Tym razem nie obudziły mnie promienie
słońca, lecz troskliwy Robert. Jednak wolałabym, żeby świeciło to słonko.
Niestety, pogoda nie była wymarzona. Ciemne chmury zawisły nad Dortmundem. Była
9.00.
- Duśka, pobudka! - wrzasnął mi do ucha.
- Czy ty kur*a chcesz żebym ogłuchła?! - spytałam go trzymając się za głowę.
- Od samego rana zaczynasz być miła - zaśmiał się.
- Staram się jak mogę - posłałam mu szyderczy uśmiech - Idę do łazienki.
Nabrałam trochę wody w dłonie i obmyłam twarz. Popatrzyłam się w lustro i pomyślałam kim ja będę w przyszłości? Jakie będzie jutro? Na te pytania nigdy nie otrzymam odpowiedzi. Wyszłam już przebrana z pomieszczenia. Poczłapałam do pokoju i ponownie rzuciłam się na łóżko.
- Nadia ty śpiochu - wparował Robert - Chodź na dół. Śniadanie czeka.
Zeszłam mimowolnie do jadalni. Na stole ujrzałam pyszne kanapki z szynką, pomidorem, ogórkiem oraz sałatą zieloną. Postarał się.
- Mmm, pycha – pochwaliłam go – Nie zjesz ze mną?
- Zjadłem w domu. Ania nie puściłaby mnie bez śniadania. Wiesz jaka ona jest – uśmiechnął się.
- Taka dziewczyna to skarb – przyznałam – Lewy, dziękuję.
- Za co?
- Za to, że mi pomagasz nawet jeśli tego nie potrzebuję, że przy mnie jesteś mimo wszystko.
- Nie masz za co dziękować – uśmiechnął się – Chcesz jeszcze kawy?
- Nie, dzięki. Robert możemy porozmawiać? – zapytałam.
- Jasne, mała, ale nie teraz. Ja mam trening, a ty idziesz ze mną - uśmiechnął się.
- Tylko lecę po torbę - uśmiechnęłam się. Wzięłam żółto-czarną torbę na ramię i wszyliśmy.
- Chciałaś o czymś pogadać – przypomniał sobie mój towarzysz.
- No tak… - przytaknęłam. Jakoś teraz nie miałam ochoty na tą rozmowę.
- Więc? Nadia, widzę, że coś Cię trapi – zauważył Robert, patrząc na mnie.
-Jestem już pełnoletnia, a ja kompletnie nie wiem kim chcę zostać – wyjaśniłam niepewnie.
- Chodzi o zawód? – spytał, pomimo iż wiedział jaka jest odpowiedź – No to może zacznijmy od tego co Cię interesuje.
- Emm… Trochę praca fotografa. Ale najbardziej to mnie kręci piłka, sam wiesz – uśmiechnęłam się – Ale jakoś nie wyobrażam sobie siebie jako piłkarza.
- Dlaczego? Dużo jest dziewczyn, które trenują nogę – zdziwił się moim zachowaniem.
- Sama nie wiem. Nie mówmy już o tym – zdecydowałam.
Doszliśmy już do Signal Iduna Park. Na murawie jeszcze były pustki. Podążyliśmy więc w stronę szatni. Tam czekał już Marco.
- Ooo.. Co ci się stało, że tak wcześnie? – zdziwiłam się obecnością piłkarza. Przywitaliśmy się tak jak zawsze i siadłam obok niego.
- Ludzie się zmieniają – zaśmiał się.
- Ty się nigdy nie zmienisz, kochasiu – pokazałam mu język i wyszłam z szatni. Robert tylko się zaśmiał i pokręcił głową.
- Mario nie ma? – spytał.
- Jak widać nie. Znając jego na pewno się spóźni – westchnął blondyn zawiązując buta – A gdzie poszła Nadia?
- Nie wiem. Jak chcesz to ją zapytaj – odpowiedział mu Lewy.
- I mówisz to z takim spokojem? – zdziwił się – Stary, nie poznaję Cię.
- Od kilku dni ja też siebie nie poznaję – uśmiechnął się lekko – Ta mała zmieniła nas wszystkich.
- Jest całkiem inna. Jeszcze nigdy nie spotkałem takiej dziewczyny jak ona. Zrozumie każdego, potrafi pocieszyć, jest szczera do bólu, szalona, śmiała, wyluzowana, wszystko bierze jako żart, rzadko kiedy się obraża, a jeśli się martwi to ma poważny powód. Ładna twarz, sylwetka, kocha nogę… Ideał.
