski. Do domu nie szłam sama. Towarzyszył mi Mario, ponieważ Marco postanowił, że jeszcze zostanie u swojego kumpla.
- Przyjdziesz jutro do mnie? - spytał brunet patrząc na mnie.
- Ja? – zdziwiłam się.
- Znając mnie pewnie zaśpię – uśmiechnął się – Więc przyjdź.
- Okey – zgodziłam się – Cieszę się, że jutro spotkam się z przyjaciółmi.
- Widać – przyznał – Nie lepiej byłoby pojechać samochodem?
- Nie mam prawka. Ani potrzebny jest samochód, a Marco ma chyba w naprawie…
- A o mnie zapomniałaś? – udawał obrażonego – Wezmę mój wóz.
- Serio? Dziękuję – przytuliłam go mocno.
- Dla przyjaciół wszystko – pocałował mnie w głowę.
- No wątpię czy dla Lewego byś to zrobił – zaśmiałam się.
- Lewy nie jest taki uroczy – szepnął z uśmiechem.
Rozstaliśmy się pod moim domem. Patrzyłam jak odchodzi…
- Kocham Cię – szepnęłam i udałam się do łazienki, by wziąć prysznic. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i poszłam spać z radością w sercu...

_____________________________________________________________________________
"Nie mogła oderwać wzroku od niego, ten każdy gest, najmniejszy uśmiech, nawet mrugnięcie oka kryło w Sobie największą słodkość jaką kiedykolwiek ujrzała..."

I BOOM! Mamy 11 ;) Zastanawiam się nad tym czy pisać te takie moje cytaty na końcu. Ale to pozostawiam Wam, sami o tym zdecydujcie. Kiedyś, gdy założyłam tego bloga nie miałam chęci dla kogo pisać. Miałam już likwidować tą stronkę, ale dzięki tym wszystkim komentarzom nie chciałam rozstawać się z tym pisaniem. To daje mi taką radość i w ogóle... Cieszę się, że mogę się z Wami tym dzielić. Dziękuję za wszystko ;* Oceńcie ten rozdział w skali 1-10 . Ale szczerze proszę!

11 komentarzy:

  1. Muszę się jakoś odwdzięczyć za te twoje komentarze ;D

    Powiem tylko tyle - pisz, pisz i jeszcze raz pisz!
    Twój blog mocno wciąga, za każdym razem czekam na dalszą część historii...
    Co do cytatów - są naprawdę niezłe, jeśli sprawia ci przyjemność pisanie i umieszczanie ich to rób to dalej!
    Rozdział tak jak każdy oceniam na 10! Dobra robota!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci :) Aj tam.. Miałam czas to skomentowałam :*

      Usuń
    2. Osobiście podziwiam osoby piszące blogi w pierwszej osobie <3
      Zazwyczaj wtedy główny bohater staje się odzwierciedleniem ciebie, twojego aktualnego nastroju, twoich marzeń. Mnie nigdy nie było na to stać. Powiem szczerze że czytając twojego bloga przełamałam się i mój blog poboczny pisany jest właśnie w pierwszej osobie ;D
      A więc po raz kolejny gratuluję i życzę sukcesów zarówno w pisaniu jak i życiu...

      Usuń
    3. Jeju, miło słyszeć, że dzięki mnie ktoś się przełamał i postanowił spróbować :) Faktycznie, nie jest to łatwe, ale dzięki temu jesteś w krainie, w której chciałabyś być od dawna, ale szara rzeczywistość na to nie pozwala. Życzę Ci powodzenia w tworzeniu rozdziałów :) Dziękuję za wszystko <3

      Usuń
  2. 10,10,10... Piszzzz !!! Ja chcę kolejny rozdział <3 ohh ten Mario :**

    OdpowiedzUsuń
  3. Super !
    Zapraszam na nowy rozdział ;)
    http://thiswonderfulworld0.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. super, super, super, 10 ode mnie :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Boże jak ja kocham Mario <3 aaaaa <3 love love love :***

    Zapraszam do mnie:
    http://karolinaimario.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń