Dzisiaj był już
czwartek. Obiecałam wczoraj Piszczkowi, że do niego przyjdę. Dawno z nim nie
rozmawiałam, a z Sarą to już w ogóle! Wstałam trochę późno. Miałam jeszcze
piętnaście minut do spotkania z Łukaszem. Postanowiłam więc zadzwonić do niego.
- Piszczu? - spytałam zaspana przeciągając się w łóżku.
- Tak, możesz być później - zaśmiał się do telefonu.
- Jak ty mnie znasz - po tych słowach nacisnęłam czerwoną słuchawkę. Szybko wstałam z łóżka, otworzyłam moją szafę na oścież i zaczęłam wybierać ubrania. Zdecydowałam, że założę białą bokserkę, jeansową kurtkę, mini spódniczkę i niebieskie baleriny, pomalowałam oczy itp. Po półgodzinnym szykowaniu znajdowałam się już przed domem kolegi. Wahałam się czy pukać, ale zdecydowałam, że lepiej tak. Przecież nigdy nie wiadomo co tam może się dziać xD.
- Ooo, hej - uśmiechnął się szeroko jeden z Borussi i wpuścił mnie do mieszkania. Nic się nie zmieniło odkąd byłam tu ostatnio.
- Napijesz się czegoś? - krzyknął z kuchni.
- Nie, dzięki. A gdzie masz małą? - spytałam rozglądając się po pomieszczeniu.
- Saaraa - zawołał córkę, która za chwilę zeszła na dół. Była taka słodka. Aż czasami zazdrościłam Łukaszowi takiego dziecka.
- Ćeś - uśmiechnęła się do mnie czochrając włoski.
- Cześć. Jestem Nadia - przedstawiłam się.
- Wiem. Wujek Malio mi o Tobie powiedział. Weźmieś mnie na kolanka? - spytała słodko.
- Pewnie - zaśmiałam się - A powiedz mi, kochanie, co jeszcze o mnie mówił twój wujek? - spytałam z zaciekawieniem.
- Tylko tyle ze zajebiśta z ciebie laska - odpowiedziała, a ja popatrzyłam znacząco na Piszczka.
- Czego ty ją uczysz? - zdziwiłam się.
- To nie ja, to wujek Malioo - przedżeźnił małą z smutną minką.
- Ei, ziomek nie pśedzeźniaj mnie, jaśne? Bo śpotkamy sie w sądzie! A pani Weśołowśka jeś gloźna - pogroziła z powagą i pobiegła do pokoju klaskając w rączki.
- Stwierdzam, ze Mario za dużo tutaj przebywa - zaśmiałam się.
- Hahah, no tak. Ale nie o tym chciałem pogadać - spojrzał na mnie odkładając kawę.
- Coś poważnego? - spytałam niepewnie.
- Powiedz mi... Co ja mam zrobić? Tak bardzo kocham Ewę, ale już dwie noce nie było jej w domu. Myślę, że mnie zdradza. Jak mam poznać czy ona mnie kocha?
- No wiesz... Ja nigdy czegoś takiego nie przeżyłam. Musisz z nią koniecznie pogadać i to zaraz jak wróci. Jeśli to nie pomoże, możesz na mnie liczyć coś wymyślę.
- A masz już coś?
- No mam, ale trochę to nie jest przyzwoite - uśmiechnęłam się.
- Wariatka! No ale gadaj - zaśmiał się.
- Niech się dowie, że też z kimś spałeś. Oczywiście, tak na prawdę nie będzie. Rozumiesz? Ale najpierw musisz mieć pewność, że cię zdradza, bo inaczej wyjdziesz na idiotę - powiedziałam otwarcie.
- Dzięki. Chłopaki mieli podobne myśli, tylko że bardziej nienormalne - popatrzyłam na niego pytająco.
- Cytuję Lewego - oznajmił - Przeleć inną i będzie git.
- Ahaaa, to takiego Ania ma narzeczonego - zaśmiałam się.
- On nigdy nie zdradziłby Ann.
- Jego laska jest wicemistrzynią w karate. Też bym się nie odważyła - zaśmialiśmy się oboje.
- Hahah, taa ... - przytaknął - A u ciebie jak tam?
- Leci bez dzieci - palnęłam - Nie no jakoś idzie powoli...
- Chodziło mi o te takie ten tego sprawy - zaśmiał się.
- Ekhm. Bez zmian - stwierdziłam z kwasem.
- Przecież nie chciałaś mieć chłopaka - zdziwił się Łukasz.
- To było dawno! Ludzie się zmieniają.
- Młoda, to było aż miesiąc temu - zaśmiał się.
- No to przecież długo! – upierałam się – Nie masz zamiaru nic zmieniać w tym domu?
- Jak na razie nie. No wiesz treningi, mecze, Champions League…
- Tak, tak. Masz się czym zasłaniać! – popatrzyłam na niego.
- U Ciebie też pasowałyby jakieś zmiany…
- E tam.. Mi się podoba moje mieszkanie takie jakim jest…
- Nie mówiłam o mieszkaniu – zaśmiał się – Słyszałem, że podobasz się komuś.
- Yhym.. Ciekawe komu ma się podobać to coś – pokazałam gestem ręki na siebie.
- Panu Goetzowi – uśmiechnął się.
- A ty znowu? – spytałam znudzona.
- Ejj, weź, ty też coś do niego czujesz… - połaskotał mnie kumpel.
- Piszczuu, puść, stop! – wyjąkałam, a on jak na rozkaz przestał mnie dręczyć – Ćpałeś?
- Co za pytanie! – obruszył się.
- Głupoty gadasz! – wkurzyłam się – To tylko kumpel tak jak Marco czy Lewy. Nie wierzysz? To spytaj kogo chcesz.
- Uwierz lepiej nie pytać! – mrugnął oczkiem – Cała BVB o tym nawala.
- Yhym, no to zajebiście! – dodałam sarkazm.
Zeszło nam tak prawie 2 godziny. Postanowiłam już się zbierać. W domu było tak pusto i cicho... Brakowało tu drugiej osoby i nie była nią przyjaciółka. Pobiegłam do mojego pokoju. Przeanalizowałam sobie te wszystkie dni spędzone w Dortmundzie. W mojej głowie szumiały pytania : Czy warto..?
Zbliżała się godzina 14.00. Właśnie wtedy dostałam wiadomość od Roberta:
„Gdzie ty jesteś? Przerwę mamy ;D”
„Nie wiem czy będę…”
„Weź no mała, Reus nie ma kogo wkurzać! ;P Mario mu nie wystarcza..”
„Chętnie się odwdzięczę. Za 10 minut powinnam być u Was:)”
Przebrałam tylko spódnicę na jeansowe spodenki, spięłam rozwalonego koka i związałam chustę na głowie. Gdy dochodziłam do stadionu, poczułam że ktoś założył mi ręce na szyję. To był Lewy.
- Wystraszyłem cię? – spytał z nadzieją, która po moich słowach zaraz zgasła.
Weszliśmy na boisko, a wszystkie oczy skierowały się w naszą stronę. Usiadłam razem z nimi na ławce i zaczęła się rozmowa.
- Czemu cię tyle nie było? – spytał smutno Marcel.
- Czasu nie miałam – uśmiechnęłam się lekko.
- No wiesz? Czasu dla nas nie masz? Raniiisz – powiedział obruszony Marco.
- Ejj, już jestem, nie róbcie mi wyrzutów! – wrzasnęłam a wszyscy się zaśmiali.
- Nadia! Zagrasz? – spytał Felipe bawiąc się piłką.
- Jasne! – uśmiechnęłam się i podeszłam w stronę Santany.
- Chłopaki, na boisko już! – usłyszałam głos trenera.
- Emm, trenerze, a może Nadia z nami trenować? – spytał prosząco Lewy.
- Prosimy – wtórowali mu wszyscy.
- Sami się jej spytajcie – uśmiechnął się w moją stronę Jurgen, na co chłopcy pobiegli do mnie robiąc szum.
- No dobra, dobra. Zostaję! – krzyknęłam.
- Reus i Grossekroutz. Jesteście kapitanami – oznajmił.
- Oke, to ja biorę Roberta – zawołał Marco.
- Mario – wybrał Kevin.
I tak dalej i tak dalej. Na skład naszej drużyny wchodzili: Schmelzer, Piszczek, Langerak, Reus, Lewandowski, Ja, Santana, Bittencourt, Subotić.
Zaczęliśmy grę. Momentalnie przejęłam piłkę i strzeliłam gola Weidenfellerowi. Następnym strzelcem był Reus, a po nim Lewy. Takim sposobem było 3:1 dla nas. Chciałam żeby było 4:1, więc postanowiłam, że odbiorę piłkę Sahinowi. Podbiegłam do niego i próbowałam go okiwać, ale nic z tego. Sfaulował mnie a ja wpadłam w ramiona Mario stojącego obok swojego kumpla. Popatrzyliśmy sobie głęboko w oczy, aż wreszcie wybudziłam się z tego „snu” i zeszłam z boiska. Końcowy wynik nic się nie zmienił.
- No to jakie macie na teraz plany? – zaczął Robert.
- Ja muszę popilnować córki – odpowiedział Kuba.
- Idę na kolację z żoną – tłumaczył się Piszczu.
- Umówiłem się z siostrą na kręgle – odezwał się Marcel.
Aż w końcu wyszło na to, że tylko ja i Marco nie mamy planów. Tak więc postanowiliśmy gdzieś wyjść. Była godzina 17.00. Czekałam w domu na kumpla już gotowa do wyjścia.
_____________________________________________________________
Chciałam podziękować wszystkim tym co komentują moje rozdziały. Jestem Wam bardzo wdzięczna za to. Naprawdę, to wielka motywacja. Właśnie dzięki wam powstają nowe posty. Mam zamiar Was jeszcze powiadomić, że mimo transferu Mario, on dalej będzie występował w moim opowiadaniu tym i każdym kolejnym. Czasami nawet w barwach Borussi Dortmund. Uszanujcie moją decyzję :)
- Piszczu? - spytałam zaspana przeciągając się w łóżku.
- Tak, możesz być później - zaśmiał się do telefonu.
- Jak ty mnie znasz - po tych słowach nacisnęłam czerwoną słuchawkę. Szybko wstałam z łóżka, otworzyłam moją szafę na oścież i zaczęłam wybierać ubrania. Zdecydowałam, że założę białą bokserkę, jeansową kurtkę, mini spódniczkę i niebieskie baleriny, pomalowałam oczy itp. Po półgodzinnym szykowaniu znajdowałam się już przed domem kolegi. Wahałam się czy pukać, ale zdecydowałam, że lepiej tak. Przecież nigdy nie wiadomo co tam może się dziać xD.
- Ooo, hej - uśmiechnął się szeroko jeden z Borussi i wpuścił mnie do mieszkania. Nic się nie zmieniło odkąd byłam tu ostatnio.
- Napijesz się czegoś? - krzyknął z kuchni.
- Nie, dzięki. A gdzie masz małą? - spytałam rozglądając się po pomieszczeniu.
- Saaraa - zawołał córkę, która za chwilę zeszła na dół. Była taka słodka. Aż czasami zazdrościłam Łukaszowi takiego dziecka.
- Ćeś - uśmiechnęła się do mnie czochrając włoski.
- Cześć. Jestem Nadia - przedstawiłam się.
- Wiem. Wujek Malio mi o Tobie powiedział. Weźmieś mnie na kolanka? - spytała słodko.
- Pewnie - zaśmiałam się - A powiedz mi, kochanie, co jeszcze o mnie mówił twój wujek? - spytałam z zaciekawieniem.
- Tylko tyle ze zajebiśta z ciebie laska - odpowiedziała, a ja popatrzyłam znacząco na Piszczka.
- Czego ty ją uczysz? - zdziwiłam się.
- To nie ja, to wujek Malioo - przedżeźnił małą z smutną minką.
- Ei, ziomek nie pśedzeźniaj mnie, jaśne? Bo śpotkamy sie w sądzie! A pani Weśołowśka jeś gloźna - pogroziła z powagą i pobiegła do pokoju klaskając w rączki.