- Właśnie dlatego zawróciła w głowie naszemu Goetzowi – dodał Robert, akurat wtedy gdy ich kolega wszedł.
- Siema, o czym gadacie? – spytał rzucając torbę w kąt.
- O niczym – odpowiedzieli chłopcy patrząc znacząco po sobie.
- Okey, to ja się lecę przebrać – uśmiechnął się i pobiegł po strój zawodnika.
Na murawie, jak zawsze chłopaki wariują. Marco z Mario i Lewym bawią się w berka, Łukasz z Kubą tańczą tango, Kevin, Mats i Marcel noszą się na plecach, a pozostali w miarę normalnie ćwiczą podania.
- Odbijamy – uśmiechnęłam się i zaczęłam tańczyć z Piszczem –Ejj, czemu ja muszę męskie kroki?
- Hahah, no tak wyszło – zaśmiał się. Oczywiście, ja umiałam tańczyć tylko hip-hop, breakdance i tym podobne. Nieźle to wyglądało. Po chwili obydwoje wylądowaliśmy na ziemi.
- Wstawaj – podał mi rękę mój „partner” – Fajnie mi się z tobą tańczyło – przytulił mnie mocno.
- Ooo.. Mam rozumieć, że robimy niedźwiadka – krzyknął Mario i nagle wszystkie osoby zaczęły mnie tulić.
- Gdzie Nadia? – spytał trener, nie widząc mojej postaci. Podniosłam rękę, stojąc ściśnięta między piłkarzami.
- Chłopaki, poprzytulacie się później – zaśmiał się trener – Na boisko!
- Odtulaamy – oznajmił smutno Lewy.
Siadłam obok trenera na ławce rezerwowych.
- Dziękuję za uratowanie życia – uśmiechnęłam się patrząc na piłkę.
- Widać, że Cię kochają – popatrzył się na mnie życzliwie – A Mario to chyba szczególnie.
- Naprawdę? – spytałam niczego nieświadoma.
- Nie mów, że tego nie zauważyłaś – szturchnął mnie ramieniem tak jakbyśmy się znali co najmniej od 5 lat.
- No tak trochę – przytaknęłam przyglądając się Goetzowi. Zauważył to i mi pomachał.
- A ty?
- Co ja?
- Czujesz coś do niego? – spytał.
- No trochę – odpowiedziałam. No oczywiście, że go kocham! Ale nie powiem tego trenerowi. Jeszcze powiedziałby Mario, a ja nie chcę, żeby dowiedział się od obcej osoby. Wybiegłam na boisko robiąc im fotki. Robili różne postawy i miny. Myślałam, że pęknę ze śmiechu. Trening już dobiegł końca. Umówiłam się z Robertem przed bramką wyjściową. Stałam tak patrząc na zdjęcie bruneta. Było takie słodkie. Ten jego uśmiech…
- Na co tak patrzysz? – spytał.
- Na Ciebie – zaśmiałam się – Nie myślałeś o pracy modela?
- Aaa tam, wolę piłkę. Możesz zostać moim prywatnym fotografem – mrugnął obejmując mnie.
- Dziękuję za pozwolenie.
Cała nasza trójka poszła do domu Lewego. Siedzieliśmy rozmawiając do późnego wieczora. Jutro z samego rana mieliśmy wyjechać do Polski. Do domu nie szłam sama. Towarzyszył mi Mario, ponieważ Marco postanowił, że jeszcze zostanie u swojego kumpla.
- Przyjdziesz jutro do mnie? - spytał brunet patrząc na mnie.
- Ja? – zdziwiłam się.
- Znając mnie pewnie zaśpię – uśmiechnął się – Więc przyjdź.
- Okey – zgodziłam się – Cieszę się, że jutro spotkam się z przyjaciółmi.
- Widać – przyznał – Nie lepiej byłoby pojechać samochodem?
- Nie mam prawka. Ani potrzebny jest samochód, a Marco ma chyba w naprawie…
- A o mnie zapomniałaś? – udawał obrażonego – Wezmę mój wóz.
- Serio? Dziękuję – przytuliłam go mocno.
- Dla przyjaciół wszystko – pocałował mnie w głowę.
- No wątpię czy dla Lewego byś to zrobił – zaśmiałam się.
- Lewy nie jest taki uroczy – szepnął z uśmiechem.
Rozstaliśmy się pod moim domem. Patrzyłam jak odchodzi…
- Kocham Cię – szepnęłam i udałam się do łazienki, by wziąć prysznic. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i poszłam spać z radością w sercu...
_____________________________________________________________________________
"Nie mogła oderwać wzroku od niego, ten każdy gest, najmniejszy uśmiech, nawet mrugnięcie oka kryło w Sobie największą słodkość jaką kiedykolwiek ujrzała..."
I BOOM! Mamy 11 ;) Zastanawiam się nad tym czy pisać te takie moje cytaty na końcu. Ale to pozostawiam Wam, sami o tym zdecydujcie. Kiedyś, gdy założyłam tego bloga nie miałam chęci dla kogo pisać. Miałam już likwidować tą stronkę, ale dzięki tym wszystkim komentarzom nie chciałam rozstawać się z tym pisaniem. To daje mi taką radość i w ogóle... Cieszę się, że mogę się z Wami tym dzielić. Dziękuję za wszystko ;* Oceńcie ten rozdział w skali 1-10 . Ale szczerze proszę!
- Duśka, pobudka! - wrzasnął mi do ucha.
- Czy ty kur*a chcesz żebym ogłuchła?! - spytałam go trzymając się za głowę.
- Od samego rana zaczynasz być miła - zaśmiał się.
- Staram się jak mogę - posłałam mu szyderczy uśmiech - Idę do łazienki.
Nabrałam trochę wody w dłonie i obmyłam twarz. Popatrzyłam się w lustro i pomyślałam kim ja będę w przyszłości? Jakie będzie jutro? Na te pytania nigdy nie otrzymam odpowiedzi. Wyszłam już przebrana z pomieszczenia. Poczłapałam do pokoju i ponownie rzuciłam się na łóżko.
- Nadia ty śpiochu - wparował Robert - Chodź na dół. Śniadanie czeka.
Zeszłam mimowolnie do jadalni. Na stole ujrzałam pyszne kanapki z szynką, pomidorem, ogórkiem oraz sałatą zieloną. Postarał się.
- Mmm, pycha – pochwaliłam go – Nie zjesz ze mną?
- Zjadłem w domu. Ania nie puściłaby mnie bez śniadania. Wiesz jaka ona jest – uśmiechnął się.
- Taka dziewczyna to skarb – przyznałam – Lewy, dziękuję.
- Za co?
- Za to, że mi pomagasz nawet jeśli tego nie potrzebuję, że przy mnie jesteś mimo wszystko.
- Nie masz za co dziękować – uśmiechnął się – Chcesz jeszcze kawy?
- Nie, dzięki. Robert możemy porozmawiać? – zapytałam.
- Jasne, mała, ale nie teraz. Ja mam trening, a ty idziesz ze mną - uśmiechnął się.
- Tylko lecę po torbę - uśmiechnęłam się. Wzięłam żółto-czarną torbę na ramię i wszyliśmy.
- Chciałaś o czymś pogadać – przypomniał sobie mój towarzysz.
- No tak… - przytaknęłam. Jakoś teraz nie miałam ochoty na tą rozmowę.
- Więc? Nadia, widzę, że coś Cię trapi – zauważył Robert, patrząc na mnie.
-Jestem już pełnoletnia, a ja kompletnie nie wiem kim chcę zostać – wyjaśniłam niepewnie.
- Chodzi o zawód? – spytał, pomimo iż wiedział jaka jest odpowiedź – No to może zacznijmy od tego co Cię interesuje.
- Emm… Trochę praca fotografa. Ale najbardziej to mnie kręci piłka, sam wiesz – uśmiechnęłam się – Ale jakoś nie wyobrażam sobie siebie jako piłkarza.
- Dlaczego? Dużo jest dziewczyn, które trenują nogę – zdziwił się moim zachowaniem.
- Sama nie wiem. Nie mówmy już o tym – zdecydowałam.
Doszliśmy już do Signal Iduna Park. Na murawie jeszcze były pustki. Podążyliśmy więc w stronę szatni. Tam czekał już Marco.
- Ooo.. Co ci się stało, że tak wcześnie? – zdziwiłam się obecnością piłkarza. Przywitaliśmy się tak jak zawsze i siadłam obok niego.