- Stwierdzam, ze Mario za dużo tutaj przebywa - zaśmiałam się.
- Hahah, no tak. Ale nie o tym chciałem pogadać - spojrzał na mnie odkładając kawę.
- Coś poważnego? - spytałam niepewnie.
- Powiedz mi... Co ja mam zrobić? Tak bardzo kocham Ewę, ale już dwie noce nie było jej w domu. Myślę, że mnie zdradza. Jak mam poznać czy ona mnie kocha?
- No wiesz... Ja nigdy czegoś takiego nie przeżyłam. Musisz z nią koniecznie pogadać i to zaraz jak wróci. Jeśli to nie pomoże, możesz na mnie liczyć coś wymyślę.
- A masz już coś?
- No mam, ale trochę to nie jest przyzwoite - uśmiechnęłam się.
- Wariatka! No ale gadaj - zaśmiał się.
- Niech się dowie, że też z kimś spałeś. Oczywiście, tak na prawdę nie będzie. Rozumiesz? Ale najpierw musisz mieć pewność, że cię zdradza, bo inaczej wyjdziesz na idiotę - powiedziałam otwarcie.
- Dzięki. Chłopaki mieli podobne myśli, tylko że bardziej nienormalne - popatrzyłam na niego pytająco.
- Cytuję Lewego - oznajmił - Przeleć inną i będzie git.
- Ahaaa, to takiego Ania ma narzeczonego - zaśmiałam się.
- On nigdy nie zdradziłby Ann.
- Jego laska jest wicemistrzynią w karate. Też bym się nie odważyła - zaśmialiśmy się oboje.
- Hahah, taa ... - przytaknął - A u ciebie jak tam?
- Leci bez dzieci - palnęłam - Nie no jakoś idzie powoli...
- Chodziło mi o te takie ten tego sprawy - zaśmiał się.
- Ekhm. Bez zmian - stwierdziłam z kwasem.
- Przecież nie chciałaś mieć chłopaka - zdziwił się Łukasz.
- To było dawno! Ludzie się zmieniają.
- Młoda, to było aż miesiąc temu - zaśmiał się.
- No to przecież długo! – upierałam się – Nie masz zamiaru nic zmieniać w tym domu?
- Jak na razie nie. No wiesz treningi, mecze, Champions League…
- Tak, tak. Masz się czym zasłaniać! – popatrzyłam na niego.
- U Ciebie też pasowałyby jakieś zmiany…
- E tam.. Mi się podoba moje mieszkanie takie jakim jest…
- Nie mówiłam o mieszkaniu – zaśmiał się – Słyszałem, że podobasz się komuś.
- Yhym.. Ciekawe komu ma się podobać to coś – pokazałam gestem ręki na siebie.
- Panu Goetzowi – uśmiechnął się.
- A ty znowu? – spytałam znudzona.
- Ejj, weź, ty też coś do niego czujesz… - połaskotał mnie kumpel.
- Piszczuu, puść, stop! – wyjąkałam, a on jak na rozkaz przestał mnie dręczyć – Ćpałeś?
- Co za pytanie! – obruszył się.
- Głupoty gadasz! – wkurzyłam się – To tylko kumpel tak jak Marco czy Lewy. Nie wierzysz? To spytaj kogo chcesz.
- Uwierz lepiej nie pytać! – mrugnął oczkiem – Cała BVB o tym nawala.
- Yhym, no to zajebiście! – dodałam sarkazm.
Zeszło nam tak prawie 2 godziny. Postanowiłam już się zbierać. W domu było tak pusto i cicho... Brakowało tu drugiej osoby i nie była nią przyjaciółka. Pobiegłam do mojego pokoju. Przeanalizowałam sobie te wszystkie dni spędzone w Dortmundzie. W mojej głowie szumiały pytania : Czy warto..?
Zbliżała się godzina 14.00. Właśnie wtedy dostałam wiadomość od Roberta:
„Gdzie ty jesteś? Przerwę mamy ;D”
„Nie wiem czy będę…”
„Weź no mała, Reus nie ma kogo wkurzać! ;P Mario mu nie wystarcza..”