- Ludzie się zmieniają – zaśmiał się.
- Ty się nigdy nie zmienisz, kochasiu – pokazałam mu język i wyszłam z szatni. Robert tylko się zaśmiał i pokręcił głową.
- Mario nie ma? – spytał.
- Jak widać nie. Znając jego na pewno się spóźni – westchnął blondyn zawiązując buta – A gdzie poszła Nadia?
- Nie wiem. Jak chcesz to ją zapytaj – odpowiedział mu Lewy.
- I mówisz to z takim spokojem? – zdziwił się – Stary, nie poznaję Cię.
- Od kilku dni ja też siebie nie poznaję – uśmiechnął się lekko – Ta mała zmieniła nas wszystkich.
- Jest całkiem inna. Jeszcze nigdy nie spotkałem takiej dziewczyny jak ona. Zrozumie każdego, potrafi pocieszyć, jest szczera do bólu, szalona, śmiała, wyluzowana, wszystko bierze jako żart, rzadko kiedy się obraża, a jeśli się martwi to ma poważny powód. Ładna twarz, sylwetka, kocha nogę… Ideał.
- Właśnie dlatego zawróciła w głowie naszemu Goetzowi – dodał Robert, akurat wtedy gdy ich kolega wszedł.
- Siema, o czym gadacie? – spytał rzucając torbę w kąt.
- O niczym – odpowiedzieli chłopcy patrząc znacząco po sobie.
- Okey, to ja się lecę przebrać – uśmiechnął się i pobiegł po strój zawodnika.
Na murawie, jak zawsze chłopaki wariują. Marco z Mario i Lewym bawią się w berka, Łukasz z Kubą tańczą tango, Kevin, Mats i Marcel noszą się na plecach, a pozostali w miarę normalnie ćwiczą podania.
- Odbijamy – uśmiechnęłam się i zaczęłam tańczyć z Piszczem –Ejj, czemu ja muszę męskie kroki?
- Hahah, no tak wyszło – zaśmiał się. Oczywiście, ja umiałam tańczyć tylko hip-hop, breakdance i tym podobne. Nieźle to wyglądało. Po chwili obydwoje wylądowaliśmy na ziemi.
- Wstawaj – podał mi rękę mój „partner” – Fajnie mi się z tobą tańczyło – przytulił mnie mocno.
- Ooo.. Mam rozumieć, że robimy niedźwiadka – krzyknął Mario i nagle wszystkie osoby zaczęły mnie tulić.
- Gdzie Nadia? – spytał trener, nie widząc mojej postaci. Podniosłam rękę, stojąc ściśnięta między piłkarzami.
- Chłopaki, poprzytulacie się później – zaśmiał się trener – Na boisko!
- Odtulaamy – oznajmił smutno Lewy.
Siadłam obok trenera na ławce rezerwowych.
- Dziękuję za uratowanie życia – uśmiechnęłam się patrząc na piłkę.
- Widać, że Cię kochają – popatrzył się na mnie życzliwie – A Mario to chyba szczególnie.
- Naprawdę? – spytałam niczego nieświadoma.
- Nie mów, że tego nie zauważyłaś – szturchnął mnie ramieniem tak jakbyśmy się znali co najmniej od 5 lat.
- No tak trochę – przytaknęłam przyglądając się Goetzowi. Zauważył to i mi pomachał.
- A ty?
- Co ja?
- Czujesz coś do niego? – spytał.
- No trochę – odpowiedziałam. No oczywiście, że go kocham! Ale nie powiem tego trenerowi. Jeszcze powiedziałby Mario, a ja nie chcę, żeby dowiedział się od obcej osoby. Wybiegłam na boisko robiąc im fotki. Robili różne postawy i miny. Myślałam, że pęknę ze śmiechu. Trening już dobiegł końca. Umówiłam się z Robertem przed bramką wyjściową. Stałam tak patrząc na zdjęcie bruneta. Było takie słodkie. Ten jego uśmiech…
- Na co tak patrzysz? – spytał.
- Na Ciebie – zaśmiałam się – Nie myślałeś o pracy modela?
- Aaa tam, wolę piłkę. Możesz zostać moim prywatnym fotografem – mrugnął obejmując mnie.
- Dziękuję za pozwolenie.
Cała nasza trójka poszła do domu Lewego. Siedzieliśmy rozmawiając do późnego wieczora. Jutro z samego rana mieliśmy wyjechać do Polski. Do domu nie szłam sama. Towarzyszył mi Mario, ponieważ Marco postanowił, że jeszcze zostanie u swojego kumpla.
- Przyjdziesz jutro do mnie? - spytał brunet patrząc na mnie.
- Ja? – zdziwiłam się.
- Znając mnie pewnie zaśpię – uśmiechnął się – Więc przyjdź.
- Okey – zgodziłam się – Cieszę się, że jutro spotkam się z przyjaciółmi.
- Widać – przyznał – Nie lepiej byłoby pojechać samochodem?
- Nie mam prawka. Ani potrzebny jest samochód, a Marco ma chyba w naprawie…
- A o mnie zapomniałaś? – udawał obrażonego – Wezmę mój wóz.
- Serio? Dziękuję – przytuliłam go mocno.
- Dla przyjaciół wszystko – pocałował mnie w głowę.
- No wątpię czy dla Lewego byś to zrobił – zaśmiałam się.
- Lewy nie jest taki uroczy – szepnął z uśmiechem.
Rozstaliśmy się pod moim domem. Patrzyłam jak odchodzi…
- Kocham Cię – szepnęłam i udałam się do łazienki, by wziąć prysznic. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i poszłam spać z radością w sercu...
_____________________________________________________________________________
"Nie mogła oderwać wzroku od niego, ten każdy gest, najmniejszy uśmiech, nawet mrugnięcie oka kryło w Sobie największą słodkość jaką kiedykolwiek ujrzała..."
I BOOM! Mamy 11 ;) Zastanawiam się nad tym czy pisać te takie moje cytaty na końcu. Ale to pozostawiam Wam, sami o tym zdecydujcie. Kiedyś, gdy założyłam tego bloga nie miałam chęci dla kogo pisać. Miałam już likwidować tą stronkę, ale dzięki tym wszystkim komentarzom nie chciałam rozstawać się z tym pisaniem. To daje mi taką radość i w ogóle... Cieszę się, że mogę się z Wami tym dzielić. Dziękuję za wszystko ;* Oceńcie ten rozdział w skali 1-10 . Ale szczerze proszę!
Muszę się jakoś odwdzięczyć za te twoje komentarze ;D
OdpowiedzUsuńPowiem tylko tyle - pisz, pisz i jeszcze raz pisz!
Twój blog mocno wciąga, za każdym razem czekam na dalszą część historii...
Co do cytatów - są naprawdę niezłe, jeśli sprawia ci przyjemność pisanie i umieszczanie ich to rób to dalej!
Rozdział tak jak każdy oceniam na 10! Dobra robota!
Dziękuję Ci :) Aj tam.. Miałam czas to skomentowałam :*
UsuńOsobiście podziwiam osoby piszące blogi w pierwszej osobie <3
UsuńZazwyczaj wtedy główny bohater staje się odzwierciedleniem ciebie, twojego aktualnego nastroju, twoich marzeń. Mnie nigdy nie było na to stać. Powiem szczerze że czytając twojego bloga przełamałam się i mój blog poboczny pisany jest właśnie w pierwszej osobie ;D
A więc po raz kolejny gratuluję i życzę sukcesów zarówno w pisaniu jak i życiu...
Jeju, miło słyszeć, że dzięki mnie ktoś się przełamał i postanowił spróbować :) Faktycznie, nie jest to łatwe, ale dzięki temu jesteś w krainie, w której chciałabyś być od dawna, ale szara rzeczywistość na to nie pozwala. Życzę Ci powodzenia w tworzeniu rozdziałów :) Dziękuję za wszystko <3
Usuń10,10,10... Piszzzz !!! Ja chcę kolejny rozdział <3 ohh ten Mario :**
OdpowiedzUsuńHah, Dziękuję ;)
UsuńSuper !
OdpowiedzUsuńZapraszam na nowy rozdział ;)
http://thiswonderfulworld0.blogspot.com/
Dziękuję, z chęcią wpadnę ;)
Usuńsuper, super, super, 10 ode mnie :D
OdpowiedzUsuńOjj, dziękuję ;3
UsuńBoże jak ja kocham Mario <3 aaaaa <3 love love love :***
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie:
http://karolinaimario.blogspot.com/