„Chętnie się odwdzięczę. Za 10 minut powinnam być u Was:)”
Przebrałam tylko spódnicę na jeansowe spodenki, spięłam rozwalonego koka i związałam chustę na głowie. Gdy dochodziłam do stadionu, poczułam że ktoś założył mi ręce na szyję. To był Lewy.
- Wystraszyłem cię? – spytał z nadzieją, która po moich słowach zaraz zgasła.
Weszliśmy na boisko, a wszystkie oczy skierowały się w naszą stronę. Usiadłam razem z nimi na ławce i zaczęła się rozmowa.
- Czemu cię tyle nie było? – spytał smutno Marcel.
- Czasu nie miałam – uśmiechnęłam się lekko.
- No wiesz? Czasu dla nas nie masz? Raniiisz – powiedział obruszony Marco.
- Ejj, już jestem, nie róbcie mi wyrzutów! – wrzasnęłam a wszyscy się zaśmiali.
- Nadia! Zagrasz? – spytał Felipe bawiąc się piłką.
- Jasne! – uśmiechnęłam się i podeszłam w stronę Santany.
- Chłopaki, na boisko już! – usłyszałam głos trenera.
- Emm, trenerze, a może Nadia z nami trenować? – spytał prosząco Lewy.
- Prosimy – wtórowali mu wszyscy.
- Sami się jej spytajcie – uśmiechnął się w moją stronę Jurgen, na co chłopcy pobiegli do mnie robiąc szum.
- No dobra, dobra. Zostaję! – krzyknęłam.
- Reus i Grossekroutz. Jesteście kapitanami – oznajmił.
- Oke, to ja biorę Roberta – zawołał Marco.
- Mario – wybrał Kevin.
I tak dalej i tak dalej. Na skład naszej drużyny wchodzili: Schmelzer, Piszczek, Langerak, Reus, Lewandowski, Ja, Santana, Bittencourt, Subotić.
Zaczęliśmy grę. Momentalnie przejęłam piłkę i strzeliłam gola Weidenfellerowi. Następnym strzelcem był Reus, a po nim Lewy. Takim sposobem było 3:1 dla nas. Chciałam żeby było 4:1, więc postanowiłam, że odbiorę piłkę Sahinowi. Podbiegłam do niego i próbowałam go okiwać, ale nic z tego. Sfaulował mnie a ja wpadłam w ramiona Mario stojącego obok swojego kumpla. Popatrzyliśmy sobie głęboko w oczy, aż wreszcie wybudziłam się z tego „snu” i zeszłam z boiska. Końcowy wynik nic się nie zmienił.
- No to jakie macie na teraz plany? – zaczął Robert.
- Ja muszę popilnować córki – odpowiedział Kuba.
- Idę na kolację z żoną – tłumaczył się Piszczu.
- Umówiłem się z siostrą na kręgle – odezwał się Marcel.
Aż w końcu wyszło na to, że tylko ja i Marco nie mamy planów. Tak więc postanowiliśmy gdzieś wyjść. Była godzina 17.00. Czekałam w domu na kumpla już gotowa do wyjścia.
_____________________________________________________________
Chciałam podziękować wszystkim tym co komentują moje rozdziały. Jestem Wam bardzo wdzięczna za to. Naprawdę, to wielka motywacja. Właśnie dzięki wam powstają nowe posty. Mam zamiar Was jeszcze powiadomić, że mimo transferu Mario, on dalej będzie występował w moim opowiadaniu tym i każdym kolejnym. Czasami nawet w barwach Borussi Dortmund. Uszanujcie moją decyzję :)
Super, super, super, bardzo mi sie podoba :). I oczywiscie ciesze sie, ze Mario nadal będzie :)
OdpowiedzUsuńCieszę się:) Gdziekolwiek się rozejdą ja zawszę będę mówiła że to jest rodzony piłkarz BVB. Nic się nie zmieni :) Ale zastanawiam się czy na chwilę nie zawiesić tego bloga. Nikt go prawie nie czyta...
Usuń